Bułgarskie all inclusive, czyli nasz pierwszy raz z biurem podróży

Riwiera bułgarska poza sezonem. To miał być pomysł na to, jak spędzić tygodniowy urlop z bliźniaczkami w zupełnie nowej formule. Po raz pierwszy wybraliśmy biuro podróży. Skusiła nas cena i „renomowana” marka – TUI Poland. Dlaczego biuro się nie spisało? Czy pozostają nam tylko podróże na własną rękę? Co Bułgaria oferuje poza sezonem?

TUI i Bułgaria poza sezonem

Mieliśmy tu być wcześniej. Splot różnych okoliczności sprawił, że wyjazd musieliśmy przesunąć na przełom września i października. Siłą rzeczy, nie lecieliśmy tam z zamiarem plażowania. Nie oczekiwaliśmy przesadnie wysokich temperatur. Miało być wygodnie, wolniej i – po prostu, inaczej niż do tej pory. Jak wspólnie podróżujemy od 9 lat, po raz pierwszy pomyśleliśmy, że wybierzemy gotowy produkt. O motywach takiego wyboru piszemy niżej.

Jednak nie spodziewaliśmy, że „renomowany” organizator za jakiego uchodzi w opiniach wielu Polaków TUI Poland totalnie zepsuje nam powrót… Mówiąc wprost – udowodnił jak klienta ma się W D*PIE (dobrze czytacie, Caps Lock mi się nie zaciął) już na etapie sprzedaży pobytu.

(prawie) Pusty samolot do Burgas

Na lotnisku we Wrocławiu wszystko zaczęło się jednak zupełnie niewinnie.

– OK, to Państwo są już ostatni… – mówi strażniczka graniczna oddając nasze dowody osobiste. Coś nam nie pasuje. Zanim odpowiedziałem patrzę przed siebie. Marszczę czoło, bo widzę tylko 4 osoby na ławkach przed punktem odprawy na końcu hali odlotów.
– To na pokładzie będziemy mieć all inclusive – wybuchnęliśmy z Asią śmiechem nie wiedząc, jakie w rezultacie będzie miało to konsekwencje.

Zanim samolot wzbił się w powietrze wyciągnąłem telefon. Pokusiliśmy się o krótkie 10-sekundowe heheszki na pokładzie. Filmik puściliśmy na naszym Instagramie.

RyanairSun wiózł powietrze na pokładzie. Fakt ten trochę osłabił naszą czujność i oddalił podejrzenia, że niemożliwym będzie ponowny powrót tak pustym samolotem. No gdzie tam, pff, przecież nie wyślą nas na inne lotnisko i nie każą wracać z wszystkimi tymi tobołami (i wózkiem bliźniaczym) jakimś tam pociągiem czy autobusem. Myliliśmy się.

Gdzie ostatecznie wylądowaliśmy? Ile kosztuje ultra all inclusive w Bułgarii poza sezonem z dwójką małych dzieci?

Piszemy o tym w podsumowaniu.

W rezultacie zobowiązani byliśmy ponieść dodatkowe koszty, by samodzielnie wrócić do Wrocławia. Nie wspominając o rozstrojonych dziewczynkach, my sami byliśmy poddenerwowani, zmęczeni, ale pewni jednego – wolimy podróże na własną rękę. I tego, że nie zostawimy tego tematu samopas aż rozejdzie się po kościach.

Złożyliśmy reklamację w TUI

I wiecie, jaka była odpowiedź nadesłana po ponad 3 tygodniach?

Zwrot poniesionych kosztów w związku z powrotem do Wrocławia rozpatrzono pozytywnie. Dalej, oprócz klasycznego nawijania makaronu na uszy i powielania formułek wedle zasady „copy-paste” (jest im „niezmiernie przykro”, „dokonują wszelkich starań”, „dziękujemy za Pani uwagi i wskazówki”), kwestię odszkodowania i zadośćuczynienia za to, że wysadzili nas na innym lotnisku (niezgodność z umową) i zafundowali ponad 10-godzinny powrót do domu uznali za… bezzasadne!

Dlaczego zdecydowaliśmy się na Bułgarię

Po latach zapomnienia i zepchnięcia na turystyczny margines Bułgaria zyskuje na popularności wśród Polaków. Z roku na rok ten bałkański kraj coraz skuteczniej przebija się w świadomości polskiego turysty, który dotychczas wolał kamieniste plaże Chorwacji, śródziemnomorskie kurorty Włoch czy Hiszpanii. Co takiego sprawia, że tamtejszy Burgas i Warna stały się w ostatnim czasie jednymi z topowych destynacji czarterowych wrocławskiego lotniska (stąd lecieliśmy)?

Atrakcyjne ceny, pewna pogoda, ciepłe i mało zasolone morze, wysoki standard hoteli – w takim dużym skrócie można określi kluczowe atrybuty i wabiki, które także nas zachęciły. Poszliśmy typ tropem. Po czerwcowej wyprawie do Apulii na własną rękę (zobacz link poniżej) przekonaliśmy, że na obecnym etapie Ewa i Nina są zbyt mocno absorbujące. Zaczęły właśnie chodzić, a co to oznacza w praktyce – wie każdy rodzic…

Tytułem dygresji, przydałoby się w takim momencie trzecie oko, gdzieś na potylicy lub z boku głowy. A że go nie ma, to chociaż niech przy następnym wyjeździe ktoś nam – mówiąc wprost – podstawi wszystko pod pysk (ale bez opcji niani, niestety). Tak to sobie dedukowaliśmy.

Zobacz wpis: Apulia z dzieckiem – 14 pytań i odpowiedzi.

TUI Poland – pierwszy raz z biurem podróży

Wiemy, że opinie o biurach podróży bywają różne. Ale przecież nie będziemy mocniej drążyć i katować się negatywnymi opiniami, bo w przeciwnym razie wszystko może storpedować nasze plany. Myśląc o wyjeździe do Bułgarii wybraliśmy „znaną markę”. Jak to się skończyło, pisaliśmy kilka akapitów wyżej.

Na początku zadajmy sobie pytanie: dlaczego ktoś wybiera ofertę biura podróży? Tylu ilu jest turystów, tyle jest motywacji. Jedni stawiają na „święty spokój” – bo nie chcą, nie lubią, nie potrafią sami sobie organizować sobie wyjazdu, nie znają języka. Płacą, więc oczekują wygody, transferu z i na lotnisko. Kolejne grupy można wyliczać w nieskończoność – pokusicie się w komentarzach? 🙂 Jest i kolejna grupa – rodziny z małymi (jeszcze) dziećmi, czyli tacy jak my.

Dla takich grup biuro podróży ma być opiekunem, który zapewnia określony wachlarz atrakcji, spełnia oczekiwania względem transferu z lotniska i obsługi na miejsca. Odciąża z obowiązków i konieczności dbania o wszystkie detale. Biuro podaje gotowy produkt na tacy (a to czy „szyty na miarę”, to już inna para kaloszy). Taki atut stał za naszym wyborem.

Pomyślicie, że ten powyższy opis jest zbędny. Niestety, nie. Wciąż trzeba niektórych uświadamiać, że wybór biura podróży to nie jest ani fanaberia, „polska cebula”, czy dowód na bycie „mniej sprytnym” od organizatorów samodzielnych wyjazdów. Osobnym wątkiem są ceny takich wycieczek. Bo okazuje się, że przy wyborze niektórych destynacji cena opcji all inclusive jest niższa niż organizacja wyjazdu na własną rękę (np. Turcja, Egipt, Wyspy Kanaryjskie).

Czym jest ultra-all inclusive

Już dla wielu samo hasło all inclusive budzi moc różnych skojarzeń. Dla jednych to synonim rozpusty. Pasek na przegubie traktują jako przepustkę do codziennego popełniania grzechu poprzez nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Historie o zarzyganych przyhotelowych basenach przewijają się w komentarzach na forach internetowych. Co bardziej złośliwi (a może i sfrustrowani), szydzą z tych, którzy wybierają taką opcję wypoczynku. Nie rozumiem takiego wartościowania.

Nawiasem mówiąc vlogerzy, których szanujemy za niezwykle rzetelne materiały i solidne zaplecze dziennikarskie, w nazwaniu rzeczy po imieniu chyba się zagalopowali (nie mogę tego pominąć, a z sympatii ich tu nie wywołujemy). W swoim filmie ze Słonecznego Brzegu powiedzieli, że cyt. „all inclusive (…) to uwielbiana przez Polaków zwykła cebula”. Czy nie nazbyt to pejoratywne określenie?

No cóż, jak więc nas nazwiecie na tym bułgarskim tripie? Nie chcemy wyciskać Waszych łez, więc powiedzmy, że byliśmy… burakami :).

Ale do rzeczy.

W opcji all inclusive wszystko jest wliczone w cenę: posiłki kilka razy dziennie (najczęściej 3), napoje, alkohole, dostęp do hotelowych atrakcji (siłownia, fitness, zajęcia na powietrzu), snack bary przy plaży. W naszym przypadku opcja „ultra” to rozszerzona wersja all-inclusive o ciepłe posiłki i napoje (w okrojonej formie) dostępne całą dobę, markowe alkohole w barze. Do dyspozycji gości w pełnym sezonie są restauracje a la carte (w cenie pobytu).

Nie mamy porównania (bo to nasz pierwszy raz), ale w omawianym hotelu bardzo zwinny cukiernik pewnego dnia uraczył nas czekoladowymi pantoflami. Czy to też przywilej opcji ultra-all inclusive? Tego, niestety, nie wiemy.

Hotel HVD Miramar Club – bułgarskie 4-gwiazdki

Nie oszukujmy się. Każdy z nas najpierw kupuje oczami. Receptory odpowiedzialne za racjonalne decyzje początkowo są zagłuszone. Dopiero później analizujemy, docieramy głębiej, drenujemy opinie, porównujemy. Dość jasno określiliśmy kryteria wyboru hotelu w Bułgarii:

  • blisko plaży,
  • kryty basen,
  • przyjazny rodzinom z dziećmi,
  • opcja minimum all inclusive.

Po filtrowaniu wybraliśmy Hotel HVD Miramar Club. Pozytywne opinie i rekomendacje (booking 9,1/10, Google 4,6/5, tripadvisor 4/5) dodatkowo wzmocniły nasz wybór. Choć doskonale wiecie, że czynnik ludzki – tak bardzo subiektywny – może wypaczyć ostateczne odczucia. Tu jednak możemy potwierdzić, że hotel w sezonie jak najbardziej rekomendujemy. Obsługa naprawdę się stara, co dla nas – mających dwójkę energicznych małych dzieci – stanowiło duże wsparcie.

Będąc tu na przełomie września i października zamykaliśmy sezon w tym obiekcie. Wiele usług było już niedostępnych (restauracja na statku przy plaży, animacje na zewnątrz).

Widok z pokoju o różnych porach dniach i pogodzie.

Komfort i wyposażenie

Hotel stoi w tym miejscu już 12 lat. Latem 2006 r. po raz pierwszy przyjął turystów. Jak na obiekt z relatywnie krótkim stażem jest nadzwyczaj zadbany, nowoczesny i atrakcyjny. Trudno się do czegoś doczepić. Windy (choć ciasne na wózek bliźniaczy 😉 ), zarówno w skrzydłach z pokojami jak i w budynku głównym, sprawiają, że bez problemu mogą się tu poruszać rodziny z małymi dziećmi.

W pokoju dostawiono nam dwa niezależne łóżeczka turystyczne dla dzieci (w cenie), a niezwykle sympatyczna Pani z obsługi doprowadzała nasz pokój i łazienkę do logicznego ładu każdego dnia. Poniżej „parking” dla wózków przy wejściu do restauracji hotelowej.

Schneller, schneller!

Hotel jest obiektem przystosowanym dla rodzin z dziećmi. Odnajdziemy tu wewnętrzny, niewielki basen, salę zabaw (choć raczej dla dzieci nieco starszych, powiedzmy 3-4+) oraz sporych rozmiarów aule. Podczas naszego pobytu odbywały się tam animacje i tańce dla dzieci.

Niestety, małym minusem jest fakt, że hotel zdominowany jest przez turystów z Niemiec. A to determinuje językowy charakter wszelkich zabaw – wszystkie są po niemiecku. Potwornie zaangażowane i ekspresyjne bułgarskie animatorki wszystkie popularne piosenki recytowały z lingwistyczną gracją. I co wieczór serwowały nam ten sam repertuar. Dzieci były w siódmym niebie, my – rodzice, choć szczęśliwi razem z nimi, przerzucaliśmy już oczami.

Atrakcje przy plaży

Hotel posiada dostęp do własnej plaży z leżakami. Dodatkowo odnajdziecie kilka basenów, plac zabaw, huśtawki, boisko do siatkówki i przykryty niepalną słomą open bar dla spragnionych i głodnych – tak w skrócie można przedstawić atrakcje zlokalizowane bezpośrednio przy plaży. Korzystaliśmy z nich namiętnie jak tylko aura okazała się łaskawa.

Nie doświadczyliśmy jedynie kolacji przy zachodzie słońca w restauracji – statku oraz kąpieli w basenach zewnętrznych.

Co zobaczyliśmy w okolicy w ciągu 7 dni

Szczerze powiedziawszy, nie mamy się tu specjalnie czym chwalić. Przez połowę wyjazdu aura nie była poza naszej stronie.

Jednego dnia solidnie lunęło z nieba (zobacz instastories od Asi). Poza dwoma wyjątkami, program wyjazdu nie obfitował w lokalne wycieczki.

Oferta hotelu. Dlatego trudno było w trakcie takiego pobytu poznać kulturę, kuchnię i klimat bułgarskiego wybrzeża. Wprawdzie obiekt nie stanowił getta, które by nas ograniczało, niemniej jednak położenie na uboczu sprawia, że eksploracja oddalonych od Obzoru atrakcji wymaga włożenia dodatkowego wysiłku (Nessebar, Sozopol, Słoneczny Brzeg).

Owszem, pod hotel można zamówić taksówkę czy mini-busa. Nie jest to najtańsza opcja, ale przy grupowym wyjeździe koszty rozkładają się na wszystkich. Jeśli pomyślicie o wynajmie auta, kilka stacjonarnych punktów znajduje się w miasteczku, kilka minut piechotą od hotelu. O, choćby tutaj.

Opcjami, które możesz rozważyć uznając hotel za bazę wypadową, to odkrycie takich miejsc jak:

  • Nesebyr,
  • Sozopol,
  • Słoneczny Brzeg,
  • Przylądek Emine,
  • Aquaparki (Atlantida, Action, Sunset).

W takim wariancie postanowiliśmy ruszyć do Nesebaru wraz parą Wietnamczyków i ich uroczą 2-letnią córeczką. Dzień wcześniej w nasz plan wpisaliśmy spacer do pobliskiego Obzoru.

Obzor – „gdzie ja tu do cholery mam wydawać pieniądze”

W wyobraźni Polaków bułgarskie wybrzeże kojarzy się głównie ze Słonecznym Brzegiem. Obzor leżący w cieniu tej Riwiery przez lata nie mógł przebić się z ofertą turystyczną, bo jej tu zwyczajnie nie było. Wiele lat temu atuty tutejszego wybrzeża skusiły sieciowych hotelarzy. Warto dodać, że leżące między Burgas a Warną miasteczko, posiada niesamowicie urokliwą i ciągnie się przez 10 km plażę z drobnym piaskiem.

Poniższe zdjęcia nie oddają pełnego klimatu, ale latem jest tu przyjemnie. Z hotelu można wybrać się do miasta na dwa sposoby – chodnikiem wzdłuż głównej drogi lub właśnie plażą (do 15-20 min).

Tyle tylko, że tę plażową aurę mieliśmy tylko przez połowę pobytu. Dzień przez tym, jak wybraliśmy się na spacer promenadą i po samym miasteczku, solidnie popadało. Płaty chmur przykrywały niebo cały następny dzień.

Spływające uliczkami strugi deszcze zostawiły po sobie mało pociągające wrażenie. Promenada już dawno przestała pociągać. Bary pozamykane. Tłumów brak. Poznaliśmy to mniej atrakcyjne obliczu posezonowego Obzoru.

Tuziny opustoszałych leżaków na plaży sprawiały wrażenie, jakby turystów spłoszyło nadchodzące tsunami.

Mimo wszystko mieliśmy cichą nadzieje, że ktoś rozłoży przed nami biały obrus w lokalnej restauracji. Niestety. Większość knajp była już zamknięta.

Obzor nie wyróżnia się architektonicznym kunsztem. Trudno tu cokolwiek podziwiać. Całe szczęście nie odnajdziemy tu przykładów bałkańskiej megalomanii znanej nam choćby z Macedonii.

Tutejszy krajobraz dość mocno kontrastuje z wszędobylskim niedbalstwem (zwłaszcza przy deptaku), co sprawia, że trudno dłużej zawiesić tu na czymś oko.

Robiąc spacerowe koło mijamy bar dla fanów Flinstonów. Ostatnich gości przyjmował Bedrock. Strasznie to kichowate i toporne.

Obzor jednym zdaniem

Eksplorując w sieci zdjęcia z letniej, bo wakacyjnej odsłony miasta, wyraźnie dostrzegliśmy, że nie jest to zatłoczony bułgarski kurort. Obzor nie serwuje nieznośnych tłumów, dlatego będzie doskonałą propozycją dla osób szukających spokojnych miejsc. Poza sezonem niewiele tu zobaczysz i doświadczysz. Jedno zdanie napotkanego turysty może stanowić puente tego, co oferuje Obzor po wakacjach.

Dwóch Panów, na oko 60-latków, z impetem wsiadło do bryczki, którą jeździec zaparkował przy wjeździe do miasta polując tym samym na nielicznych turystów. Panowie, wyraźnie rozczarowani brakiem oferty w tym miejscu, swój wybór takiego środka transportu skwitowali jednoznacznie: „Wsiadaj Stefan, przejedziemy się, gdzie ja tu do cholery mam wydawać pieniądze!”.

Nesebyr – wietrzny młyn, wino i półmisek

„Bułgarska perełka”, „Perła Morza Czarnego” – trudno odnaleźć inne opisy tego miasta, co warto odnotować, wpisanego w 1983 r. na listę UNESCO. Pierwszy raz w Nesebyrze byłem w połowie lat 80-tych. Rzecz jasna, nic z tego nie pamiętam. Pozostały zdjęcia i relacje najbliższych. I to jedno (dla mnie szczególne) zdjęcie zrobione w pozostałościach po cerkwi św. Zofii.

Kadr z tamtych lat podsunął mi pomysł, jak pobyt w tym miejscu wykorzystać tym razem. Efekt na końcu wpisu.

To miasto nie jest metropolią

Oczy (i nogi) wszystkich turystów kierowane są od razu na Stare Miasto położone na skalistym półwyspie (850 m długości i 350 m szerokości), wciśniętego w głąb Morza Czarnego. Wjeżdżając wąską groblą mijamy bodaj jedyny w Bułgarii wiatrak.

Powitało nas piękne słońce i niemal czyste niebo. Dodatkowo luksus bycia poza sezonem sprawił, że nie mieliśmy problemu z odpowiednim ustawieniem się do zdjęcia przy XVIII-wiecznym wietrznym młynie – wiatraku; pocztówkowym symbolu tego miejsca.

Położenie i dojazd

Bliska odległość od pobliskiego Słonecznego Brzegu pozwala obrać Nesebyr za cel wycieczki na pół dnia. Wiele tamtejszych hoteli oferuje transfer w obu kierunkach. Możesz też wybrać spośród kilku innych opcji:

  • transport autobusem. Koszt: 3 lewy
  • taksówką – najdroższa opcja – nie polecamy, podobnie jak autobusy, ich start i meta znajduje się przy rozległym placu na Starym Mieście, tuż przy bramie głównej.
  • Taxi wodne. Koszt: 10 lewów, transfer trwa ok. 25 min. Obsługa od g. 9:00 do 22:00
  • pieszo – opcja dla aktywnych.

Po przekroczeniu charakterystycznej bramy głównej prowadzącej na Stare Miasto, a w pobliżu ruin pradawnych murów okalających miasto, natrafiamy na makietę.

Jeśli nie trafia do Was taki rodzaj wizualizacji, to zerknijcie jak wygląda ta część miasta z perspektywy drona. Naprawdę, można się zainspirować.

Architektura

Czuć w Neseberze bizantyjskie dziedzictwo. Dostrzega się je spacerując od cerkwi do cerkwi, ale też wciskając się w wąskie uliczki. Niektórych z Was jednak rozczarujemy. Nie należymy do przesadnych miłośników turystyki sakralnej. Dlatego w tym miejscu nie będziemy Wam przepisywać przewodników czy Wikipedii.

Nadmienimy, że warto kupić bilet łączony który pozwala na tańsze zwiedzanie wszystkich 23 cerkwi w tym czarnomorskim kurorcie.

O tej porze poru widać wyraźnie, że ta część miasta jest spokojniejsza i wyciszona. Nesebyr nie jest jednym, wielkim bazarem znanym z sezonu letniego. Nieliczne kramy i sklepiki kusiły ręcznie robionymi pamiątkami, ale i chińską tandetą. Wielu sprzedawców siedziało zniechęconych i znudzonych.

Z każdym krokiem zagłębialiśmy się wgłąb tej części miasta. Bez przewodnika, ale z celem by dotrzeć do jednej z restauracji z perspektywą na Morze Czarne.

Pewnie dostrzegliście charakterystyczne elementy zabudowy Starego Miasta. Dół budynku, zwykle parter, pokryty jest kamieniem. Elewacja pierwszego piętra jest drewniana. Buduje to osobliwy i wyjątkowy klimat tej części miasta.

Praktycznie każdy dach budynków zwieńczony jest czerwoną dachówką. Zastanawiałem jednak, ile z tego, czego bylem mało świadomym świadkiem w latach 80-tych, pozostało do dziś. Wtedy na zdjęciach drewniane deski sprawiały wrażenie wysuszonych, popękanych, i takich, które nigdy nie były konserwowane jakimkolwiek impregnatem. Dziś widać, choćby na ul. Rusalka, że postanowiono pozostać przy tym, co jest.

W kilku innych miejscach jednak rażą współczesne plomby stojące w sąsiedztwie starej architektury

Restauracje w Nessebyrze – gdzie zjeść?

Mimo pięknej aury wszystkie nadmorskie restauracje (Emona, Helios, Złote Runo), położone tuż przy skarpie, były już zamknięte. Najwyraźniej lokalni restauratorzy z chłodną kalkulacją oszacowali, że na początku października nie da się już zarobić (jak podał nam kierowca, ceny w lokalach są wyższe niż w Słonecznym Brzegu, ale widoki o wiele piękniejsze).

Dochodząc końca ulicą Messembrija poczuliśmy więc lekkie rozczarowanie. Aura wręcz zachęcała by przysiąść przy stoliku i zerknąć ku horyzontowi Optymistycznym akcentem okazały otwarte furtki na tarasy i balkony. Weszliśmy tu z całą czwórką.

Miejsca dla rodzin z dziećmi

Na Starym Mieście są miejsca, które na pewno zachwycą rodziców z małymi dziećmi. W bliskim sąsiedztwie ulokowane dwa place zabaw, z huśtawkami i mini-zjeżdżalniami. Jeden z nich w pobliżu restauracji Zornitza (tutaj), a drugi w tym miejscu (obecnie trochę bardziej rozbudowany niż widać to na mapach Street View).

Promenada w pół godziny

Spacer promenadą przy wybrzeżu Starego Miasta może być atrakcyjnym zwieńczeniem wizyty na starówce.

Jak przebiega taka trasa dookoła Starego Miasta sprawdzisz tutaj (Mapy Google). Jej obejście zajmuje ok. 30 min bez postojów, a długość to niespełna 3 km.

Pamiątki z Nessebyru – co przywieźć?

Repertuar bułgarskich suwenirów nie jest specjalnie oryginalny, poza kilkoma wyjątkami. Osobiście nie przywieźliśmy ich zbyt wiele. Nie mogliśmy odmówić sobie regionalnego wina Messembria (10-12 euro za butelkę 0,7 l), czy lokalnej ceramiki przypominającej małe dzieła sztuki.

Co jeszcze może Was skusić? Jeśli sami robicie kosmetyki, chcecie wymasować plecy partnera/parnerki albo jesteście fananami aromaterapii to musicie kupić olejek różany (eksportowy hit Bułgarii). Do zestawu dorzućcie glinkę zieloną (świetna na maseczki) czy koronkowe wyroby.

Podsumowanie: Bułgaria i all inclusive

Opinia o biurze

Kupiliśmy ofertę z Wrocławia, z powrotem do tego miasta. Auto z fotelikami zaparkowaliśmy więc pod wrocławskim lotniskiem. Tymczasem, nie dość, że skrócono nam dzień pobytu (pobudka o 3 w nocy) to wróciliśmy do Katowic. Nasz powrót do Polski (od hotelu pod drzwi) trwał 10 godzin. Musieliśmy zaangażować bliskich, by sprawnie i szybko wrócić po auto (przypominamy, że mamy dwójkę małych dzieci, które trzeba nakarmić, przewinąć i dać się solidnie wyspać).

Długo trzymaliśmy w sobie złość i frustrację z powodu tego, jak TUI Poland potraktowało nas na powrocie. OK, zdarza się, że godziny lotów się zmieniają. To zdarza się także tanim liniom. Ci jednak potrafią (z reguły) przeprosić i zwrócić z nawiązką utracone koszty (doświadczyliśmy tego). TUI ani nie przeprosiło, ani racjonalnie nie uzasadniło transferu do innego miasta.

Co więcej, w naszym odczuciu, już na etapie zamykania sprzedaży tego pobytu biuro doskonale wiedziało, co zaserwuje swoim klientom na powrocie.

Finalnie więc okazuje się, że to, co znajduje się w ofercie, może mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością, bo jak tłumaczy nam biuro powołując się na Warunki Imprezy Turystycznej (pkt 7.2): „W niektórych przypadkach przylot na miejsce docelowe może odbywać się w godzinach nocnych, a powrót w godzinach porannych. Pierwszy i ostatni dzień imprezy turystycznej przeznaczony jest na transport”. Tylko gdzie Warunkach i odpowiedzi na reklamacji mowa o transferze na inne lotnisko?

Wypady z dziećmi, sporym bagażem determinują zupełnie inny zestaw obowiązków, poświęcenia. Wybraliśmy biuro podróży, bo chcieliśmy kupić komfort (transfer, posiłki, atrakcje). Ale jak widać praktyka jest daleka od oferty. Niestety, odpowiedź na naszą reklamację potwierdziła fatalne opinie o tym biurze.

Czy rezygnujemy całkowicie z usług biur podróży? Czy odradzamy Wam korzystanie z TUI Poland? Nie. Bo być może mieliśmy pecha, skoro wielu znajomych korzysta z biur i sobie chwalą. Bo być może wybierzemy kierunek, do którego z biurem będzie taniej, bezpieczniej i praktyczniej.

Nasz wpis miał miał zilustrować to, co nam się przydarzyło, ale też uświadomić, że pewne praktyki są nie do przyjęcia. Przed nami kolejny krok w odpowiedzi na reklamacje biura podróży.

O Bułgarii

Wrócimy tam. Mimo posezonowej aury, która w wielu aspektach posiada swoje atuty, Bułgaria w jakimś stopniu nas zaintrygowała, bo nie dała nam się do końca poznać. Zauroczenie pozostało po wizycie w klimatycznym Neseberze.

Klimat i urok Bałkanów za sprawą poznanej w 2016 r. Macedonii udowodnił nam, że ten region zasługuje na naszą większą uwagę. Zdarza się, że pobyt w hotelu w opcji all inclusive nie daje poczucia przygody. Dlatego następna wizyta w Bułgarii będzie na naszych warunkach: zapolujemy na lepszą pogodę, wynajmiemy prywatną kwaterę i może weźmiemy auto.

Ile kosztował nasz pobyt?

3000 zł za jedną osobę. Pobyt 7-dniowy z transferem do i z lotniska. Dzieci do 2 lat – gratis.

Czy jest coś, o co chciałbyś zapytać w przypadku wyjazdu do Bułgarii? Zostaw komentarz, a my – jeśli będziemy w stanie – postaramy się rozwiać Twoje wątpliwości.

<

p style=”text-align:center;”>

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Bułgarskie all inclusive, czyli nasz pierwszy raz z biurem podróży

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.