Ratunku, bliźniaki! Jak los zafundował nam obrót o 180 stopni.

Przyjście dziecka na świat zmienia niemal wszystko. To nowe spojrzenie na życie i…na podróże. A co powiesz, jeśli los zafunduje Ci bliźniaczki? Ewa, Nina! Zobaczcie, co mamy Wam do powiedzenia.

Pewnego lipcowego dnia zostaliśmy rodzicami bliźniaczek. Nawet jeden bieg Księżyca nie wystarczył, by w naszych głowach wszystko się poukładało – na nowo. „Gratuluje”, „podwójne szczęście”, a zdarzyło się nawet dwukrotnie „oj, współczuje” – mówili.

Gdzieś po drugiej stronie tej kurtyny radości i euforii na równi towarzyszyły nam obawy oraz strach: jak to ogarniemy, z czym przyjdzie nam się mierzyć, czy podołamy organizacyjnie, czy wypada nam prosić o wsparcie i pomoc, bo może lepiej będzie zamknąć się w czterech ścianach na jakiś czas, a innym sprzedawać wizerunek super-rodziców? I te mityczne zarwane noce. Czy dane nam będzie wyspać się choćby 5 godzin non-stop? Pytań masa!

I wreszcie: jak będą wyglądały nasze podróże? Od teraz podróże z dziećmi.

Prolog

– Mam dla Ciebie newsa! – popołudniowy sms od Asi brzmiał nie tyle tajemniczo, co niepokojąco. Wiedziałem, że tego dnia miała badanie USG, a ja przez resztę dnia nie mogłem doprosić się odpowiedzi. Do końca dnia trzymała mnie w napięciu.

Gdy wróciła do domu, dość spokojnie położyła torebkę na stole. Chwilę potem ściągając szalik słyszę jej wzruszenie. Mimo, że jej nie dostrzegłem poczułem lekki niepokój. W prawie w tanecznym stylu zrobiłem obrót o 180 st. od kuchenki i spojrzałem na nią. Nogi mi zmiękły, bokiem z patelni zaczęły wylewać się warzywa z curry. Spytałem dosadnie spoglądając na nią oczami wielkimi jak 5 zł: No, no… co się stało? No mów! – prawie krzyknąłem. A ona patrzy na mnie, oczy zaczynają się szklić, wargi próbują zebrać się by coś mi powiedzieć.

I wtedy już poleciało równo z przerażająco-radosno-niepewnym delikatnym płaczem:
– Bliźniaaaaakiiiiiii! (z mocnym akcentem na „a”)

Moja reakcja? A jakbyś zareagował, gdybyś wygrał 10 baniek w lotto? Początkowo zacząłem skakać w kuchni jak mały osiołek. Krew podgrzało mi w mgnieniu oka. Poczułem ekscytacje zmieszaną z szokiem i niepewnością. Dziś jestem bardziej jak stonowana kobyła, która musi oswoić się z nowym losem, ogromnym wyzwaniem i obowiązkami.

Dziewczyny są z nami już dwa i pół miesiąca. Wachlarz emocji jaki towarzyszy nam od pierwszego dnia… uuuu, kochaniutki. Tego trzeba doświadczyć. Są czasem niepotrzebne nerwy, bo – umówmy się – macierzyństwo i rodzicielstwo to nie tylko blaski, ale i cienie. Nie bądźmy hipokrytami. Ale potem gdy patrzymy dziecku w oczy, nawet o 3 w nocy w trakcie karmienia, doceniamy każdą chwilę spędzoną z nimi.

To bezcenne momenty za które jesteśmy wdzięczni.

Nina (po lewej) i Ewa (po prawej) – dwie małe artystki. Ja, Łukasz – Tato, ciągle się z tym członem oswajam. Nikt nie przygotował nas na przyjście dwójki na raz. Asia – chodzący organizacyjny kombajn, który dzielnie znosił wszystkie ciążowe trudy i ogromnym poświęceniem stawia czoła codziennym wyzwaniom. Dla mnie, dla faceta po 30-tce, któremu bliżej już do tej 40-stki, to chyba dobry moment, by odłożyć już rogi. Uspokoić się.

Teraz te poroże mają nasze córy.

PS. Musimy tu wspomnieć, Drogi Czytelniku, że to pierwsze i jedyne takie zdjęcie naszych szkrabów, które publikujemy publicznie. Dlaczego? Co stoi za taką decyzją? Odpowiedź odnajdziesz w moim tekście dla – według mnie – najlepszego w Polsce serwisu łączącego edukację i rozrywkę dla dzieci –  lulek.tv (kliknij w nazwę).

„Pierwsza” wspólna podróż

Lecieliśmy tam z duszą na ramieniu. Nigdy nie byliśmy w tym kraju zimą i nigdy nie zdarzyło się nam podróżować w takim momencie. Kiedy samolot lądował na lotnisku z ekscytacją przebieraliśmy nogami, bo to miasto w naszym osobistym rankingu lokujemy w „TOP 3” obok Rzymu i Budapesztu. Zaopatrzeni w bagaż różnych myśli ruszyliśmy w spontaniczny spacer po mieście.

Wtedy jeszcze podświadomie tliła się myśl, że jesteśmy tu już…we trójkę. Nic nie zapowiadało, że los wkrótce zafunduje nam życiowy obrót o 180 stopni. Może zabrzmi to trochę jak bajkopisarstwo, ale Lizbonę naprawdę chłonęliśmy wszystkimi zmysłami.  W zasadzie to musieliśmy. Mentalnie szykowaliśmy się na najbardziej wymagającą podróż życia – rodzicielstwo.

Spacer po Alfamie, przechadzka deptakiem tuż przy brzegu majestatycznej rzeki Tag, spoglądanie na miasto z perspektywy punktów widokowych, wciąganie nosem zapachów przy porannym śniadaniu w lokalnej pastelerii czy jednodniowy wypad do bajkowej Sintry i na Zamek Maurów – tym wszystkim musieliśmy się nasycić na najbliższe miesiące, a może i rok. Bo z marcowego z wyjazdu na hiszpańską wyspę La Palma musieliśmy, niestety, zrezygnować…

Zobacz więcej w naszej relacji z Portugalii: Spacerem po Lizbonie – tu nawet zimą jest wiosna [FILM+FOTO]

 

Weekend we czwórkę

Przyszedł wreszcie dzień, kiedy dziewczyny okrzepły już na tyle byśmy uznali, że zabieramy je na wycieczkę. No przecież nie damy się sterroryzować stosem pieluch! Musimy gdzieś wybrać się za miasto, bo zwariujemy – myśleliśmy w duchu. Nie damy rady usiedzieć na miejscu. Szczerze obawialiśmy się, jak podołamy organizacyjnie i logistycznie. To w końcu wyjazd za miasto z dwoma, dość jeszcze kapryśnymi istotami, a gdzie jeszcze wózek, foteliki, gondole. Skoro jednak planujemy nasze przyszłe i wspólne podróże, musimy je do tego przyzwyczajać.

Zabraliśmy się do pakowania i opanowywania chaosu. Pojawiła się jednak chwila zwątpienia.

– Boże, my się z tego domu nigdy nie wygrzebiemy – Asia rzuciła w moim kierunku pochylając się na fotelikami.
– Wiesz co, faktycznie, dajmy sobie spokój… – „optymistycznie” wtórowałem jej. Tyle zachodu z tym wyjazdem, a na miejscu ile posiedzimy, godzinę, może dwie? Zaraz trzeba będzie wracać.

Uff, a jednak się udało. No pasarán! Nie poddaliśmy się. Okiełznaliśmy niepokorne bliźniaczki, zapakowaliśmy wózek i wszystkie niezbędne gadżety. W samo południe wsiedliśmy w naszą Cytrynę i ruszyliśmy w pierwszy wypad za miasto, 100 km od domu.

Gdzie nas zawiało?

Zapora Wodna w Zagórzu Śląskim

Wysoka na 44 metry kamienna zapora wodna z Zagórzu Sląskim. Wzniesiona na początku XX w., chroni okoliczne miejscowości przed zalaniem, a przy tym tworząc mega zbiornik, czyli malownicze Jezioro Lubachowskie. W pobliżu rozpoczyna się szlak do jedynego w swoim rodzaju Zamku Grodno.

Pensjonat Fregata

Krótki postój na coś do zjedzenia i na kontemplację w urokliwym otoczeniu. Przysiedliśmy w butikowej restauracji z pensjonatem położonym w Sudetach.

Próbowaliśmy zrelaksować się i zapomnieć o tym, co za chwilę wpiszę się na stałe w harmonogram świeżo upieczonych rodziców: przewijanie, karmienie, doglądanie, lulanie, wstawanie, zarywanie nocy. Czy się udało? Po części tak!

Więcej zdjęć z tej jednodniowej wycieczki zobaczysz tutaj.

Być może będziesz, albo już byłeś, w podobnej sytuacji jak my i pomyślisz, jakie są te podróże z dziećmi. Dobra wieść jest taka, że wszelkie ograniczenia tkwią tylko w nas samych. Początki bywają trudne, a normą staje się to, że wylewasz się z siebie kilka litrów potu więcej niż zazwyczaj.

Mimo wszystko po powrocie, bez cienia skromności uznaliśmy, że możemy być z siebie dumni. Naszą mapę myśli oznaczamy pinezkami coraz odważniej. Czy mamy coś zaplanowane? Tego jeszcze Ci nie zdradzimy!

Nowa jakość tego, co nieznane

Ewa, Nina! Wyznaczacie nam nową jakość odkrywania tego, co nieznane. A to co już znamy, będziemy musieli Wam pokazać w innej formie. I wrócimy do piaskownicy! I może w końcu wspólnie przejedziemy się rollercoasterem! Tylko kim my jesteśmy dla Was prócz bycia rodzicem – turystami czy podróżnikami?

Jeśli mamy mierzyć się tą miarą, to odkrywając świat przed Wami jesteśmy podróżnikami. Wy nam oferujecie nowe spojrzenie na świat – świeże i nieskażone. Spojrzenie na świat z poziomu czystej kartki. My ją zapisujemy na nowo – stawiając stopę na nieodkrytym lądzie. Kształtujemy Wasz świat od zera, pokazując co dobre, a co złe. Kreujemy gusta i charaktery. Ale gdy wspólnie przyjdzie nam relaksować się gdzieś na łonie przyrody, dla przyjemności i bez celu, chłonąc wspólnie mikromomenty – wtedy chyba będziemy turystami.

Ewa, Nina! Zaraz, chwileczkę. Taki podział przecież nie ma sensu. Jesteście małym cudem. I to nam w zupełności wystarczy. Witamy na pokładzie Zalatanej Pary.

Cały felieton, którego adresatami są nasze bliźniaki-cudaki, przeczytasz w jesiennym wydaniu magazynu wrocławskiego lotnisku HiFly (strona 20). Ciepło zachęcamy do lektury!

 

Dzieci to nie koniec świata, ale nowa jakość w życiu. Jeśli los funduje Ci nie jedno, a od razu dwójkę maluchów, to szukasz w sobie siły, by wszystkiemu sprostać. Znika poczucia beztroski, a rośnie poziom odpowiedzialności. Jedno nie wyparuje z nas nigdy – pasja odkrywania i podróżowania. I tym chcemy zarażać nasze córki, a Wam, od czasu do czasu, pokazać, jak nam to wychodzi.

Czy Ty masz takie początki za sobą? Co Tobie (Wam) sprawiało największą frajdę lub trudności? Daj znać koniecznie w komentarzu!

Reklamy

7 uwag do wpisu “Ratunku, bliźniaki! Jak los zafundował nam obrót o 180 stopni.

  1. Wow! To jest pierwsze co przychodzi mi na myśl po przeczytaniu tego wpisu. Zaczęłam czytać o Budapeszcie i powoli zaczęłam poznawać Waszą historię 🙂 Gratuluję tego szczęścia jakie macie i podziwiam! Przy jednym maluchu jest sporo pracy, a przy bliźniakach mogę sobie tylko wyobrazić… Ale najbardziej podziwiam Was za to, ze w tym całym zgiełku i nowej sytuacji potraficie tak trzeźwo patrzeć na świat, nie ustawać w swoich pasjach, marzeniach i nie brakuje Wam optymizmu. Ba, chcecie nimi zarażać córeczki. Trzymam kciuki aby Wam się udało i życzę wielu wspólnych podróży!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć Kamila! Dzięki za wizytę, komentarz i życzenia 🙂 Cóż możemy odpowiedzieć… Stawiamy czoła wyzwaniu jakim jest wychowanie dwójki na raz. Nie jest łatwo, wkładamy w to dużo pracy, czasu i wysiłku. Blog leży i kwiczy. Ale nie on tu jest najważniejszy. Ważne, że dziewczyny chyba powoli przyzwyczajają się do tych mini-tras. Pierwsza duża (i samolotem) już pod koniec maja (Włochy).3majcie kciuki. Pozdrawiamy, „starych” blogowych wyjadaczy :))

      Polubienie

  2. 11.01 2018
    Witam jesteście WIELCY moje GRATULACJE. Uwielbiam podróże i poznawanie świata.Właśnie wróciłam z 2 tygodniowego pobytu w Budapeszcie z bagażem pełym pozytywnych wrażeń. Rok 2017 był rokiem intensywnych podróży.
    Marzec; Kołobrzeg,Szczecin,Swinoujście,Trzęsacz,Berlin,Wolin Maj; 10 dni na Ukrainie Czerwiec;Przemyśl miasto i forty,Krasiczyn,Łańcut,Baranów Sandomierski,Rzeszów,Lwów
    Wrzesień;2 tygodnie na Kefalonii,Itaka Oczywiście zwiedzanie Pażdziernik tydzień w Bratysławie Grudzień;2 tygodnie w Budapeszcie. Życzę dużo ciekawych podróży w CZWÓRKĘ ja swoje dzieci też zaraziłam podróżowaniem a były to lata 60-te i 70- te czas bez pampersów,zupek,soczków.Dacie radę.Pozdrawiam i czekam na relacje z podróż.Krystyna znajoma rodziców.BUZIOLE

    Polubienie

  3. No i na takie sytuacje i na taką gromadkę jak nic przydaje się camper…
    Choć my akurat mniej rodzinnie, a bardziej kulinarnie podróżujemy, to nie da się ukryć, że w wypadku rodzinki dobre rozwiązanie… Powodzenia i serdeczności dla Was…

    Polubienie

  4. Najtrudniejsza była podróż pociągiem po kraju. Niecałe 300km z dwiema przesiadkami, w lutym przy -10 z walizką i trzymiesieczną córką na rękach bez wózka 😊 Chyba wtedy jej się spodobało, bo w wieku niespełna 11 lat ma za sobą podróż do 13 państw i całą Polskę i nadal ma chrapkę na wycieczki

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.