Spacerem po Lizbonie. Tu nawet zimą jest wiosna [wideo+zdjęcia]

Po raz drugi odwiedziliśmy stolicę Portugalii. Spacerując po mieście odkrywaliśmy uroki Lizbony, które można dostrzec z punktów widokowych. Chcemy Ci pokazać bodaj najbardziej szalone azulejos w całej Lizbonie.  I nie bez powodu zaglądamy na wybrzeże… Algarve. Obejrzyj film w rytmie slow i zobacz kilkadziesiąt fotografii w dużym formacie. Oto nasza Lizbona w 3 dni.

Lizbona jest dziś na topie (blisko 4 mln odwiedzających w 2015 r.). Ale jeszcze nie marudzi i nie tupie nogami jak Barcelona, która ma już dość zalewu turystów (30 mln w 2016 r.). Stolica Portugalii nie opiera się jeszcze jednodniowym spacerowiczom jak Wenecja (szacunki mówią o 25 mln turystów rocznie), która wprowadzić chce bilety wstępu do miasta. Czy Alfama ma się czego obawiać?

Loty do Lizbony

Latem ruch w Lizbonie gęstnieje. Na tutejszym lotnisku robi się tłoczniej. Siatka połączeń z Polski jest coraz bardziej atrakcyjna, ale cierpliwość w polowaniu na dobre ceny jest wskazana. Do Portugalii bez problemu i przesiadek dolecimy z Wrocławia, Warszawy, Katowic czy Krakowa. My jednak wybraliśmy lotnisko w Berlinie (Schönefeld -bezpośredni dojazd Polskim Busem z Wrocławia). Bilety kupione we wrześniu (215 zł za 1 os. w 2 strony) realizujemy w styczniu.

Może zainteresuje Cię inny wpis: Planowanie podróży, czyli jak tanio kupić tanie loty i przejazdy.

Kilka godzin przed powrotem do Polski siadamy przy stoliku w trójkę: ja, Joanna i mój Tato. Spotykamy się w kawiarni tuż przy punkcie widokowym Portas do Sol. Obok nas zaczyna się wąski przesmyk skąd startują schody prowadzące do Zamku św. Jerzego (Castelo de São Jorge). Chcemy celebrować wspólne śniadanie. Stukot filiżanek z kawą o spodek nigdzie nie brzmi tak dobrze jak tutaj, czy we Włoszech. Słyszymy dobiegające spod kół przejeżdżającego tramwaju charakterystyczne tarcie o szyny. Obok zapachu grillowanych sardynek, widoków i dźwięków muzyki Fado to chyba jeden z głównych zmysłowych bodźców Lizbony.

Tego dnia powietrze ani drgnęło. W cieniu 15 stopni na plusie. Pełne słońce. Aż nie chciało nam się wracać…

Saudade na stole

A mimo to trudno nam było uwierzyć, że w pobliżu jednego z bardziej popularnych punktów widokowych w Lizbonie można zaliczyć wtopę. Taką śniadaniową. Wysuszone i puste rogale łamiące się w pół, kawa o dość mizernym smaku. I to wszystko razy trzy. Na paragonie 14,50 euro (standardowo 7-9 euro za 3 osoby). Nie tego się spodziewaliśmy po kawiarni Esplanada do Catinho. A wystarczyło dobrze poszperać w sieci. Z drugiej strony, kurcze, nie chcemy być zakładnikami wszystkich rekomendacji (heh, i piszą to Ci, którzy prowadzą bloga – pomyślisz pewnie).

Kawiarnie pod turystów nie muszą być złem. Ale cóż, musieliśmy zrobić dobrą minę do złej gry. Zobacz, jak nam to wyszło.

Mmm, delicious, madame. Popatrz, nawet gołąb nie dziobnął rogala…

esplanada-do-catinho-lisboa

Czyżby to melancholia i postępująca komercjalizacja wpisana w paragon? A może kolejny przypadek potwierdzający regułę – stołuj się z dala od tłocznych miejsc! Jeśli masz jakieś swoje sprawdzone miejsce – daj znać w komentarzu. Obiecujemy, że wpadniemy tam następnym razem i wyślemy Ci smakowitą fotę!

Lizbona przed sezonem. Nasz plan.

Bom dia. Wróćmy do tych lepszych wspomnień. Jeszcze w samolocie patrzymy na mapę miasta. Krótki rzut oka z góry. Wijący się Tag wypływa z Lizbony. Za każdym razem zachodzimy w głowę, jak to możliwe, że położone na 7. wzgórzach to urocze miasto jest kilka razy mniejsze od Wrocławia. Zupełnie nam to nie pasuje do ilości dni jakie trzeba poświęcić portugalskiej stolicy.

Ponoć tydzień to książkowa miara czasu na to by solidnie wgryźć się w klimat miasta. By się nim trochę nasycić. Powciskać nos tu i tam, także poza miasto (Cascais, Sintra, Pałac Pena, Zamek Maurów, Cabo da Roca, plaża Caparica).

Dla Rzymian Portugalia była końcem Świata. Nam lot z Berlina zajął niespełna 3,5 godziny. Widowiskowy okazał się przelot na Mostem 25. kwietnia tuż przed lądowaniem w Lizbonie. Pomnik Chrystusa Króla – Christo Rei mijaliśmy niemal pod stopami.

Krótki plan zakładał wizytę w miejscach, które uciekły nam w 2010 r. Chcieliśmy wreszcie zobaczyć cukierkowy Pałac Pena w Sintrze. Wjechaliśmy na odrestaurowany Pomnik Odkrywców. I zrobiliśmy film w rytmie slow, który wpadł w oko portugalskiej organizacji turystycznej – VisitPortugal! (zobaczysz go w tym wpisie)

Nasza Lizbona  i okolice w 3 dni:

  • poznaliśmy nocną odsłonę dzielnicy Bairro Alto (tu zamieszkaliśmy),
  • odwiedziliśmy punkty widokowe Miradouro Santa Catarina, Miradouro da Senhora do Montem, Miradouro da graça, Miradouro do Arco da Rua Augusta (kamienny łuk triumfalny),
  • odwiedziliśmy nasz ulubiony lizboński „falujący plac”,
  • po raz drugi skosztowaliśmy kultową wiśniówkę Ginjinha,
  • wjechaliśmy winda na punkt widokowy Santa Justa,
  • podążaliśmy wzdłuż murów na Zamku Maurów by dostrzec ocean (relacja w osobnym wpisie), 
  • weszliśmy do wnętrza cukierkowego Pałacu da Pena (relacja w osobnym wpisie),
  • odwiedziliśmy Belem i zjedliśmy (wreszcie) oryginalne Pasteis de Belem.
  • poczuliśmy przyjemnie bujanie w kapsule czasu czyli tramwajach 28 i 18 (jeżdżąc w tę i z powrotem),
  • wpadliśmy do lizbońskiego Time Out Market,
  • przedreptaliśmy dzielnicą Alfama przed południem.

I choć trwało to tak krótko, to piekielnie doceniamy takie chwile. Chłoniemy takie mikromomenty. Zobacz, od czego zaczęła się nasza fascynacja Portugalią. 

Algarve – kraina długich piaszczystych plaż

Na tym blogu jest jej paskudnie mało. Bo wszystko się zadziało, ta fascynacja Portugalią, zanim on powstał. Więc musimy nadrobić to trzema akapitami i paroma zdjęciami.

Są takie miejsca, do których lubi się wracać. Które mogą łączyć w sobie pozorne sprzeczności. Chaos, niepoukładanie. Potrafią zirytować i wkurzyć, by za chwilę wprowadzić w błogi nastrój. Zaspokoić ciekawość i wiele zmysłów. By dało się wreszcie poczuć atmosferę i klimat. Może to być kraj, miasto, region, miejsce z dobrym klimatem do wypoczynku, do realizacji swoich wewnętrznych potrzeb.

Ocean i niemal bezludne plaże, urocze skarpy, palmy i kwiaty – tym nam ujęła Portugalia. W 201o r. odwiedziliśmy południowe wybrzeże Algarve. Region sprawia wrażenie autonomicznego, jakby zupełnie nie pasującego do reszty kraju. Tutaj Maurowie zepchnięci z Północy utrzymali się wyjątkowo długo. Dzięki temu poczujesz nutę egzotyki – na talerzu czy w architekturze.

Spacerowaliśmy ulicami miast w paśmie górskim Sierra de Monchique. Cztery lata później po raz pierwszy odkrywaliśmy Porto i Lizbonę, a wraz z nimi lokalne winnice, urocze Cascais, Przylądek św. Wincentego (Cabo de Sao Vicente). Poczuliśmy smak świeżej ryby w lokalnym barze w Sagres. Mimo uwielbienia dla Włoch, to w Portugalii chcielibyśmy mieć swój dom.

Ten europejski „koniec Świata” ma swój indywidualny spokój, który nam bardzo pasuje. Wyobraźnią trzeba tu sobie sporo dopowiadać. Ten kraj to jedna wielka mozaika. I to jest w tym fascynujące.

Zaplanuj weekend w Porto. Zobacz wpis: Porto – melancholijny antykwariat [wideo+zdjęcia]

Ale dostanie się 7 lat temu do Portugalii wymagało od nas sporej gimnastyki i podróżowania na raty. Tanie loty wtedy, to było pojęcie względne. Z przystankiem w Sewilli trafiliśmy na wybrzeże Algarve. Znośne temperatury, Atlantycki wiatr dopełnił czaru i magii tego miejsca. Zaskoczenie wzbudził brak tłumów, mała komercjalizacja kluczowych z punktu widzenia turysty miejsc.

Od tamtego momentu Portugalia walczy z Włochami o naszą osobistą turystyczną palmę pierwszeństwa.

1. wieczór – Lizbona nocą

Już teraz wiesz, jak łatwo zarazić się urokiem Portugalii, nawet jeśli nigdy nie masz zamiaru stanąć na desce surfingowej. Możnaby pomyśleć, że nie ma najmniejszego sensu odwiedzać punkty widokowe w Lizbonie po zmroku. Bo przecież te najważniejsze detale, jak przepływająca i majestatyczna rzeka Tag, Most 25. kwietnia czy miedziano-złote dachówki Alfamy, najlepiej oglądać w ciągu dnia.

Punkt widokowy Miradouro Santa Catarina

Po przylocie, w piątek wieczorem, podjechaliśmy mimo wszystko na Miradouro Santa Catarina w dzielnicy Bairro Alto. Szeroki i rozległy balkon gromadzi tłumy przed zachodem słońca.

Turyści i mieszkańcy szukają tutaj tego samego – impresjonistycznego zachodu słońca. Kiedy kurtyna opada, otwiera się coraz więcej butelek z alkoholem, czuć woń marihuany (dealerzy jeszcze nas dopadną w wielu miejscach miasta). Znikają deskorolkarze, a pojawia się więcej lokalsów. Wzmagają się rozmowy, ale nie takie żywiołowe jak we Włoszech. Most 25. kwietnia sprawia wrażenie oświetlonego wiszącymi girlandami.

Zamawiamy piwo. I myślimy… gdzie tu zjeść o tej porze.

Punkt widokowy Portas do Sol – nocą

Zanim zobaczysz knajpę, w której byliśmy, spójrz poniżej. Punkt widokowy Portas do Sol. Przed godziną 20-tą było tu kompletnie pusto. Zamilkły gitarowe dźwięki. Sprzedawcy selfie-sticków pojawią się tu w samo południe. Egzotyczna palma (mamy nadzieje, że nigdy nie pójdzie pod topór) wraz z okolicznym pocztówkowym widokiem jest utrwalana chyba przez każdego odwiedzającego Lizbonę. Ale rzadko… nocą. Więc proszę – oto jest.

Na horyzoncie skąpany w iluminacjach Klasztor São Vicente de Fora, jeden z kluczowych obiektów średniowiecznej Lizbony.

Bairro Alto nocą

Tu w ciasnych i wąskich uliczkach trafiamy na bary i lokalne kluby. Miejsca, w których koncentruje się rozrywkowe życia Lizbony. Nie ma więc problemu ze znalezieniem miejsca na zaspokojenie swoich potrzeb. Głód ścisnął naszej trójce żołądki. Kilkaset metrów od punktu widokowego Miradouro Santa Catarina trafiamy do narożnej, niewielkiej knajpy. Na zewnątrz skromny ogródek i jeden parasol.

Wnętrze ciasne, ale sprawiające wrażenie małej, rodzinnej knajpy. Stonowane światło. Na stole pojawił się półmisek z mini przekąskami (cudownie duże i soczyste oliwki, lokalne sery), dwie lampki wina. Chwilę potem wylądował dorsz w cieście (z tego wszystkiego nie pamiętam dokładnej nazwy). Całość: 35 euro za 3 osoby. Zaspokojeni w stopniu zadowalającym ruszyliśmy głębiej, do serca Bairro Alto, gdzie zamieszkaliśmy w dość mikroskopijnym mieszkaniu.

Spacerując po Lizbonie z dużym prawdopodobieństwem trafisz na Praça Luís de Camões. Stąd tylko rzut beretem do stacji metra Baixa-Chiado, z której w piątkowy i sobotni wieczór wylewają się tłumy ludzi. Tuż obok wyjścia kultowa kawiarnia Brasileira, wciąż jeszcze przez nas nie odkryta… Niemym świadkiem wszystkich atrakcji dziejących się wokół jest Fernando Pessoa, portugalski poeta i pisarz. Jego pomnik stoi tuż obok kawiarni. Turystom siedzącym pod parasolami czas ubarwiają muzycy.

O tej porze Lizbona pachnie zwyczajnie. Mimo wszystko, przez weekend, nie dostrzegliśmy spektakularnych tłumów. Kilka miesięcy później (czerwiec) z pobliskiej Alfamy nadciągnie chmura dymu z grillowanych sardynek, a na ulicach zaroi się od turystów.

W styczniowy piątek wieczorem uliczki Bairro Alto były puste. Ciepła barwa światła o różnym natężeniu zaskakiwała nas w każdym miejscu. To duże wyzwanie dla fotografa. Podeszliśmy na moment pod Elevador na Bica, do której wsiądziemy następnego dnia, polując na ostatni kurs tego dnia, chwilę przed g. 21. Stąd przechwyciliśmy parę ujęć, które zobaczysz pod koniec w naszym filmie.

Dzień 2. W stronę „falującego placu”

Pierwszy poranek w styczniowej Lizbonie. Z dziecięcą ekscytacją czekaliśmy na poranne rogale i kawę. Pasteleria Lusitana była tuż za rogiem. Zwyczajna, ale przytulna. Takich, jakich wiele w Lizbonie. W podobnych lokalach spędzamy nasze ulubione mikromomenty. W Portugalii dodatkowe zaskoczenie pojawia się na końcu uczty, gdy przychodzi płacenia (w tych nie turystycznych miejscach). Za doskonałe cappuccino zapłacisz mniej niż 1 euro.

Kilku miejscowych spogląda na nas z zainteresowaniem, jakby o tej porze i w takim miejscu turysta nie był częstym gościem. Wyciągam szybko telefon i pokazuje jednej z Pań skuty lodem staw w naszej okolicy chcąc przekonać ją od jakiego zimna uciekliśmy. Uśmiechnęła się i zatrzęsła aktorsko.

W tamtym dniach Lizbonę nawiedziły wyjątkowe „mrozy” – 5-7 st.  na plusie o poranku.

Schodzimy z górnego Bairro Alto w dół zadzierając głowę do góry. Z zazdrością spoglądamy na kamienice – azulejos jako elewacja budynku. Urzekająca harmonia. Chociaż ceramiczne płytki pochodzą z Hiszpanii, to chyba Portugalczycy do perfekcji opanowali proces wykorzystywania mozaiki w roli sztuki użytkowej. Jeśli odwiedzicie dworzec kolejowy Sao Bento w Porto doskonale zdacie sobie z tego sprawę.

Dalej nogi prowadzą naszą trójkę na Avenida Brasilia. Szybko odbijamy w lewo. Patrzymy przez szybę jak cukiernicy zbierają się do formowania Pasteis de Nata. Mijamy stację Cais do Sodré (stąd ruszymy do Sintry), by dojść do Praca de Comercio (Plac Handlowy).

Trzy lata temu na placu, przy okazji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej (mecz Portugalia-Niemcy), rozstawiono tu telebimy. Dziki tłum. Trybuny. Fanfary.

Uznaliśmy, że wysokie już słońce idealnie nadaje się do tego, by Lizbonę tego dnia po raz pierwszy zobaczyć z góry. Wcześniej jednak siadamy na kamiennej ławie chcąc rozejrzeć się po pobliskim nadbrzeżu. I nieco zamyślić się, jak to w Portugalii. Przyglądamy się dwóm charakterystycznym dla tego miejsca marmurowym kolumnom – Cais das Colunas. Historyczna brama wejściowa do Lizbony służąca za dok dla promów i łodzi. Schody opadające w tym miejscu do rzeki Tag to miejsce o dość symbolicznym znaczeniu.

Popularny pocztówkowy lizboński motyw.

Zabawna sytuacja miała miejsce tego dnia, kiedy w rytm muzyki jednej z kapel zaczęła rozkładać się kolejna. Nikt nie podwijał rękawów zbierając się do pojedynku. Tutaj walka na uwagę i portfele turystów zaczyna się w rytm odpowiedniej muzyki. Pusta futryna jednej z kapel stopniowo zapełniała się.

A jeśli komuś zachce się latem rozłożyć kocyk i zażyć letniej kąpieli na poniższej plaży – ponoć wszyscy odradzają.

Patrzymy na Arco da Rua Augusta – XIX w. kamienny łuk triumfalny. Zbudowany dla upamiętnienia odbudowy miasta po trzęsieniu Ziemi w 1755 r. Zdarza się, że przy okazji wyjątkowych wydarzeń lub imprez elewację monumentalnego łuku i mury pobliskiego Ministerstwa Sprawiedliwości zdobią interaktywne wizualizacje. Jeśli trafisz na taką atrakcję latem – jesteś szczęściarzem.

Punkt widokowy Miradouro do Arco da Rua Augusta

Monumentalna z pozoru budowla kryje w sobie ciekawe wnętrze. Oprócz marmurowych sklepień uwagę przykuwa doskonała akustyka wnętrza. Echo jakie roznosi się w środku tłumi wszystkie niedoskonałości wokalne, więc nie broń się jak pojawisz się w środku. Ja nie mogłem sobie darować, by zanucić głośniej kilka różnych zwrotek. A co tam!

Potem już tylko spoglądaliśmy na Plac Handlowy oświetlony mocnym południowym słońcem. Wróciliśmy tu dzień później po jego zachodzie. W centralnym punkcie wykonany z brązu pomnik Józefa I, króla Portugalii. Całość mierzy 14 metrów.

Co może Cię zaskoczyć na placu? Obecność dyskretnych dealerów narkotyków. Ktoś podejdzie do Ciebie, delikatnie wyciągnie pół dłoni z kieszeni i unosząc brwi zapyta: marihuana, kokaina, amfetamina?

Nieznający tematu mogą być z tym zaskoczeni, ale Portugalia znalazła dość osobliwy (i skuteczny) sposób na walkę z narkomanią i uzależnieniem. W 2001 r. zliberalizowała prawo. Twarde i miękkie narkotyki (w pewnej ilości na własny użytek) są tu legalne. Cały świat przecierał oczy ze zdumienia. Ale to co wydawało się zagrożeniem w konsekwencji zahamowało ogólny wzrost przestępczości i śmierci z przedawkowania (wskaźniki „lepsze” niż w… Skandynawii).

Co wrażliwszych takie nagonki mogą męczyć, ale bez obaw – nic Ci tu nie grodzi. Azjatyccy mistrzostwie sprzedaży bezpośredniej w Tajlandii, to dopiero nas zmęczyli.

Aleją Rua Augusta zmierzaliśmy w kierunku punktu widokowego i windy Elevador de Santa Justa. 24-godzinna karta Viagem, którą dostaniesz w automacie na peronach, pozwala wjechać do góry za free, ale już wejście na sam balkon widokowy kosztuje extra 1,5 euro od osoby. Przeżywamy z Joanną małe deja vu. Mój tato zachwycony. W oddali dostrzegamy falujący plac.

Plac Rossio

Idziemy do punktu, w którym przed wiekami odbywały się publiczne egzekucje i walki byków. Centrum ówczesnego lizbońskiego Świata – Plac Rossio. Nawierzchnia pokryta falistą formą nadała temu miejsce przydomek „falującego placu”. To jedno z pierwszych miejsc, które mocno wryło nam się w pamięć przy pierwszej wizycie w 2014 roku.

Tym razem, w styczniu, poświęciliśmy tej okolicy zdecydowanie więcej czasu. Plac wciąż otaczają zarówno eleganckie, jak i rozpadające się kamienice. Nic pod tym względem nie zmieniło się przez 3 lata. Horrendalne czynsze wygoniły z miasta właścicieli budynków, a wysokie koszty remontu sprawiają, że budynkami nikt nie chce się zająć i popadają w ruinę. Jak w soczewce skupia się w tym miejscu portugalska melancholia. Samotnie przesiadujący starsi Portugalczycy wiecznie są w coś wpatrzeni.

Ku północnemu narożniku kierował nas dym z pobliskiego rusztu ze smażonymi kasztanami. I ochota na kieliszek kultowej wiśniówki Ginjinha. Nie możesz pominąć wnętrza kościoła de São Domingos, tuż za rogiem. Schowany niepozornie, kryje barokowe wnętrze, którego nie oszczędziły pożary i zniszczenia.

Punkt widokowy Portas do Sol – w ciągu dnia

Dajemy się prowadzić miastu nie narzucając sobie żadnego rygoru. A że znowu wracamy w to samo miejsce – oto tu chodzi. Podchodzimy pod punkt widokowy Portas do Sol. Spokoju nie dają nam sprzedawcy selfie-sticków. Nie spędzamy tu zbyt długo czasu.

Zimowa Alfama

Z punktu widokowego Portas do Sol łatwo zejść bocznymi schodami w dół. Poprowadzą do zakamarków Alfamy, ale chyba nie tych najbardziej poetyckich i widowiskowych. Bo tym razem dość szybko przebrnęliśmy przez zachodnią część tej najbardziej urokliwej dzielnicy miasta, która –  nawiasem mówiąc – oparła trzęsieniu Ziemi. Pielęgnuje najcenniejsze tradycje miasta.

Ciekawostka: zatrzymaj się na parę minut zanim rozpędzisz się w kierunku Alfamy. Tuż pod punktem widokowym Portas do Sol trafisz na obrazkową historię Lizbony. 

Już na samą myśl wspominamy Festiwal św. Antoniego (Festas de Lisboa). Kolorowe girlandy wiszą nad głowami, miasto świętuje, grille rozgrzane do pełnej mocy. Musisz tego doświadczyć. Zerknij na krótki film z komórki z 2014 roku podczas fiesty w Alfamie. Zobaczysz go tutaj.

Punkt widokowy Miradouro da Senhora do Montem

4,7 pkt na 5 możliwych. Taką ocenę wystawiają temu miejscu użytkownicy Google. Miejsce czynne całą dobę. Najwyższy punkt widokowy Lizbony. Widzimy się z nim po raz trzeci, a wysiłek włożony w dotarcie tutaj, zawsze się opłaca. Punkt położony jest ok. 7-9 minut spokojnego spaceru od przystanku Rua da Graça gdzie zatrzymuje się tramwaj 28 (trasę odnajdziesz tutaj).

Wiatr daje znać, że to połowa stycznia, więc podnosimy kołnierze w górę i siadamy na ławce. Mocne słońce o tej porze bije prosto w twarz. Przed nami panorama na rzekę Tag, most 25. kwietnia i korytarz powietrzy z nadlatującymi samolotami. To nasz widokowy faworyt w Lizbonie (jak na razie). Stając na balkonie opieramy się o poręcze oplecione kłódkami romantyków i spoglądamy w dół. Tam leży dzielnica Baixa i Stare Miasto.  Jak w wyreżyserowanym spektaklu po raz kolejny natrafiamy na gitarzystę, który wykorzystuje atrybuty miejsca i słabość turystów do uroków Lizbony. Kufer otwarty. Muzyka płynie. Mocniej zaciągamy się powietrzem. Mamy wszystko gdzieś…

Dzień 3. Henryk Żeglarz doczekał się remontu

Przeskoczyliśmy w tym wpisie Sintrę i Zamek Maurów. Zostawiamy Tobie te atrakcję na osobną relację. I tak długi ten nasz spacer po Lizbonie na tym blogu? Nie znudziło Ci się?

Punkt widokowy – Pomnik Odkrywców

Padrão dos Descobrimentos w dzielnicy Belem postawiono w 1960 r., w 500-setną rocznicę  śmierci Henryka Żeglarza. Stanął przy Avenida Brasilia pomnik i liczy sobie 56 metrów wysokości oraz „zaledwie” 20 metrów szerokości. Na jego szczycie znajduje się dość ciasny punkt widokowy. Ściskamy się w trójkę, by przejść z jednego końca na drugi. By zobaczyć Różę Wiatrów, by spojrzeć na czapkę Henryka Żeglarza. Mimo ciasnoty okoliczna panorama na Most 25. kwietnia, urokliwy Tag rekompensują wszystko, nawet chwilowe niewygody.

Dziś pomnik błyszczy w mocnym słońcu. Jesienią 2016 roku po zrzuceniu rusztowania i zakończeniu remontu odzyskał pierwotny blask. Nie rażą już odpadające kawałki, szarzejącego betonu i niszczejąca elewacja. Wapienne rzeźby wykonane z kamienia pochodzącego z okolic Sintry na nowo zadziwiają.

PS. Bilet wstępu kosztuje 4 euro. Ulgowy – 2 euro. Bez problemu zapłacisz kartą.

Wybór dzielnicy Belem na to, by postawić ten monument nie jest przypadkowy. To właśnie w tym miejsca marzenia Henryka Żeglarza o odkryciach, o potędze Portugalii zaczęły się materializować. Jego sylwetka-posąg znajduje na czele grupy 33 osobowości tamtego podróżniczego Świata: kartografów, artystów, żeglarzy.

Mieliśmy małego pecha. Czas gonił do wylotu, a słońce nie chciało szybciej zachodzić. Róża Wiatrów widoczna ze szczytu pomnika, nie odkryła przed nami całej gracji. Cień zasłonił jej prawą część (patrząc od góry). Cała mozaika, której fundatorem był rząd RPA i tak robi piorunujące wrażenia. Ilustruje daty wielkich odkryć geograficznych.

Lekcja geografii w plenerze.

Niedzielny spacer nadbrzeżem wzdłuż betonowego molo jest wpisany w weekendowy harmonogramów lizbończynków. Łodzie, łódki, jachty budują koloryt rzeki Tag.

Jak uszczęśliwić kobietę w dzielnicy Belem

W końcu mi się to udało. A właściwie pomogła odrobina szczęścia, która w tym dniu objawiła się w postaci małej kolejki po kultowe Pasteis de Belem. Tak, wszyscy o nich wspominają. Żal ich nie spróbować. Czy są wybitne? Hm. Sami sprawdźcie! 1,15 euro za sztukę w sześciopaku.

Stacja Metra Oriente

Na koniec mało oczywista atrakcja miasta. Prawdopodobnie najbardziej szalone azulejos w całej Lizbonie. W metrze jesteśmy zwykle przelotem, na krótko odwracając wzrok. W drodze na lotnisku wysiadłem na chwilę, by nadrobić to, co umknęło mi kilka lat temu. Chciałem lepiej przyjrzeć się pracy, którą zaprezentowano na otwarcie wystawy Expo w 1998 r.

Bardzo chciałbym mieć takie coś w swojej łazience. Póki co, to pobożne życzenia. Gdzie z Joanną byśmy to zmieścili…

Film z Lizbony

Każdy film z podróży czy wideopocztówka to doskonały środek wyrazu. Długo zastanawiałem się, jakie obrazki przywieźć z Lizbony. Jaką dobrać muzykę. Patrzyć i przyglądać się temu miastu można bez końca. Ale i tak przecież dotknę je powierzchownie.

Lizbończycy są spokojni i nie wyrywają się do przodu jak przyjeżdżający tu turyści. Zrobię więc wideo w rytmie slow – pomyślałem. I spojrzę na miasto z góry, ale nie w poczuciem wyższości. Z wysokości. I nie z drona, a z wybranych punktów widokowych.

Co z tego wyszło? Załóż słuchawki!

 

Zdjęcia i film z Lizbony wykonaliśmy aparatem Olympus OM-D E-M5 II z obiektywem M.Zuiko Digital ED 12-40mm f/2.8 PRO dzięki uprzejmości Olympus Polska – partnera weekendowego wyjazdu.

Reklamy

14 uwag do wpisu “Spacerem po Lizbonie. Tu nawet zimą jest wiosna [wideo+zdjęcia]

  1. Hej! A mnie podoba się przydługi wpis, bo Lizbony nie da się podsumować w dwóch zadaniach. To miasto to są smaczki, detale, dźwięki, zapachy. Film też super – dobrze oddaje z lekka leniwą atmosferę miasta. Cieszę się, że ścieżką dźwiękową nie jest fado 😉
    Jeśli przywieje Was jeszcze kiedyś do Lizbony, zapraszam Was na wspólny spacer. Mieszkam tu od kilku lat. Na swoim blogu Sekrety Lizbony staram się pisać takie „przydługie” artykuły o mieście, żeby trochę przybliżyć jego historię i pomóc poczuć klimat. Może uda mi się pokazać Wam parę miejsc, do których jeszcze nie dotarliście, albo opowieściami rzucić nowe światło na te, które dobrze znacie? 🙂

    Lubię to

    1. Cześć 🙂 Dzięki za komentarz. Fakt, Lizbona potrafi zauroczyć. Widać to na Waszych fotografiach. Klimatyczne 🙂 Zajmie nam sporo czasu zanim tam wrócimy, ale jak się uda to damy znać. Pozdrawiamy ! 🙂

      Lubię to

    1. Moniko, dzięki za komentarz! Post z Lizbony już jest tak obszerny, że – tak jak wspomnieliśmy powyżej -Sintrę i Zamek Maurów zostawiamy na osobną relację. Jeśli pilnie potrzebujesz jakiś informacji – pisz do nas, pomożemy! 🙂

      Lubię to

  2. Wpadłam tutaj przypadkiem, jakiś tytuł mnie zainteresował więc zostałam na dłużej. Fajnie się czyta Wasze opowieści. Super że zwracacie uwagę na detale. Nie dotrwałam do końca postu i filmik obejrzałam tylko po łebkach. Dla mnie muzyka w filmie troszkę monotonna, usypiająca. Ogólnie ciekawy blog. Pozdrawiam Serdecznie Monika

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć Monika! To miły przypadek i dziękujemy Ci za poświęcenie czasu, komentarz i miłe słowa. :)) Wpis jest przydługi -fakt. Mam ostatnio problem z dokonaniem czasem brutalnej selekcji materiału. Co do filmu, miałem z Asią spór o tą muzykę. Też by film pocięła. Może żwawsze rytmy. Jak zawsze jest moim surowym recenzentem, nie skażona blogosferą i social mediami ;))

      Ale mamy nadzieję, że zostaniesz tu na dłużej :))
      Pozdrawiam
      Łukasz

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s