Tajskie smaki w 10 odsłonach [poradnik]

To smaczny wpis. Kuchnia tajska to jak na razie nasze ulubione azjatyckie smaki. Pokażemy Ci potrawy i dania, które pochłanialiśmy podczas 2-tygodniowego wyjazdu. A to ledwie wierzchołek tajskiej góry lodowej. W Tajlandii dostaliśmy szansę na wyjście z kulinarnej strefy komfortu, a wizyty na lokalnych bazarach i nocny marketach oceniamy jako najlepsze momenty w Tajlandii. Chcesz się dowiedzieć jak smakują smażone owady? A z którym owocem nie wejdziesz do hotelu?

Co sprawia, że kuchnia tajska tak mocno zachwyciła nas jeszcze przed wyjazdem, i to na kilka lat wstecz? Bazą w tajskich potrawach są składniki, przez które mrowi nas w stopach z zachwytu. Doprowadzające do łez pikantne zielone curry, delikatna słodycz mleczka kokosowego, aromat sosu sojowego czy zapach przypraw – to tylko kilka prostych przykładów. I egzotyczne owoce. Czyli to, czego nie mamy na co dzień.

Mamy też dla Ciebie mały opisowo-zdjęciowy bonus na końcu wpisu. Krótki przegląd odwiedzonych targów i nocnych marketów w Tajlandii.

Jeśli zapytasz o motywacje, która stała za wyjazdem do tego kraju, to była nią właśnie tamtejsza kuchnia. Jedzenie. Wiem, że trudno będzie Ci w to uwierzyć, ale widoczki i plaże schodziły na drugi plan. Ile razy można w zaciszu domowym pociągać zawleczkę, by otworzyć puszkę z mlekiem kokosowym przyrządzając obiad. A fakt, że posiłek w knajpie w Polsce przygotowywał nam rodowity Taj był tylko miłym, choć ważnym, dodatkiem.

Mamy dla Ciebie smaczny wpis. W rolach głównych – zdjęcia. Nie zawsze świetnej jakości, bo do poziomu blogerów kulinarnych nam daleko. Wiele z nich robiliśmy w pośpiechu. Na szybko. Jadaliśmy w małych miasteczkach, w Chinatown w Bangkoku, przy plaży w Ao Nang, gdzieś w lokalnym barze, gdy jeździliśmy skuterem, na lokalnych marketach. I w środku tajskiej dżungli. Na krawężniku. Pod parasolem. Na stojąco i na siedząco. Były też miejsca bez menu, cen i takie, które nie podejrzewalibyśmy o to, że serwują posiłki.

Bo taki jest street food w Tajlandii. Bez adresu, ale autentyczny, świeży i (chyba) najlepszy.

#1 Mango/Durian Sticky Rice

Pierwsze uliczne deserowe danie jakie spróbowaliśmy w Bangkoku. Tajska klasyka obecna niemal na każdym rogu, na wielu straganach i w każdym mieście. Proste i smaczne danie. Doskonałe jako poranne śniadanie lub lancz. Pomyśl o prawdziwie soczystym mango. O słodkich i rozpływających się w ustach kawałkach dojrzałego owocu, którego zapach i smak jest diametralnie inny od tego, który może już znasz. W jego towarzystwie lekko słodki, kleisty ryż (glutinous rice) z mleczkiem kokosowym. Całość tworzy pożywny i wartościowy posiłek. Tęsknimy za nim potwornie. W zależności od miejsca kosztuje od 40 do 100 THB (ok. 5-12 zł). Gdzie smakował nam najbardziej? W barze przy plaży w Ao Nang (foto poniżej).

A co powiesz na Durian Sticky Rice?

Durian to owoc o kiepskiej reputacji. W hotelach pojawiają się zakazy zabraniające wejścia z nim, ale na bazarach gromadzi sporą publikę. Wszystko przez mityczny wydzielający się śmierdzący zapach, a którego nikt nie jest w stanie jednoznacznie określić. Przepocone skarpety? Zepsuty ser pleśniowy? Gnijące i sfermentowane owoce? Nawiasem mówiąc, nie miałem problemu z taką oceną, gdy próbowałem słynną korsykańską kiełbasę podczas weekendu w Paryżu.

Już drugiego dnia pobytu w Bangkoku poszliśmy za ciosem i po raz pierwszy wyszliśmy z kulinarnej strefy komfortu. Spróbowaliśmy kleistego ryżu w wersji z durianem. Nie, nie spróbujemy go ponownie… Najlepsze jest to, że nie udało się nam rozłożyć na raty tych najbardziej ekstremalnych degustacji. Dzień później w Ayutthaya (piszemy o tym niżej) drugi raz przekroczyliśmy nasz kulinarny limit.

A jak duriana będzie Ci mało, to ruszaj do sklepu. Czipsy z durianem już na Ciebie czekają. Producent obiecuje Ci niezły fun.

#2 Pad Thai

Kolejna azjatycka klasyka. Odmian dania tyle ilu przygotowujących go Tajlandczyków. Bo nie ma na niego jednego przepisu . To w końcu nie pierogi ruskie. Podstawą jest zawsze makaron ryżowy łączony z jajkiem i smażony w woku w sosie sojowym lub rybnym. Klasyczne połączenie smaków kwaśnych, słodkich oraz pikantnych. Serwowany z krewetkami (w tej wersji często z symboliczną ich ilością, a szkoda), kurczakiem, tofu. Z dodatkiem kiełków, orzechów nerkowca. Całość polana limonką. Przez 2 tygodnie próbowaliśmy kilku wersji. Potem trochę już nam się znudził.

W Polsce kosztuje średnio 30 zł. W Tajlandii zapłacisz za niego ok. 40-50 THB (4,8 – 6 zł).

#3 Ryż z kurczakiem lub w wersji wege z warzywami lub tofu

Kolejny przykład na to, jak bardzo różnorodna jest tajska kuchnia i jak Tajowie nad rozgrzanym wokiem potrafią improwizować. W takim wydaniu możesz spotkać smaki Tobie już znane. Ale przewagą jest to, że składniki są świeże i pozyskiwane lokalnie. Świetna alternatywa dla wegetarian lub zmęczonych smakiem Pad Thaia.

#4 Świeży kokos

Mleko kokosowe! Nie tylko zaspokaja pragnienie, ale dobrze nawadnia. To znakomity izotonik. O lekko słodkim smaku. Moc ukryta w małej skorupie jest nie do zastąpienia. W Tajlandii kupisz je niemal wszędzie, za rozsądne pieniądze (od 25 do 45 THB). Trzymane w skrzynkach z lodem serwowane są idealnie schłodzone. W zestawie ze świeżym kokosem oferowana jest często łyżeczka, którą wydłubiesz ze środka delikatny miąższ.

Boszsz, czy ktoś nam może podesłać jednego?

#5 Sałatka z papai (Papaya salad, Som Tam)

Papaya już sama nazwa rozpala wyobraźnię. Sałatka – bo to zapowiedź czegoś smakowitego i różnorodnego. Pikantna i lekko wodnista. Trochę nas rozczarowała, bo w tym wszystkim był gdzieś rybny smak przemycamy z kawałkami kraba czy krewetek. Nie do końca nam to pasowało. W gardle coś się gryzło. Słodko-słono-ostro-słony smak. Taka jest właśnie sałatka z papai.

Zobacz jak powstaje (wideo od Los Wiaheros). Szybki i pożywny fast food robiony w kilka minut.

#6 Tajska zupa

Tom Kha Gai (kokosowa z kurczakiem) czy Tom Yum Gai (ostro-kwaśna) to chyba dwie najpopularniejsze tajskie zupy. Tylko wiesz, co w tym naszym kulinarnym odkrywaniu jest najzabawniejsze? Że w wielu miejscach jedliśmy różne odmiany zup, których nazwy kompletnie nie pamiętamy. Nie przywiązywaliśmy do tego uwagi. Często kręciliśmy się wokół garkuchni bez opisowego i obrazkowego menu. Tak było w Ayutthaya, Chinatown w Bangkoku czy podczas przystanku w drodze skuterem do Emerald Pool. Wielkie łychy mieszały potrawy, a my po prostu wskazywaliśmy palcem, co nasze nozdrza i wzrok wspólnie uznały za warte przekąszenia.

Zdarzały się niewypały. Orzechowa zupa i jej słodki zapach początkowo skusił nas na nocnym targu w Ayutthaya. Później nie zamoczyliśmy dziuba.

Curry – zielone lub czerwone

Zielone jest najostrzejsze. I najsmaczniejsze. Konsumowanie potraw na bazie tej ostrej przyprawy zawiera w sobie lekki masochizm. Jeśli trafisz na nadgorliwego kucharza, który nie da Ci taryfy ulgowej, będziesz smarkać i cierpieć. Podniebienie będzie palić i grzać, ale Ty i tak nie przestaniesz jeść. Szybko skończą się barowe chusteczki pod ręką. Łzy polecą z oczu, ale gdy już wytrzesz się w ostatnią, z radością pogładzisz się po brzuchu. W Tajlandii zielony curry raczyliśmy się głównie w opcji z zupami z wkładką warzywną.

#7 Lody w kokosie

Deser z kategorii tych, które można spróbować, ale niekoniecznie trzeba. Włoskie lody nie mają swoich konkurentów. Koniec i basta. Dlatego tajskie lody w kokosie to raczej przyjemny sposób na orzeźwienie gdy żar leje się z nieba niż kulinarne uniesienie. Smakowo nie porwały nas.

#8 Owoce morza

Z owocami morza mamy pewien problem. Traktujemy je z dystansem… Nie jesteśmy ich przesadnymi fanami. Nie cieknie nam ślina na widok barakudy. Owszem, krewetki uwielbiam, ale Asia już za nimi nie przepada. Francuskie małże zrobiły na mnie smakowe wrażenie wiele lat temu, ale nie aż takie, bym do nich wracał. W Tajlandii owoce morza to ogromny wachlarz smaków i kształtów. Lubisz? Tu odnajdziesz swój kulinarny raj!

Skusiłem się na smażone ośmiorniczki i coś, co wskazałem palcem, bo wyglądało zachęcająco. Jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wszystkie owoce morza mają smak na jedno kopyto. Różni się tylko sposób ich przeżuwania. Może dlatego nie wzbudzają w nas takich emocji?

#9 Świeże owoce

Mimo, że wiele egzotycznych owoców dostępnych jest już w Polsce, to przecież wiesz, że to nie to samo. Wiele smaków jest zupełnie innych, bardziej soczystych, wyrazistych. W ciągu 2 tygodni trochę ich zjedliśmy, ale po powrocie czujemy niedosyt. Bo za mało. Jako bananożerca chwytałem je na bazarach, szczególnie te w wersji mini. Idealne jako przekąska na plaży czy w trasie.

#10 Smażone larwy i świerszcze

I na koniec coś, czego nie planowaliśmy. Tzn. chcieliśmy spróbować, ale nie tak szybko.

Wszyscy o nich mówią i myślą, ale niewielu próbuje. Ale po kolei… Smażone larwy jedwabników, świerszcze i inne owady przyprawiane na głębokim oleju podawane są w całej Tajlandii na dziesiątki sposobów. To przysmak Tajów. Traktowane są jako zdrowa przekąska. Bo zdziwisz się, ale taki rarytas ma bogate składniki odżywcze. OK, dalej Cię nie przekonaliśmy? To wyobraź sobie smak prażonego słonecznika, powiedzmy – lekko przypalonego. Wrzucasz garść do ust, a na dokładkę jednego chrupiącego czipsa. Mielisz, chrupiesz. Cmokasz i mlaskasz. Czasem musisz mocniej zagryźć zębami.

I jak? Tak smakują prażone larwy owadów i świerszcze.  Już trzeciego dnia w Tajlandii pobytu wpadły nam w zęby w Ayutthaya. Właściciel hostelu poczęstował nas i zaserwował spodek z przekąską do piwa. Serio, nie było tak źle! Jeśli chcesz sprawdzić, gdzie jest Twój kulinarny limit, czasem trzeba go przekroczyć. Tak się wychodzi z kulinarnej strefy komfortu.

Cena? 2,5 zł za małą tackę.

Nocne markety i lokalne targi w Tajlandii

Powtórzymy się: wizyty na nich to dla nas najlepsze momenty w Tajlandii. Koloryt każdego miasta w tym kraju wzbogacają lokalne targi i markety. Miejsca tętniące życiem, duszne, smakowite, różnorodne. To wszystko, co pokazaliśmy wyżej, znajdziesz właśnie na nich. Eh, już na samą myśl i wspomnienie, kiszki marsza grają. Często miejsca gwarne, ale zdarzają się spokojne. Tam nie ma przekrzykiwania się i negocjacji cenowych z egzaltacją.

Paleta barw, aromatów, przekrój zapachów może przyprawić o zawrót głowy. Niektóre oferują wszystko, od taniej chińszczyzny, przez przyprawy, owoce morza, poprzez płyty DVD, na wielkogabarytowych owocach morza skończywszy.

Wchodząc w kolejny zakręt Twój nos atakują nowe i wymyślne zapachy, które nie znaliśmy nigdy wcześniej. Wyobraź sobie wszystkie wymarzone egzotyczne owoce, te słodkie i pochodzące z morza, przyprawy, ryby  w jednym miejscu.

Ao Nang

Najbardziej różnorodny i ciekawy, z tych które odwiedziliśmy, okazał się targ w okolicy Ao Nang (na zdjęciu poniżej). W cieniu palm tętnił życiem mimo lekkiego deszczu. Byliśmy tego dnia jednymi obcokrajowcami, co wprawiło nas w zdumienie, bo przecież to okolice tłocznego i hałaśliwego kurortu.

Ayutthaya

Najbardziej zaskakujący okazał się nocny market w Ayutthaya -Bang Lan Night Market (zobacz mapę). Ciągnący się wzdłuż ulicy na ok. 300 metrów sprawiał wrażenie dość skromnego. Dwa rzędy stoisk, po lewej i po prawej stronie, z pozoru nie oferowały zbyt wiele. Ale po wejściu czuliśmy się jak w precyzyjnie zaplanowanym labiryncie. Rozglądając się na boki trafialiśmy w kolejne strefy.

Mijaliśmy chmurę dymu, by chwilę potem trafić na stoisko z medalionami i amuletami. Dalej kolejne nieśmiertelne DVD, stragan ze smażonymi owadami, owoce i słodkości. Cała Tajlandia. Tu trafiliśmy za zupę orzechową o której pisaliśmy w piątym punkcie.

ayutthaya-night-market

ayutthaya-night-market-thailand

Surat Thani

Surat Thani w południowej Tajlandi było kilkugodzinnym przystankiem w drodze do Bangkoku (nocna kuszetka). Pisaliśmy kiedyś, że głód nigdy nie jest dobrym doradcą. W zasadzie ze zmęczenia, ale i braku ochoty na oddalanie się od dworca kolejowego, wybraliśmy jedyny w bliskiej okolicy street food tuż przy dworcu. Ceny pod turystów. Trochę tego żałowaliśmy, bo raz, że przepłaciliśmy (280 THB za 2 os.), a dwa, kilkaset metrów dalej (zobacz mapę) rozciągał się rozległy lokalny targ wzdłuż głównej ulicy.

Leniwy traci dwa razy… Ale nadrobiliśmy zaległości. W żołądkach zmieścił się kokos i tajski naleśnik z mango.

Krabi

Natknęliśmy się na dwa bazary w Krabi. Pierwszy, tuż przy porcie, drugi, w centrum miasta (zobacz mapę). Na tym ostatnim największy gwar. Więcej owoców i słodkich zapachów. Ciekawie pakowane są sosy do dań na wynos. Prawie hermetycznie zapakowane (jak oni to robią?) są dodatkiem np. do samosów (foto poniżej) czy sajgonek. Tajowie potrafią zrobić coś z niczego. Parówki w cieście to kolejny popisowy przykład na improwizację. Czy ma swoją tajską nazwę?

Inne smakołyki i ciekawostki

Thai pancake

Zabrakło zdjęcia wspomnianych tajskich naleśników (pancake). Sprawny manualnie Taj lub Tajka rozgniata na rozgrzanym woku przygotowane wcześniej ciasto – niezwykle giętkie i elastyczne. Obraca nim prawie tak samo jak włoski pizzaiolo. I dorzuca składniki według Twojego wyboru – mango, ananas, tuńczyk. Kwadratowy naleśnik składa w kopertę, a potem ostrym nożem kroi w szachownicę. Wbija wykałaczkę i serwuje. Deliszjus. Gdzie jedliśmy najlepsze? W Ao Nang, kilkadziesiąt metrów od plaży, o tutaj, tuż pod szyldem The Palace Ao Nang

Odwiedźcie ten punkt, bo jej uśmiech wprawiał nas w dobry nastrój, a same naleśniki okazały się najlepszymi jakie jedliśmy w Tajlandii.

pancakes-ao-nang

Słodkości

Na inne słodkości nie mieliśmy specjalnej ochoty. Za gorąco. Zbyt parno. Ileż można… Ale w Bangkoku cmokaliśmy z zachwytu nad migdałowo-marcepanowym ciastkiem, którego dostaliśmy na ulicy od Tajów (więcej piszemy niżej). Swoją drogą, na wielu bazarach można wpadniesz na sporo słodko-gorzkich wariacji. W rożnych kształtach i rozmiarach.

Częstowanie jedzeniem

Młody Taj prawie wychylił się znad stolika gdy przechodziliśmy obok parasolów rozstawionych w pobliżu Pałacu Królewskiego w Bangkoku. Coś szeptał, w drugiej ręce trzymał dwie małe butelki wody i wskazywał nimi na palące słońce… Tak spróbowaliśmy piekielnie dobrego i prostego dania. Ryż z warzywami i kurczakiem. Jak do nas trafił?

Tajowie to większości Buddyści. Wierzą w moc dobrych uczynków, co w chwili śmierci Króla nabrało nowego znaczenia. Pojawiliśmy się w Tajlandii w momencie przeżywania przez nich głębokiej żałoby. Robili to na swój sposób: składali kwiaty pod murami Pałacu, robili selfie na jego tle, wspólne spożywali posiłki na ulicy, tworzyli pamiątkowe koszulki, oferowali rodakom darmowy przewóz skuterem itd.

Zaskoczyło nas, że w stolicy prócz wszechobecnych ołtarzy ku czci Króla (obecnych dosłownie wszędzie), pojawiały się punkty wydające posiłki i napoje. W głowie pojawiały się proste pytanie: dlaczego? po co? komu? Wielu turystów nie wiedziało jak zareagować, gdy wolontariusze także im podawali zapakowane danie. Co robić? Ale jak to… brać czy nie brać?

Nie wypadało odmówić, skoro częstowano nas z serdecznością. Dzięki temu mieliśmy chwilę by z nimi porozmawiać o tym, nawet jeśli tajska angielszczyzna jest mocno łamana. Młody Taj, którego imienia już nie jesteśmy w stanie powtórzyć, z dziecięcą radością opowiadał, że dzieląc się z innymi, oddają cześć Królowi. To ich hołd złożony Ramie IX.

Co wybierzesz dla siebie?

Tajowie jedzą chyba prawie wszystko, Europejczycy – niekoniecznie. Nie próbowaliśmy jąder wołowych w stylu tajskim (następnym razem… może). Nie kupiliśmy nawet papai! Wiele cudów kuchni tajskiej czeka na nasze i Twoje odkrycie. Klimat Tajlandii jest kuszący, ale ileż można spędzić czasu tylko jedząc. Mamy nadzieje, że rozbudziliśmy Twoją wyobraźnię. I już znasz 10 dań, które musisz spróbować w tym kraju. 

Co wybierzesz z naszej listy? Byłeś w Tajlandii? Na pewno czegoś tu nam zabrakło…. Napisz!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s