Werona i Brescia jako spacerowe antidotum dla Bergamo

Werona i Brescia. Miasta z pozoru identyczne. Ale przy bliższym poznaniu, to dwa różne spojrzenia na turystykę alla Italia. Pierwsze miasto rozpieszcza estetów i romantyków. Drugie miasto, 55 km dalej, daje odetchnąć. Czy coś je łączy? Poznaliśmy ich przedświąteczną odsłonę. I podsuwamy Tobie sposób na to jak zobaczyć najważniejsze obiekty w tych miastach za… 1 euro!

Dolatujesz do Bergamo… Co dalej?

Bergamo (z akcentem na „be”, nie na „ga”). Miasto – klasyk miłośników taniego latania. Z bogatą historią i ciekawym położeniem. Nie można odmówić mu urody i wdzięku. Citta Alta (górne miasto) i Citta Bassa (dolne miasto) kuszą turystę dwoma spojrzeniami na miasto.

Z Bergamo do Werony jest ok. 130 km (zobacz mapę). Po drodze trafisz na Brescię, a jeśli się uprzesz możesz się przesiąść na pociąg i zatrzymać się w Peschiera del Garda (więcej praktycznych informacji na końcu wpisu).

35 minut po przylocie do Bergamo z Berlina wsiadamy wczesnym rankiem tuż przy hali przylotów w autobus. Jedziemy bezpośrednio do Werony. Wysiadając na przystanku w pobliżu dworca kolejowego Verona Porta Nuova swoje kroki skierowaliśmy od razu do domu Julii gdzie… zamieszkaliśmy. Tak, to możliwe 😉

Może zainteresujesz się także: Jeden dzień w Bergamo: na kawę, pizzę i prosecco [wideopocztówka+zdjęcia]

Werona jest dziś jednym z najbogatszych obok Mediolanu miast północnych Włoch. Obiekt westchnień italofilów i chwilowych fanów dzieł Szekspira. Do tej całej masy dołączyli miłośnicy filmu „Listy do Julii”. Turyści liczą na romantyczne promieniowanie z balkonu pod którym rzekomo uwijał się Romeo, a fani Opery mogą w sezonie letnim zasiąść w antycznej rzymskiej Arenie podczas licznych koncertów.

Przemysłowa Brescia, założona przez Galów, to jej wizualne przeciwieństwo. Spokojniejsza i bardziej wyciszona. Bez spektakularnych miejskich, historycznych legend, ale z pierwszym Gran Prix Włoch i motoryzacyjnym muzeum na przedmieściach. I – niestety – z zapisanym na kartach historii jednym tragicznym wydarzeniem (zamach terrorystyczny w maju 1974 r.)

 


Na szczycie wzgórza Cidneo górującego nad metropolią ulokowano w XVI w. urokliwy średniowieczny zamek z terenu którego rozciąga się rozległa panorama na okolice i na przedgórze Alp. To jedna z najlepiej zachowanych wojskowych fortec w północnych Włoszech.

Prolog

– No co Ty opowiadasz?! – w tonie nie uznającym sprzeciwu odpowiada mi Asia, gdy droczę się z nią w trakcie spaceru w Weronie, sugerując, że dla mnie włoskie miasta na północy kraju są niemal identyczne. Bo gdyby ktoś zrzucił mnie jak partyzanta na spadochronie do wybranego miasta powyżej rzeki Pad, nie byłbym w stanie określić gdzie jestem. Włoskie miasta, w tym regionie, są na wskroś renesansowe z domieszką średniowiecznego klimatu i barokowego przepychu.

A skoro sam Umberto Eco, w przedmowie do naszej ulubionej książki poświęconej kuchni włoskiej („Sekrety Włoskiej kuchnii”, Elena Kostioukovitch ), pisze, że: „(…) do Włoch nie przyjeżdża się po to, żeby podziwiać zawrotną strzelistość gotyckich katedr, ogrom piramid czy wodospady Niagary. Gdy tylko pokonacie Alpy (…) zaczniecie doświadczać zupełnie innych wrażeń” to myślę sobie w duchu: – Uff,… .

Może uznam ten cytat za mądre usprawiedliwienie mojej małej (!) architektonicznej ignorancji? Mimo wszystko, jak dla mnie, tutejsze aglomeracje sprawiają wrażenie, jakby projektowane były na jednej desce kreślarskiej. I wiecie co, specjalnie mi to nie przeszkadza.

Nawiasem mówiąc, nie ma sensu byśmy na blogu podawali Ci gotowy plan zwiedzania Werony czy każdego innego włoskiego miasta. Daj się zgubić w uliczkach, obierz swój własny trop. O zachwyt tu nie trudno. A że Włosi wychodzą zwykle naprzeciw turystom, to masz okazję zobaczyć jedną atrakcję za 1 euro.

OK, tylko co z tym ogólnym podobieństwem włoskich miast na które tak się uparłem? Deptaki i ulice. Usiane sklepikami, prawie wszędzie wyglądające tak samo. Na każdym rogu kawalkada trykoczących skuterów. Renesansowe włoskie kamienice. Dachówki mienią się różnymi odcieniami brązu. Elewacje w kolorach miedziano-pomarańczowych czy różnych paletach szarości. Okna. Ubrane w masywne okiennice, są jak zawsze gustowne i urzekające (nawet gdy jedno skrzydło okiennicy wisi na zardzewiałym zawiasie).

Jak zobaczyć wiele, za niewiele?

Opłaca się przyjechać do Włoch w pierwszą niedzielę każdego miesiąca. Masz niepowtarzalną okazję zobaczyć wybrane muzea i obiekty za 1 euro. Wszystkie atrakcje z listy (pisze o niej niżej) będą kosztowały Cię tylko… 9 euro. Pomyślisz: Mamma mia, to pewnie walą tego dnia tłumy a ja zostanę zadeptany.

Wiesz, to zależy…

Włosi nie promują tych akcji na tyle mocno, jakbyśmy mogli się tego spodziewać. W Weronie – od października do końca maja – możesz zobaczyć wiele, za niewiele. W całych Włoszech działa natomiast akcja Domenical Museo, co oznacza wstęp za darmo. Zobacz, jak to działa w fascynującej Florencji. 

I tak w Weronie z dostępnej listy wybraliśmy Dom Julii (1 euro), wjechaliśmy na wieżę Torre dei Lamberti (1 euro) skąd rzutem oka objęliśmy Piazza delle Erbe. To tu rozstawiono miejską choinkę a o każdej porze roku gości gwar turystów. Rzymski amfiteatr w Weronie zobaczyliśmy płacąc 1 euro zamiast 10. Potem spacerowym krokiem przekroczyliśmy most Ponte Pietra, by chwilę potem dotrzeć pod zamek Castel San Pietro. To stamtąd pochodzą pocztówkowe obrazki z panoramą miasta.

Werona – Panzerotto na start

Żadna włoska kawa. Ani nawet nie złocisty rogal. Zanim ruszyliśmy w miejską trasę nasz poranek zaczęliśmy od nadziewanego włoskiego „pieroga”. Są dania, które każdy naród nazywa po swojemu. Modyfikuje i zmienia -na własną modłę i z wykorzystaniem lokalnych składników. Jedliście nadziewanego, wegetariańskiego samosa? Włosi mają swojego.

Na Piazza delle Erbe z widokiem na choinkę zerkamy na mini bufety z włoskim street foodem. Dajemy się skusić na Panzerotto. To dużych rozmiarów pieróg zwykle faszerowany pomidorami i mozzarellą. Po podgrzaniu ser rozpływa się w ustach, a pomidory nadają wyjątkowy smak. W innych wariantach przysmak dostępny jest z kurczakiem, szpinakiem, tuńczykiem.

Dla nas, posiłkując się tytułem wspomnianej na początku książki, sekretem włoskiej kuchni są właśnie takie kulinarne detale. Wszelkie przekąski, zaspokajające pierwszy głód.

Casa di Giulietta, czyli westchnienie w wersji ekspresowej

Ruszamy do Domu Julii. – W grudniu nie powinno być tam tłumów, co? – zagaduję Asię spacerując z nią pod ramię. W końcu w Weronie, jako pilot wycieczek,  była już dwukrotnie. Jest weekend – niedziela. Naiwnie myślę, że czasami turyści odpuszczają. W dodatku jesteśmy tu zimą. Werona jednak żyje cały rok, a tłumy na via Mazzini, reprezentatywnej zakupowej alei miasta, nie zmniejszają się. W mieście trwa świąteczny jarmark. Tempo jak na procesji. Bujamy się na boki. Idziemy przed siebie. Jest czas na to by przypatrywać się eleganckim witrynom sklepowym i wiszącym nad głowami świątecznym iluminacjom.

Wchodzimy w podwórze. Po obu stronach w niewielkim przedsionku oblepione ściany. Wśród plastrów ochronnych i wyznań miłosnych maźniętych mocnym markerem, sporo liścików. Po prawej stronie, w górze, osławiony balkon Julii. Całe podwórze wydaje się małe i niepozorne. Romeo przynajmniej nie błądził.

Jeden tłum napiera na wejście, druga część zmierza w kierunku… piersi Julii: – Go, go, go, you have to touch the boobs – matka pchała dwójkę dzieci przez dziki tłum na dziedzińcu. Bo absolutną koniecznością jest zrobić sobie tu zdjęcie. Jakby mosiężne piersi nie były dość wypolerowane… Wszyscy, bez wyjątku, uśmiechają się pod nosem.

I ja daje wpuścić w tą turystyczną pułapkę. Z pełną świadomością. Asia czuwała na posterunku.

Asia napiera na wejście. Wchodzi. Ja odpuszczam. Będę na nią polował z aparatem. Chcę, by wcieliła się w rolę Julii. Ja – pseudo Romeo, czekam na dziedzińcu. Ustawiam się w rogu obok świątecznej choinki i czekam. 25 minut mija, a jej wciąż nie ma na. Trzymam palec na spuście migawki. Przebieram nogami. Niecierpliwie się. Spoglądam na balkon i wypatrują jej. A tam, jak na taśmociągu, na balkon ktoś wchodzi i wychodzi. Dokonuje szybkiego skanu otoczenia. Pstryk. Kolejna para. Nie ma czasu na zadumę…

I wtedy pojawia się moja „Julia”. Nie może mnie odnaleźć. Macham. Dalej nie widzi. Krzyczę: – Tu! Jest. Uśmiecha się i rozkłada ręce w moim kierunku. Tylko co ona robi? Błogosławi mnie czy improwizuje z tęsknoty. Oboje wybuchamy śmiechem. Romantyzm pod presją czasu obdziera Cię ze spontaniczności.

Wizyta na balkonie zajęła jej całe 15 sekund.

Swoją drogą, Włosi nie specjalnie obnoszą się z akcją za 1 euro. A to sprawia, że większość turystów pod Casa di Giulietta zawraca widząc cenę za bilet – 10 euro. Nieliczni mrużą oczy i dopiero w środku widzą kartkę – Ingresso 1 euro.

Retro weekend pod Arena di Verona

Wracamy do Włoch, bo lubimy być rozpieszczani przez ten kraj. Kuchnia. Zapachy. Krajobrazy. Spoglądanie pod różnymi kątami. Życzliwość ludzi… Dla mnie osobiście Włochy to, poza wszystkimi hedonistycznymi przyjemnościami jakie serwuje mi na miejscu, to także motoryzacyjna uczta. Tak mi już zostało. Połknąłem tego bakcyla pracując w redakcji motoryzacyjnej. Ale w żyłach, mimo wszystko, płynie mi krew, nie benzyna. Dlatego w Weronie podczas tego weekendu pod rzymską areną byłem potwornie podekscytowany.

Asia spoglądała na mnie spode łba: – Boże, masz tak samo rozbiegany wzrok jak pierwszego dnia w Bangkoku.

werona-piazza-bra-classic-retro-car

Co się tu działo?W weekend pod Arena di Verona spotykają się pasjonaci motoryzacji z Club-Peschiera di Motori.  Podejmują dyskusję z turystami. Odpowiadają na pytania, podnoszą klapy silników. Pokazują wnętrza swoim motoryzacyjnych pereł. Długo nie mogłem skupić uwagi

Czy zabrałbym coś ze sobą? Klasycznego Mercedesa W113. Wyobrażacie sobie przejażdżkę takim klasykiem, krętymi uliczkami gdzieś w Toskanii?

I chętnie zaadoptowałbym jakiegoś niepozornego, ale porywczego Abartha (sportowa odmiana Fiata 500), bo lubię małe i drapieżne cztery koła.

Torre dei Lambretii – punkt widokowy na Weronę

84-metrowa wieża wyraźnie dominuję na znajdującym się poniżej Piazze delle Erbe. Trudno odpuścić sobie okazję, by spojrzeć na Weronę z innej perspektywy. Grudniowe, zachmurzone niebo trochę psuło oczekiwany efekt. Ale Werona potrafi rzucić pozytywny urok nawet w taką pogodę. Pomyśl, jak może być tu latem… Jeśli pojawisz się tu o pełnej godzinie poznasz moc dwóch dzwonów Rengo i Marangona.

Arena di Verona – arena walk i spektakli

Tak wchodzili kiedyś gladiatorzy walczący z dzikimi zwierzętami. Tu stawiali swoje pierwsze kroki. Ciemne korytarze jak pierścień owijają arenę. Cała budowla, zbudowana na planie elipsy, to trzecia pod wzgęlem wielkości arena rzymska we Włoszech. Na dziedzińcu co chwilę słychać pokrzykiwania. Ktoś sprawdza i testuje akustykę. A ta jest naprawdę niesamowita.

zalatana-para-werona-1

Gdy wspinamy się do góry po wapiennych stopniach z góry dostrzegamy dziedziniec, Piazza Bra i zlot samochodów. Werona daje się w sobie rozkochać.

Wróciliśmy tego dnia wieczorem by poznać nocną odsłonę miasta. Świetlna kometa staje raz w oku w okresie przedświątecznym. Na Piazza Bra w pobliżu kramów, świątecznej karuzeli na brukowanym placu ląduje podświetlany warkocz. Jakiś Włoch obok nas marudził, że iluminacja w Weronie jest co roku taka sama… Dla jednodniowego turysty to raczej mało istotny fakt. Cieszy się chwilą!

Świąteczny jarmark w Weronie

Werona w grudniu przygotowała turystom małe przedstawienie. Wystroiła się serwując pokaz piękna, klimatu i gracji. Spacerując ulicami miasta na każdym rogu odkrywaliśmy coś nowego.

Świąteczne kramy podstawione dla spragnionych wrażeń turystów to, jak w każdym mieście, wabik na portfele.Zewsząd nozdrza świdrowały nam mieszanki różnych zapachów i aromatów – grzanego wina, czekoladowych rogali, ale i… włoskich wędlin. Prosciutto del contadino – delikatnie słodko smakująca włoska szynka z Umbrii.

Pizza w lokalu z tradycjami

Wieczorem lądujemy w Pizzeri Leone. Wybór z rekomendacji na Trip Advisor. Przyglądam się temu, jak pizzaiolo gniecie z werwą ciasto. Pozycji w menu sporo. Wybór trudny. Rucola z prosciutto kosztuje 9,5 euro. I to najdroższa pizza jaką jedliśmy we Włoszech. Zatęskniliśmy za tanim Rzymem.

Brescia na uspokojenie – Wizyta na zamku

Brescia nie pozwoliła nam odkryć wszystkich swoich sekretów i tajemnic. I to pomimo, że spędziliśmy tu jeden dzień. Zaspokoiło to jednak nasze potrzeby względem tego miejsca. Brescia sprawia wrażenie jakby przyciągała tylko na chwilę, na wizytę przelotem. To miasto, w którym turysta zdecydowanie odpocznie relaksując się podczas spacerów ciasnymi uliczkami miasta. I choć byliśmy w niedzielny wieczór, miasto na tle Werony nie tętniło już takim intensywnym życiem. Dobrze, że udało się wpaść do lokalnego sklepu. Nigdy nie wyjeżdżamy z Włoch bez kawałka parmezanu.

– Wiesz, co – zaczepia mnie Asia, rozglądając łakomo po półkach. – Następnym razem przyjedziemy z pustą walizką. Przytaknąłem jak dzieciak. Włoskie kuchnia gości na naszym stole kilka razy w tygodniu. Masz swoją ulubioną potrawę? (i pewnie będzie to pizza 😉 ).

Piazza della Loggia, określona jako serce miasta, zachwyciła nas spokojem i nocną, trochę tajemniczą odsłoną. Właśnie tu gromadzą się mieszkańcy na lokalnych eventach.

Zdecydowanie większy tłok i gwar panował na Piazza Paolo VI gdzie w tutejszych ogródkach zapach papiesowego dymu miesza się z bąbelkami musującego wina, a rano z mocną kawą. I z dźwiękiem uderzanych o siebie filiżanek do kawy – gdziekolwiek go słyszymy, to zawsze kojarzący się nam się z Italią. Architektonicznym i mocnym akcentem w tym miejscu jest Nowa Katedra, której kopuła wyraźnie dominuje na okolicę, co zresztą jest uwieczniane na niemal każdej pocztówce.

Swoje kroki skierowaliśmy od razu w kierunku tutejszego zamku. Wyobraźnię rozpaliła charakterystyczna Wieża Wieźniów i most zwodzony. W poniedziałek rano byliśmy tu jedynymi turystami. Coraz wyżej wznosiło się słońce, które stopniowo doświetlało okolicę. Przekroczyliśmy bramę wejściową i podążaliśmy w kierunku Wieży Francuzów.

Zamieszkać w domu Julii w Weronie

Giulia nie ma długich blond włosów, a jej lata młodości przypadały najpewniej na lata 70-te. Posiada typowo włoską grację, kulturę i dobre maniery. Oddając nam klucze do pokoju, z reką przyłożoną do piersi, i z lekko przymrużonymi oczami, opisywała najpiękniejsze miejsca w swoim mieście. Widać jej uwielbienie dla Werony.

Decydując się na rezerwację skusiliśmy się szykownym wystrojem i lokalizacją nieco na uboczu. No i dobrą ceną. Kameralny budynek z kilkoma pokojami. 15 minut spacerem od rzymskiej Areny w historycznym centrum to w zasadzie pestka. Poczuliśmy się bardziej jak dobrzy znajomi cioci Giuli niż goście pensjonatu. Będziesz w Weronie? Pomyśl o domu Julii.

Po co Ty jeździsz do Włoch? Do czego, ale i dlaczego, Ciebie tam ciągnie?

Werona i Brescia na weekend – praktycznie

Loty do Werony

  • Bezpośredni lot do Werony oferuje Wizzair z Warszawy (w sezonie zimowym).
  • Przelot do Bergamo: Ryanair z Wrocławia, Modlina, Gdańska, Krakowa, a Wizzair z Gdańska, Warszawy, Katowic i Poznania. Mieszkasz w zachodniej Polsce? Leć z Berlina. Port bardzo dobrze skomunikowany z autobusami LuxExpress/PolskiBus. Podjeżdżają pod halę odlotów). Bilety już od 78 zł w 2 strony (podczas licznych promocji jeszcze taniej), a następnie autobus/pociąg.

Jak dojechać do Werony i Brescii

  • Najbardziej komfortowy jest bezpośrednio przejazd spod hali przylotów. Przewoźnikiem jest Flixbus, a ceny biletów startują od 19 zł w 1 stronę za 1 osobę. Więcej tutaj. Autobus zatrzymuje się w Brescii.
  • Druga opcja (jeśli Twój przylot nie pokrywa się z godziną odjazdu) to skorzystanie z pociągu ze stacji w Bergamo. Bilet na trasie Bergamo – Werona kosztuje 11,40 euro w 1 stronę. Rozkład i ceny sprawdzisz tutajDo Bergamo spod lotniska dostaniesz się miejskim autobusem. Koszt 1 biletu to 2,2 euro. Całodzienny – 5 euro. Kupisz je w automacie przez halą przylotów. Pamiętaj: automat przyjmuje banknot o nominale max. 10 euro.
  • Skorzystaj z przejazdu jeśli ktoś inny oferuje wolne miejsce w wybranym przez Ciebie terminie. Wypróbuj BlaBlaCar
  • Do Brescii możesz dostać się na kilka innych sposób. Wszystkie opcje zobaczysz w tym miejscu.

Komunikacja miejsca w Weronie i Brescii

  • Przylatujesz bezpośrednio do Werony? Tutaj  poznasz szczegóły jak wydostać się z lotniska.
  • Werona to nieduże miasto. Więc jeśli już się uprzesz, to może dojechać z dworca kolejowego Porta Nuova komunikacją. Rozkład jazdy odnajdziesz tutaj, a autobusy do centrum odjeżdżają z terminala B1  (kliknij w nazwę). Jednorazowy bilet – 1,30 euro.

Atrakcje w Weronie i Brescii za 1 euro

  • Ingresso a 1 euro – akcja promocyjna w Weronie. Do dziewięciu wybranych atrakcji (wśród nich Arena di Verona czy Dom Julii) wejdziesz za 1 euro. Zobacz pełna listęAkcja obowiązuje w Weronie od października do końca maja.
  • Domencial Museo – w każdą pierwszą niedzielę miesiąca w ramach tej inicjatywy wstęp do wielu obiektów muzealnych we Włoszech jest zupełnie za darmo (nie obowiązuje to, niestety, przy korzystaniu z obiektów na Placu Katedralnym we Florencji, tutaj należy wykupić bilet). Pełną listę odnajdziesz tutaj.
  • Wstęp na zamek Castello di Brescia jest bezpłatny. Odkryj więcej atrakcji miasta. Kliknij tutaj.  Ulotkę w języku polskim zobaczysz w tym miejscu. 

Gdzie możesz zjeść w Weronie i w Brescii

  • W Weronie skorzystaliśmy z oferty Pizzerii Leone, z tradycjami, choć nie najtańszym menu. Dla przykładu Pizza Rucola z szynką Prosciutto kosztuje 9,5 euro. Więcej zobaczysz tutaj
  • Brescia – pizzeria O sole Mio – wybór trochę z przypadkowy, intuicyjny, na trasie powrotu do hotelu. Typowy lokalny bar, ale z przyzwoitym menu i sympatyczną obsługą.
Reklamy

14 uwag do wpisu “Werona i Brescia jako spacerowe antidotum dla Bergamo

  1. Planuję Weronę przy okazji pobytu w Bergamo w marcu, widząc Wasze zdjęcia nie mogę się doczekać! 🙂 Na samą myśl o Panzerotto burczy mi w brzuchu. Koniecznie muszę przeczytać wspomnianą lekturę mistrza Eco!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hej! Wspomniana książka jest opasła, ale autorem jest kto inny. Zacytowaliśmy go tylko. Po tej lekturze to dopiero burczy w brzuchu ;). Bedziesz w pierwszą niedzielę miesiąca? Dużo jest atrakcji wtedy za niewiele!

      Polubienie

  2. Super wpis i piękne zdjęcia. Też jestem fanem Włoch i często podróż też zaczynam w Bergamo 🙂 Na początku lutego ruszam do Turynu, nie wiedziałem wcześniej o tej akcji w pierwszą niedziele miesiąca, a będę miał okazję wykorzystać! Wielkie dzięki, pozdrawiam, Gustavo Woltmann

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s