Kopalnia Guido na Śląsku: atrakcja nie dla leniwych hipsterów

Zjechaliśmy 355 metrów wgłąb w Ziemi. Przeżyliśmy coś odmiennego i ekscytującego – górniczą szychtę w pełnym ekwipunku. Do tej pory na Śląsk zawsze patrzyliśmy przez pryzmat węgla i kopalni. Byliśmy przygotowani na spory wysiłek i niemałą porcję wrażeń. Czego uczy wizyta w Zabytkowej Kopalni Guido? Przekonajcie się. Bo nie jest to atrakcja na leniwych hipsterów i wygodnych panien.

Współczesny turysta musi mieć szeroki wybór. Współczesny turysta powinien odkrywać różne strony podróżniczego medalu. Współczesny turysta powinien być odważny i nie bać się wyzwań. I nie może uciekać od historii. A że do każdej naszej wycieczki czy podróży podchodzimy ambitnie to wybraliśmy się na Śląsk. OK, czasami lubimy się polenić. Bo to zdrowe. Ale co powiecie na to, by raz na jakiś czas zamienić błękit nieba, złoty plażowy piasek czy piesze szlaki na coś innego? W ciągu tygodnia przerzuciliśmy się z kajaków na górniczy ekwipunek.

Zachęcamy Was byście poczuli klimat Zabytkowej Kopalni Guido. Tylko od razu uprzedzamy – nie jest to atrakcja leniwych hipsterów i wygodnych panien. Dlaczego?

Zalatana Para Kopalnia Guido

Jestem synem Górnika

Pomysł, żeby zobaczyć co dzieje się na takiej głębokości, podsunęła mi Asia. Miała cykora przed zjazdem na dół, ale na ten pomysł poczuła sporą zajawkę. Nawet większą niż ja. Zgodziłem się bez szemrania. Wspólnie doświadczyliśmy czegoś nowego. Ja wychowałem się w Zagłębiu Miedziowym. W mieście, które śpi na miedzi. Jako dzieciak miałem mgliste pojęcie o pracy górnika, o zawodzie Taty. Wyciągi szybowe mijane na trasie były tylko atrakcją. Niska świadomość ryzyka, jaki wiążę się wykonywaniem tego zawodu, przesłaniała każde wyobrażenia. Tato, po prostu, zjeżdżał w dół, najpierw fedrował, potem zarządzał grupą ludzi. Przez 3 zmiany. I tak przez 30 lat.

Dopóki sam nie zjechałem 760 metrów pod powierzchnię Ziemi, na „wycieczkę”, nie wiedziałem, jaki trud człowiek tam podejmuje, by utrzymać rodzinę. Nie miałem bladego pojęcia z jakim poziomem poświęcenia, ciężkiej pracy, stresu to się wiążę. Pamiętam strach i drżenie rąk, gdy Tato kilka razy nie wrócił na czas, bo o stałych godzinach wracał do domu.

Dziś „80% Polaków wysoko poważa Górników” – mówią dane CBOS z 2014 r. „To wynik porównywalny do profesorów” – piszą dalej badacze. Tylko co z tego, jak media karmią nas newsami nafaszerowanymi ciągłymi roszczeniami płacowymi Górników… Żeby nie było, w pewnej części mają oni rację. Ale my nie o tym tutaj.

Kopalnia Guido gotowy na szychtę

Zobacz także: Dynamit w ogniu. Takiego wypadku nie było w dziejach kopalnii…  Wanda Dybalska
Ratownictwo górnicze: Nie jestem takim twardzielem (reportaż) Wanda Dybalska

Poziom 0 – euforia i niepewność

Pewnie pomyślicie, że się wymądrzam. Bo tatuś-górnik. Równie dobrze ktoś mi zaraz powie: A kierowca autobusu to nie ciężka praca? A makler giełdowy nie przeżywa stresu? Jestem synem nauczycielki, wiesz, co ja w domu przeżywam? OK, spoko. Nie chce wartościować żadnego zawodu. Z racji doświadczeń czuje się jednak trochę upoważniony, by móc zająć tutaj takie stanowisko. Każdemu człowiekowi i uczciwie wykonywanemu przez niego zawodowi należy się szacunek. Właśnie. Szacunek. To słowo klucz. Tego uczy wizyta w Zabytkowej Kopalni Guido. Szacunek do pracy, do ludzi, do zarobionych pieniędzy. Do tego, że nic nie przychodzi za darmo.

Przedsmak trzy i pół godzinnej przygody mieliśmy już w szatni. Grupa odziana w nowe szaty weszła pod skrzydła przewodnika. Pan Piotr, który swoją górniczą karierę rozpoczął w latach 60-tych, po krótkim wstępie i instrukcjach zaprowadził nas pod windę.

Zobaczcie, jak wygląd prawie kompletny ekwipunek Górnika (brakuje baterii i lampy). To flanelowa koszula w kratę, hełm, gumioki (kalosze) oraz pokrowiec na baterię.  Tę ostatnią chowamy w torbie przypinanej do pasa. I tak hajer gotowy jest na szychtę.

Zestaw Górnika na szychtę Kopalnia Guido

Praca w grupie. O tym jak jest to ważne, przekonujemy się już w szatni. Dwie torby z narzędziami musimy zabrać i nosić przemierzając wszystkie chodniki. Gdy pada z ust przewodnika hasło, wszyscy patrzą po sobie. Nikt nie kwapi się, by zarzucić na ramię ciężki ekwipunek. Przewodnik stoi sztywno i cierpliwie wyczekuje. Próba czasu i charakteru. W 9-osobowej grupie było 3 Panów. Jeden z nich wolał „kręcić kamerką” niż zaangażować się w pracę. Potem z tego samego powodu wyprowadzi mnie lekko z równowagi…

W końcu torbę chwytamy i idziemy pod windę.

Zabytkowa Kopalnia Guido przed wejściem

Zjeżdżamy do poziomu 320 metrów pod powierzchnią. Nam zajęło to 1,5 minuty. A zgadniecie, ile trwało zwiezienie pracującego konia jeszcze na początku XX wieku na dół? 8 godzin! Blisko 80 rumaków pracowało jednocześnie w chodnikach, ciągnąc tony węgla. Tak było zanim nastąpiła mechanizacja. Niestety, był to zjazd tylko w 1 stronę. Bez powrotu.

Kopalnia Guido przed zjazdem

Kopalnia Guido oczekiwanie na zjazd

Poziom 320 – Łysek z pokładu Idy to blady mit

Winda (szola) składa się z trzech poziomów. Asia jest niżej, ja jestem metr nad resztą grupy. Jadę z przewodnikiem. W windzie ciemno. Kilka snopów światła z lampy górniczej innych osób ląduje na mojej twarzy, gdy zadaje pytanie:

– To ile tych zjazdów ma Pan za sobą – zaczynam – Oj, nie mam  pojęcia, to się już liczy w latach – odpowiada ze spokojem.
Ale nie wierzę, że wszystkie zjazdy są identyczne – nie odpuszczam. Było coś, co Pana zaskoczyło? Przewodnik spogląda na mnie trzymając się poręczy. – Był jeden taki gość. Grupa zjeżdżała późną jesienią, a on chodzi na bosaka. Pytam go, bo coś nie wierzę, że bez butów też chodzi zimą… Naśladuje Pan Cejrowskiego, pytam. A on: – A gdzie tam. Cejrowski to podróba. Ja jestem oryginał.

Historie Pana Piotra słyszymy nie raz w trakcie szychty. Pokonując kolejne metry chodników coraz bardziej otwiera swój worek z anegdotami. Nie sposób ich powtórzyć. Zobaczcie, jak wyglądało nasze wejście do windy, zjazd i wyjście na poziomie 320. Sygnalista sztabowy daje sygnał, jesteśmy gotowi do wejścia. Wbrew obawom, winda nie trzęsie, nie telepie, a hałas nie zamknie Wam powiek z bólu. Przełkniecie jedynie ślinę, bo ciśnienie się zmienia.

Gromadzimy się w jednym miejscu, przy podwieszonym na linach koniu. Wszyscy zadzierają głowę do góry. Koń podwieszany na linie? Taki był patent na transport koni. Lekko nie było. Pracujący koń z każdym rokiem ślepł, a jego staż wynosił maksymalnie 4-6 lat. – Czyli tak jak czytaliśmy w „Łysku z pokładu Idy”? – mruczę coś pod nosem. Przewodnik wyłapuje w mig i bez zastanowienia odpowiada, że autora chyba poniosło. Bo nieprawdą jest, że konie na Święta wywożono na powierzchnię. Po co komu ślepnący koń – dodaje na zakończenie.

Poziom 355 – szychta, czyli 1,5 km w 3,5 h

To trasa wymagająca. Na termometrze 17 stopni (w kopalni miedzi to niemal 30 stopni i wilgotność rzędu 80%).  Dalej było tylko ciemniej, mroczniej. W koło coraz więcej węglowego pyłu. Jeśli liczycie na spokojny spacerek i garść górniczych historyjek, to tego drugiego możecie się spodziewać. To już wiecie. Schodząc coraz niżej, przedzieramy się chodnikami o różnej szerokości i zmiennym nachyleniu. Przez lata Kopalnia Guido służyła jako miejsce ćwiczebne dla przyszłych górników. Tak jest też dzisiaj. Pan Piotr z wprawą recytuje kolejne wersety, a krajobraz trasy prawie się nie zmienia.

Jest ciemno, cicho, prawie bezwietrznie. Prawie, bo czasem czuć na twarzy powiew tłoczonego powietrza. Za każdym razem widzimy całą masę górniczej stali. Przechodząc kolejne chodniki przewodnik melduje telefonicznie górze, że z nami wszystko w porządku. Zanim zaczniemy praktyczne zadania, entuzjazm w grupie nie spada. Zmieni się po piątym zadaniu…

zabytkowa kopalnia guido poziom 355

Szychta na poziomie 355 metrów jest dostępna dla turystów dopiero od lutego 2016 roku. Przewodnik w końcu poważnieje i zleca pierwsze prace: montaż przenośnika taśmowego. Do dyspozycji śruby, narzędzia i wszystkie elementy. Grupa musi się dogadać i współgrać. Wszyscy grają do jednej bramki. Zrealizować cel. I nie ma, że fryzura pod hełmem się zepsuje.

Słychać: „dobrze, tak trzymaj, podnieść wyżejta rolka nie pasuje, podmień„. Albo:„bez sensu, ta śruba jest przekręcona, nie pójdzie„. Gdy zadanie wykonane, idziemy dalej.

Chodnik w Kopalni Guido

Co pewien czas zatrzymujemy się, a przewodnik tłumaczy co grozi górnikom w przypadku wybuchu pyłu, czym są zapory przeciwwybuchowe,  jak zabezpieczony jest strop, czym jest praca w atmosferze zagrożenia. Wymachuje górniczą ciupagą. Stuka. Puka. Pokazuje. Objaśnia. Z kolejnym metrem zaskoczyło nas coś jeszcze. Niesamowita witalność Pana Piotra. Być może to rutyna. Być może to znajomość niemal każdego kąta wyrobiska sprawiła, że poruszał się tak sprawnie. Ja myślę, że to owoce ciężkiej pracy, która z jednej strony wyniszcza, ale z drugiej, hartuje organizm.

Bogatą historię kopalni poznajemy, gdy siadamy na dwóch ławeczkach. Przez chwilę po uszach uderza cisza. Odwiedźcie to miejsce. Poznajcie ją namacalnie.

20160702_135701-1

Pamiętacie o zadaniach? W sumie było ich chyba pięć albo sześć. Jedno z nich: skręcenie rurociągu czy przeniesienie ważących kilkanaście kilogramów rur. Fitness underground. Z każdym metrem kilku młodym osobom z grupy (w tym trzem dziewczynom) zaczyna brakować pary. Marudzą. Widzę ich kwaśne miny. Przypadło mi w udziale, wspólnie ze starszym ode mnie kolegą, przenieść ciężki pas gumowego chodnika. Kilkanaście metrów w dół. Na tyle daleko i głęboko, że tracę z zasięgu wzroku resztę grupy. Ich lampki blakną.

Wyblakło całkiem też ich poczucie obowiązku i zapał do pracy w grupie: – Boże, co się stanie z moimi włosami jak ściągnę hełm…” – rozczuliła się nad sobą uczestniczka. Spojrzeliśmy z Asią po sobie. Biorę się za rozkręcanie rurociągu. Przewodnik ponagla innego, młodego, a ten: „Nie no, ja podziękuje, będę kamerował” – wycedził ironicznie i odpalił kamerkę GoPro. Przesadził po raz kolejny.

Myślałem, że go trzasnę. Kluczem dwudziestką-czwórką.

20160702_150432-1

Przy przecinaniu drewnianego stempla maruderzy trochę się zreflektowali. Chyba podświadomie wyczuli złość części grupy. W ruch poszły piły z szerokim brzeszczotem.

20160702_155547-1

Chodnik „Andrzej”, to prawie czołganie się po ziemi… OK, przesadzam, ale kilkanaście metrów musicie pokonać „na kucaka”. Pył wdziera się do nosa (maski nie założył prawie nikt). Dobrze, że jest kask. Kilka razy uderzamy z Asią głową o niski strop. To punkt kulminacyjny szychty. To nie wygodne biurko gdzieś w korpo. W takich warunkach wydobywano wungiel, byś ktoś na powierzchni mógł zapalić w piecu. Gdy robimy rundę po stromych schodach jest chwila, by odsapnąć i wykorzystać flanelową koszulę jeszcze bardziej. Wycieramy czoło.

Pocieszam się, że po szychcie wspólnie napijemy się czegoś zimnego.

20160702_152123-1

Poziom 320 – piwo i bigos pod ziemią

Jesteśmy fanami ciemnego piwa. O tym już pisaliśmy, choćby w relacji z Pragi czy browaru Miedzianka. Po wyjściu trafiamy do pubu mieszczącego się w Hali Pomp: – Tutaj za mną jest pub, możecie coś zjeść, napić się. Jest wifi, więc jak ktoś ma ochotę niech zrobi zdjęcie i puści rodzinie, znajomym przez „łotsapy” (WhatsApp, to taki smartfonowy komunikator) mówi przewodnik, czym rozbawił nas. – No wiecie, Wy młodzi się na tym znacie – kończy i wskazuje palcem Halę. Przebieramy nogami. Idziemy do hali.  Jedynym minusem, który nieco psuje finisz atrakcji to fakt, że jeszcze niedawno w cenie biletu było piwo. Dziś musimy za niego zapłacić. 10 zł z kija, 25 zł… w butelce (Aktualizacja: obecnie jest nieco taniej. W butelce 750 ml jasne/ciemne kosztuje 20 zł) Taka jest cena smaku regionalnego trunku, klimatu i otoczenia.

A wnętrze? Sami spójrzcie. Taki industrial może się podobać.

Piwo Guido poziom 320

Kopalnia Guido – dla kogo jest ta atrakcja?

Jest w tym wpisie trochę osobistej historii, pojawia się lekka irytacja. Nawet zdjęcia nie są super jakości (wybaczcie), bo nie ryzykowałem testowania sprzętu w takich warunkach. Zdałem się na możliwości smartfona. Nie ma złotego piasku, zamiast tego w nozdrzach kręcił się węglowy pył. A człowiek nie dość, że musiał się napocić, to jeszcze za to zapłacił. Szychta na poziomie 355 nie jest dla wszystkich. Delikatnie liźniesz górnicze korzenie, co jednak kosztuje trochę wysiłku.

Doskonale sprawdzi się to miejsce jako wypad na weekend w gronie znajomych. I wiecie co, to świetny pomysł na teambuilding. Wygodnisie i leniwe panie mogą zjechać do poziomu 170 i 320. Czy nie jestem zbytnio złośliwy? Zarezerwujcie bilety TUTAJ, weźcie ze sobą ręczniki i przybory do mycia. Bez obaw.

W końcu każda szychta kończy się w łaźni.

20160702_174651-1-1

Kopalnia Guido – bilety

Aktualizacja październik 2016 r.

Od jesieni kupisz już wygodnie bilety on-line (dotychczas tylko na miejscu po wcześniejszej rezerwacji). Masz do wyboru 6 propozycji. Szczegóły zobaczysz tutaj.

Kopalnia Guido – wideo

Obejrzyj 30 sekundowe wideo przygotowane przez organizatorów. Swietnie oddaje klimat miejsca. To co, kiedy planujesz weekendowy wyjazd?

Advertisements

10 uwag do wpisu “Kopalnia Guido na Śląsku: atrakcja nie dla leniwych hipsterów

  1. Dla poprawienia tylko przypomnę wszystkim osobom, które chcą Nasz wspaniały pub odwiedzić w najbliższym czasie z grupką znajomych, że piwko w butelce 750ml jasne/ciemne kosztuje 20zł.

    Pozdrawiam pracownik strefy K8.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć Misiaczku 🙂 Mamy ten komfort, że publikujemy zatwierdzone komentarze. Popatrz, jakiego dostąpiłeś zaszczytu. Hm, no nie dodaliśmy, że na końcu odśpiewaliśmy Międzynarodówkę, a ja nie pokazałem tatuażu z Bierutem, Marksem i Engelsem. Na plecach mam. Buziaki i uściski 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s