Bratysława w cieniu Wiednia, czyli pojedynek hipstera z gentelmanem

Bratysława jest jak hipsterka z prowincji. Młoda i z aspiracjami. Chce się czymś wyróżnić, by kreować się na wyjątkową. Miejscami akcentuje swoją oryginalność. Ba, traktuje to jako priorytet. Chce zabłysnąć. Tu i teraz. Ale tak naprawdę, nie wiadomo czym… Coś deklaruje, ale brakuje jej wyrazistości. No i ma jeden duży problem. Jest nim Wiedeń. Stanie w cieniu dostojnego gentelmana może przyprawić o kompleksy. Czy Bratysława na weekend to dobry pomysł? Tak, jeśli przenocujesz… na statku.

Zwiedzanie europejskich stolic, tutaj, w naszym regionie, ma to do siebie, że siłą rzeczy, jeśli człowiek był już w kilku miejscach, to zawsze dokonuje jakichś porównań. W tym przypadku, a to z Pragą, a to z Wilnem, a to z Berlinem. I to pomimo tego, że to niespełna półmilionowe miasto. Spacerowanie po Bratysławie ma swój urok. Jeden dzień w zupełności wystarczył nam, by się tym miastem nasycić.  Jak wyglądał nasz spacer? Podążaliśmy trasą koronacyjną. Zobaczyliśmy najciekawsze miejscówki w mieście i okolicy.

Nocleg w Bratysławie – zamieszkaj na statku

Gdzie nocować w stolicy Słowacji? W bazie noclegowej można przebierać, ale ceny nawet najprostszych hosteli nie są niższe na tle Pragi czy Budapesztu. My postanowiliśmy nie iść w sztampę, dlatego wybraliśmy… statek przycumowany do nabrzeża Dunaju. Wyobraźcie sobie, że mieliśmy widok na UFO każdego ranka, gdy przeciągaliśmy się po wstaniu z łóżka. Przyznacie, że opcja noclegu na Dunaju w pobliżu symbolu Bratysławy na przycumowanej łodzi to dość kusząca propozycja. Wprawdzie cenowo nie była to oferta najniższa. Kajuty, a właściwie pokoje na bookingowych zdjęciach wyglądają znacznie korzystniej niż w rzeczywistości (cóż za zdziwienie, prawda). Klimat nieco miniony i raczej w żaden sposób nie oddający poziomu 3-gwiazdkowego hotelu.  Ale tak to już jest, jak płaci się za lokalizację i widoki. Czy warto? Ujdzie. Tylko te potwornie monotonne śniadania. Parówki, jajecznia, krojona papryka, mało różnorodne pieczywo, wędliny i paskudna kawa. A co podają w UFO? Dziś mieści się tam restauracja. Ale opcja wjazdu za 6 euro i obiadu za min. 25 euro skusiłaby chyba tylko wybitnych fanów luksusów.  Czy warto? Naszym zdaniem nie. Takie pieniądze lepiej wydać w Wiedniu.

Kiedy byliśmy: 26-28 marca 2016 r. (Wielkanoc)
Przejazd na trasie: Wrocław > Katowice > Wrocław (PolskiBus).
Koszt: 20 zł/2 strony/1 os.
Transfer: Katowice > Bratysława > Katowice (PolskiBus).
Koszt: 60 zł/2 strony/ 1 os.
Nocleg: 500 zł (z podatkiem miejskiem i śniadaniami), 3 noce/2 osoby.
Miejsce: Botel Gracia w Bratysławie

Bratysława to nie klejnot Dunaju

Przynajmniej jeśli mówimy w kontekście efektu pierwszego wrażenia. Umówmy się tak na wstępie, bo w naszym odczuciu tak jest (takim klejnotem może być np. Budapeszt).  Zaryzykujemy twierdzenie, że 90% turystów, którzy zamierzają postawić tu nogę, za główny cel obiera sobie Wiedeń. I Wy tak też zróbcie (transfer między miastami tylko 2 euro!). W przeciwnym razie poczujecie się rozczarowani. Miasto ma bogatą historię, choć sama nazwa Bratysława funkcjonuje dopiero od 1918, a stolicą stała się w 1993 r. Niegdyś funkcjonowała jako niemiecki Pressburg, potem przygarnęła węgierskich królów, którzy przenieśli tu swoją stolica i nazwali ją Pozsony. Taka spuścizna historyczna to duży atut. Każda z tych kultur pozostawiała po sobie ślady. Ale tak jak w przypadku Wrocławia, także tutaj, w cieniu Karpat pojawili się radzieccy zbawiciele. Radosny i twórczy socrealizm pozostawił trwałe ślady w przestrzeni miejskiej. Na pierwszy traficie tuż po przyjeździe Polskim Busem (jeśli tak tu dojedziecie). To Autobusowa Stanica, czyli dworzec. W holu nad Waszymi głowami, tuż przy wyjściu ukaże się czerwony, przecięty wzdłuż autobus Ikarus pełniący dziś rolę… baru. Wierzymy w Waszą wyobraźnię, bo zdjęcia nie zrobiliśmy.

venturska bratislava

Bratysława atrakcje – co warto zobaczyć

Koronacyjna trasa w Bratysławie

Królewskie orszaki mają tu bogaty rodowód. Pierwsze pojawiły się już w XVI wieku. Dziś przypominają o tym niewielkie symbole złotej korony, które możecie śledzić spacerując ulicami Starego Miasta. Można je przegapić, więc warto patrzeć pod nogi. Symbole pokierują Was pod Katedrę św. Marcina czy Michalską Bramę. I właśnie to ostatnie miejsce obraliśmy sobie na pierwszy docelowy punkt. Stamtąd ruszyliśmy na Bratislavsky Hrad (o nim nieco niżej). Wcześniej jednak leniwie rozglądaliśmy się dookoła w poszukiwaniu miejsca na kawę i parę słodkich kalorii. Być może0 fakt, że miasto zwiedzamy w Święta sprawił,  że otwartych punktów jak na lekarstwo. Gdzie ten klimat znany choćby z Pragi?

Wąskie uliczki w Bratysławie

Trochę kuszą, by odbić w nieznanym kierunku. Zresztą, co tu dużo mówić, Stare Miasto to tak niewielki obszar, że zanim zdążysz się rozpędzić już wychodzisz poza jego granicę. Trochę to rozczarowujące. Dość szybko dochodzimy więc do rynku Hlavné námestie nie zdając sobie sprawy, że za kilka minut okrążymy to miejsce przy street foodowym barze Orbis i wejdziemy od innej strony, tuż przy punkcie informacji turystycznej.

Čumil – bratysławski kanalarz

Wcześniej jednak w miejscu, w którym krzyżuje się Laurinská z Panská znad brukowej kostki spogląda na nas Čumil. Chyba z braku jednego, wyrazistego symbolu, bratysławski kanalarz szybko stał się rzeźbą promującą miasto. Jak przyjrzycie siè jego wypolerowanemu beretowi, sami zrozumiecie dlaczego. Ekhm, nawiasem mówiąc w Pradze turyści polerują co innego (zobaczcie tutaj). Czy to przynosi szczęście? A czy moneta wrzucona do Fontanny di Trevi zwróci się jak dobra karma?

cumil bratysława

Ratusz w Bratysławie

W tym mieście da się odetchnąć. Tutaj nie zadepczą Cię japońscy turyści, a cień padający z ich z długiego obiektywu nie zasłoni Ci twarzy. W punkcie informacji turystycznej na Ursulinskiej kilkunastu podróżnych dość niemrawo pochyla się na stojakami z ulotkami. Chwytamy darmową mapkę miasta i obieramy cel – Bratislavsky Hrad. Wcześniej jednak robimy tzw. turystyczną pozerkę, tuż przy bratysławskim magistracie, naprzeciwko XVIII-wiecznego Pałacu Prymasowskiego. Kolejny dowód na kameralność miasta? Długie oczekiwanie na kogoś, kto zrobi nam zdjęcie.

20160326_114310-1

Kilkanaście kroków dalej wchodzimy na dziedziniec bratysławskiego Ratusza.

bratyslawa weekend lub 1 dzien co zobaczyc

stare miasto bratysława

Przecieramy oczy ze zdumienia wchodząc przez dziedziniec ponownie na Hlavné námestie, patrzymy po sobie mrucząc coś pod nosem. Przecież plac Solny we Wrocławiu, nawet nie mając bratysławskiej fontanny (najstarszej w tym mieście) robi większe wrażenie. Szukamy po omacku jakichś zabawnych symboli w tym mieście. Słowacy i Czesi przez lata żyli przecież razem, ale chyba Ci drudzy mają więcej dystansu do siebie i  Świata. Szyderczy humor, znany z Pragi, a  odzwierciedlający się choćby w sztuce ulicy i pracach Davida Cernego, mało jest widoczny w Bratysławie. Odbijamy w prawo w kierunku Michalskiej Bramy.

20160326_120318-1

20160326_121925-1

Tuż pod Bramą Michalską pod stopami trafiamy na pierścień, a na nim odległości do najważniejszych stolic Europy i Świata. Do Wiednia tylko 57 km.

weekend bratysława na 1 dzień co zobaczyć

Kawiarnie w Bratysławie

Nie tętnią takim życiem jak we Włoszech. Nie rozleniwiają tak, jak te z południa Europy. Ale zataczając kółko i krocząc przed siebie można trafić na przytulne i nietuzinkowe lokale, jak np. kawiarnia dla kociarzy. Miłośnicy sierściuchów poczują się jak w niebie sącząc kawę i mając możliwość pogłaskania wałęsających się kociaków. To na Zamockiej jest Mačkafé. Spoglądając przez szybę patrzymy do środka. Reklamująca się hasłem „Let’s go relax” przyciąga nie tylko rodziny z dziećmi. Wcześniej jednak wstępujemy do klimatycznej knajpki La Cocina. Obok kilkuosobowa grupa Słowaków sączyła bąbelkowe prosecco. My  za niewielkie pieniądze pijemy kawę i dobre, nieprzesłodzone brownie.

La Cocina Bratislava Stare Mesto

20160326_131527-1

Bratislavsky Hrad

Odwrócony do góry nogami stół. Cztery wieże, które są zwieńczeniem każdego z narożników budują takie skojarzenie w naszych umysłach. Zamku nie cechuje habsburski przepych. Dziedziniec jest wręcz do bólu ascetyczny i kreślony jakby od linijki. W sobotnie przedpołudnie czujemy się tu niezwykle komfortowo. O dziwo nie ma lasu selfie-sticków. Cóż, socrealistyczny las bloków wyłaniający się z widokowego tarasu, to chyba nie to, czego mógłby oczekiwać turysta od klejnotu Dunaju. Perspektywa z blisko 90-metrowego wzgórza na rzekę budzi mieszane uczucia. Czy byłoby inaczej, w pełni lata i przy bezchmurnym niebie? Tak, narzekamy, bo mamy do czego porównywać. Tak, jesteśmy wybredni. Sorry. Budapeszt miażdży.

bratysława panorama weekend
Bratyslawa Hrad

Jest położona trochę w cieniu, ale po drodze, więc chyba nie warto pomijać tarasu restauracji Hrad. Panorama Bratysławy z tego miejsca jest o niebo ciekawsza.

20160326_135308-1

na weekend bratysława panorama 2 dni

20160326_135946-1

bratislavsky hrad blog

20160326_141233-1

20160326_141448-1

Zamek Devin

Tak, zobaczmy, jedźmy! Przed wyjazdem niemal z entuzjazmem planowaliśmy wizytę w tym miejscu. Położone na szczycie wapiennego wzgórza ruiny zamku Devin górują dziś nad granicą słowacko-austriacką. Obrazy rozpalają wyobraźnię. U podnóża, stojąc na brzegu, przyglądamy się płynącej w kierunku Wiednia łodzi (cumuje tuż obok Botelu Gracia, gdzie nocowaliśmy). W zasięgu wzroku widoczna jest dość skromna rzeka Morawa. Wpływa tu do Dunaju. Łódź jest już po austriackiej stronie, a nurt niezwykle szybki. My stoimy podirytowani, bo przez chaos na przystanku umknął nam autobus 28, przez co pocałowaliśmy klamkę bramy wejściowej (wstęp na ruiny zamku 1,5 euro). Popołudniem przylegający parking zapełnił się autami. Okolice to dość popularny teren spacerowy. Cała wyprawa rozpoczęła się pod Mostem SNP, czyli Most Slovenského národného povstania (250 metrów od miejsca naszego noclegu). Przejazd na zamek Devin zajmuje ok. 25 minut, kolejne 10-15 min musicie zarezerwować na spacer od przystanku pod wejście.

20160326_150844-1

Lany Poniedziałek to ostatni spacer uliczkami Bratysławy w kierunku dworca autobusowego.

Kościół św. Elżbiety

Bardziej niż zamiłowaniem do turystyki sakralnej, kierujemy się ciekawością. Nie często zdarza się, by świątynia miała tak wyrazisty wizerunek. Niebieska świątynia w pobliżu ul. Gajovej. Faliste linie i liczne ornamenty, nietypowy kształt ścian i wszechobecny kolor niebieski przyciąga uwagę. Wy też macie skojrzenia z domkiem z piernika? Trudno dociekać, jakimi ambicjami kierował się projektant.


20160328_095243-1


20160328_095509-1

Ulica Grösslingova

A pamiętacie bratysławski wątek socrealistyczny? Jak żywy funkcjonuje właśnie na ul. Grösslingovej. Jeśli pojawimy się w tym mieście ponownie, wstąpimy do Klubu u Klimka.

Bratysława praktycznie

Zamek Devin – jak dojechać?

Bilety do kupienia w automatach. Dobra rada – miejcie w portfelu drobne. Okoliczni sklepikarze niechętnie rozmieniają na bilon. Autobus jedzie ok. 20 minut. Ruiny zamku otwarte są do g. 16. Autobusowy bilet jednorazowy kosztuje 0,90 €.

Jak dojechać do Bratysławy? Własnym autem lub skorzystać z oferty tanich przewoźników LuxExpress czy PolskiBus. Przejazdy z Warszawy, Katowic i Krakowa. Do Bratysławy lata także Ryanair z Berlina. Wygodna alternatywna dla mieszkańców zachodniej Polski.

Gdzie zjeść w Bratysławie?

Knajpa w której płacisz tyle ile uważasz. Lokal który ostateczną cenę podaje Ci po ilości spędzonych w nim minut. Takich społeczno-biznesowych eksperymentów na Świecie jest sporo. Jeden z nich możecie doświadczyć w Bratysławie. Zachęceni opisem w sieci postanowiliśmy sprawdzić lokal Dobre&Dobre. W odrestaurowanej hali targowej mieści się ni to restauracja, ni to kawiarnia. Wnętrze stylizowane na lata przedwojenne. Ci, którzy ją prowadzą i podają smakołyki gościom, to chyba najbardziej przyjemna obsługa w mieście. I zupełnie nie przeszkadza nam, że są to… byli bezdomni. Słowacja fundacja Vagus tym projektem pokazuje, że pracą, a nie jałmużną można wyjść z bezdomności. Siadamy tuż obok pianina. Panowie niezwykle zadbani, w dobrze skrojonych koszulach w kratę podali nam niewielką przekąskę i lokalne piwo. Bardziej potraktujcie to miejsce jako przystanek na dobrą kawę niż pomysł na solidny obiad.

Dobre piwo. Średnie jedzenie. Tak możemy podpiąć się pod tę opinie i określić „klubownię” Venturska. Zachodzimy do niej wieczorem skuszeni różnorodnością browarów i tłokiem (tym razem ulegliśmy instynktowi stadnemu). Tłok, ścisk, brak miejsc. Zostaje nam miejsce przy długim, drewnianym barze. Ciemne piwo na start (mamy do niego słabość). Chwilę potem lądują słowackie gnocchi. Kluseczki nie porwały nas, więc po wyjściu pozostał niedosyt. Potraktujcie to miejsce bardziej jako dobry pub (leją własne piwo) niż miejsce na zaspokojenie głodu.

Wiedeń i Bratysława – udana weekendowa para

Bratysława nie przytłacza habsburskim przepychem i tłumem turystów. Wiosną jest spokojnie. Nie denerwują uliczni naganiacze znani z włoskich czy paryskich uliczek, wszędobylscy sprzedawcy pamiątek. W tym mieście to Ty decydujesz, gdzie chcesz wejść, zjeść, odpocząć. Uwierz nam, że poczujesz się w pełni spełniony, jeśli odwiedzisz Wiedeń. Dojazdy do oddalonego o blisko 60 km miasta, kosztują zaledwie… 2 euro. Zobacz 15 sekundowy trailer z naszego wypadu do Wiednia. Jest na naszym Instagramie

Zobacz, jak wyglądał nasz drugi dzień weekendowego wyjazdu, czyli spacerowo po Wiedniu, od spalarni śmieci po wiedeński Ring. Z relacją zapoznasz się TUTAJ.

IMG_9376-1

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Bratysława w cieniu Wiednia, czyli pojedynek hipstera z gentelmanem

    1. Cześć Ania! Dzięki za komentarz. Fajnie, że nasze wrażenia i wskazówki mogą Ci pomóc. To tylko wycinek tego, co można zobaczyć w Bratysławie. Warto, a nawet trzeba, planować pod swoje potrzeby. Kiedy się wybierasz? Pozdrawiamy!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s