Wilno na weekend, czyli chałupy welcome to…

Wileńszczyzna to wprawdzie nie Andaluzja, a stolica Litwy nigdy nie będzie słoneczną Sevillą, ale to nie znaczy, że Wilno nie ma klimatu. W końcu Adam Mickiewicz poetycko „śpiewał”: Litwo, Ojczyzno moja… To miasto niesamowitych kontrastów! Pełna drewnianych chałup dzielnica Śnipiszki, artystyczne Zarzecze, urokliwe Stare Miasto, a w tle nowoczesne biurowce. Co warto zobaczyć w Wilnie. Czy wrócimy tam po raz drugi? Zdania mamy podzielone…

widok z wieży giedymina wilno
 jarmark bożonarodzeniowy wilno

Jarmark Bożonarodzeniowy. To właściwie on nas tu ściągnął. No i promocyjne ceny. Wyobraźnie rozbudziła niezwykła choinka postawiona tuż obok Katedry Wileńskiej. Pomyślałem jednak w duchu: Boże, że ja dałem się znowu namówić na kilkanaście godzin jazdy autokarem (mimo wszystko wygodny LuxExpress). Po intensywnym roku 2015 miałem dość męczących tras. Ale czego się nie robi dla pasji… Nasza wiedza o Kresach Wschodnich była do tej pory szczątkowa. Chcieliśmy ją choć trochę uzupełnić. Mieliśmy ochotę wyjść poza schemat i wyrytą w podstawówce na pamięć inwokację Adama Mickiewicza. Czy nam to się udało? Podpowiadamy co warto zobaczyć w Wilnie o każdej porze roku.

Kiedy byliśmy: 12-13 grudnia 2015 r.
Przejazd na trasie: Wrocław > Wilno > Wrocław (LuxExpress). Koszt: 92 zł/1 os./w 2 strony
Nocleg na Śnipiszkch  (kliknij w nazwę, aby poznać szczegóły): 10 euro/1 os./1 noc
Kieszonkowe na weekend: 50 euro/2 os.

Wilno – co warto zobaczyć? Poznaj te atrakcje!

Zanim napiszemy więcej o Jarmarku, warto przyjrzeć się lepiej jednej z dzielnic. Zamieszkaliśmy w dość ciekawym miejscu, które powoli chyba zdaje się zanikać…

weekend w wilnie jarmark bożonarodzeniowy

Dzielnica Śnipiszki

Meldujemy się na prawobrzeżnej części Wilna. Ul. Giedraičių. Gości nas polska rodzina. Wszyscy mówią piękną polszczyzną z melodyjnym akcentem. Mieszkają zaledwie 25 min piechotą od Starego Miasta. Za plecami wiejskiej, drewnianej chałupy, w której rozgościliśmy się na wyremontowanym poddaszu, wnosi się centrum handlowe Europa i wysoki na kilkanaście metrów biurowiec – najwyższy na Litwie. W sąsiedztwie w jednym rzędzie stoją poczciwe wiejskie, drewniane chałupy. Klimat osobliwy, ale pociągający. Bo inny. Gdy patrzysz na stary drewniany dom, a w tle widzisz nowoczesny blok mieszkalny, trochę kręcisz głową nie dowierzając. Dlaczego warto tu zajrzeć? To wieś w mieście, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Kolebka najlepszych tradycji i rzemiosła. Rustykalne, drewniane Śnipiszki może nie od razu znikną z mapy Wilna. Odnieśliśmy wrażenie, jakby ten miniony urok kurczył się przed napierającym centrum biznesowym. W pobliżu kilka chałup stało pustych i zdewastowanych. Czy nowe auta zaparkowane na podwórkach dają nadzieje, że takie dzielnice jeszcze się uchowają? Będąc w Wilnie musicie doświadczyć klimatu starego Wilna właśnie w tej dzielnicy. Wstąpcie na Śnipiszki.

snipiszki wilno
weekend w wilnie-2

Plac Katedralny

Pogoda była taka, jakby ktoś nam pryskał w twarz zraszaczem do kwiatków. Ale nie skreślaliśmy tego miasta na starcie, choć – umówmy się, bo pewnie też tak macie – zupełnie inaczej odbiera się dane miejsce, jeśli pogoda jest piękna, a niebo niebieskie. Pierwsze kroki kierujemy na plac na którym mieścił się Jarmark. To taki pierwszy wileński klasyk. Chcemy skonfrontować rzeczywistość z oczekiwaniami (a te związane z Jarmarkiem były ogromne). Idąc w dół przekraczamy rzekę Wilia (Neris) i kierujemy prostu do centrum informacji turystycznej na ul. Vilniaus. Zaopatrzeni w kilka ulotek w języku polskim idziemy w kierunku Kościoła św. Katarzyny. Mijajmy wileński Uniwersytet, a wchodząc w kilka zakrętów trafiamy na ulicę Pilies. To usiany knajpkami, niewielkimi sklepami jeden z ciekawszych deptaków. Niska zabudowa nie przytłacza. Wiosną, gdy klony kwitną, musi być tu uroczo. Pierwsze odczucia: uliczki podobne do tych w Pradze. Brakowało jednak jakiegoś punktu zaczepienia. Czegoś, co nas zaskoczy. Chyba trafiliśmy na to drugiego dnia… Póki co, cmokaliśmy pod nosem.

wilno stare miasto zalatana para blog
Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-2

Podwórko Teatru Menų spaustuve

Błąkanie się po obcym mieście ma to do siebie, że trafiają się czasem miejsca, o których nie piszą przewodniki. Albo takie, które się zmieniają, w których odnajdziemy murale. Jednym z punktów w których zatrzymaliśmy się kilka chwil było podwórko tuż przed wejściem do wileńskiego teatru. Czasem nie ma się co specjalnie spinać i filozofować nad miejscem, w którym jesteś. Surowo rejestrujesz. Zrobiliśmy więc kilka zdjęć i ruszyliśmy w kierunku wileńskiej choinki. Była tuż za rogiem.

Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-14

Jarmark Bożonarodzeniowy. Domek skrzata, bo tak określono bożonarodzeniową choinkę, robił niesamowite wrażenie. Misternie przygotowana konstrukcja stojąca w cieniu Katedry, tuż przy dzwonnicy, imponowała zarówno w dzień, jak i w nocy. Przyznaliśmy zgodnie, że wrocławska choinka, niestety, prezentowała się blado…. W środku, co pewien czas, odbywały się projekcje bajek dla dzieci. Kiedy jechaliśmy do Wilna spodziewaliśmy się czegoś równie spektakularnego, co we Wrocławiu (prócz choinki). Zawód był jednak spory, bo prócz 8 może 10 budek nie było tam nic więcej. Pazernie szukaliśmy jakiejś rekompensaty. Grzane wino (2 euro) było także… o niebo lepsze i tańsze niż w stolicy Dolnego Sląska. Sorry, Wrocław.

Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-15
Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-16
Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-17
Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-18

Wieża Giedymina

Tak jak Kraków ma swój kopiec Kościuszki, tak Wilno posiada punkt z którego rozpościera się panorama na okolicę. To najpopularniejszy obiekt turystyczny w stolicy Litwy. Według różnych źródeł, rocznie odwiedza go ponad 150 tys. osób. Jednak dla Wilnian to miejsce ma szczególne znaczenie o czym można się przekonać oglądając ekspozycje we wnętrzu Baszty. Tu rodziła się historia miasta. Tu mieszkańcy jednoczyli się, gdy chcieli żyć na własny rachunek, tak jak Polacy w czasach Solidarności. Od 1990 r. dumnie powiewa na szczycie litewska flaga. Wieża Giedymina leży w bezpośrednim sąsiedztwie Placu Katedralnego. Docieramy po zaledwie 12 minutach spaceru krętą ścieżką, po kocich łbach. Turystów niewielu. Płacimy 2 euro za bilet i dreptamy schodkami do góry. Na każdym piętrze można zatrzymać  i przyjrzeć się ekspozycji. Projekcja filmu dokumentalnego, mapa na ścianie przypomina turystom czym był Bałtycki łańcuch.  23 sierpnia 1989 r. prawie 2 miliony osób złapało się za dłonie i utworzyło żywy łańcuch liczący blisko 600 km. Gdy docieramy na taras widokowy czujemy lekkie rozczarowanie. Praga wysoko powiesiła poprzeczkę, bo to do niej nieświadomie przyrównywaliśmy Wilno. Czy słusznie? Nie ma tu tyle ceglanych dachów jak w czeskiej stolicy, które nawet zimą urzekają i rozświetlają okolice.

Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-26
Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-27
wilno 2016 wilno weekend 2

Uzupis to nie litewskie Montmartre

Wilna nie zwiedzaliśmy sentymentalnie. Nie szukaliśmy też polskich akcentów. Nawet przypadkowo wpadliśmy na Adama Mickiewicza. Jego pomnik tuż przy Kościele św. Anny podpisany jest zupełnie nie tak, jak się spodziewaliśmy. Patrzył więc na nas Adomas Mickevicius. Ale nie rozdzierajmy historycznych szat. Bo zaledwie 250 metrów dalej, przy rzece Vilnia zaczęliśmy podróż w czasie. Trafiamy do autonomicznej Republiki Zarzecza powstałej 1 kwietnia, w Prima Aprillis, 1997 roku. Osobliwy eksperyment społeczny, który z odwagi jednej osoby przerodził się w śmiały manifest społeczny. Idea autonomii trochę naciągana, ale mieszkańcy doczekali się nawet własnej konstytucji. 38 spisanych praw zaprezentowanych w 25 językach. Kilkanaście lat temu były tu slumsy, dziś właśnie tam są jedne z najdroższych nieruchomości w mieście. Teren zauroczył artystów, a „marketing miejsca” dopełnił reszty. Szybko więc „ochrzczono” to miejsce wileńskim Montmarte. Dosyć to naciągane, bo będąc w deszczowym Paryżu jesienią spacer tamtejszymi uliczkami zachwycał bardziej. Tuż przed Świętami było tu cicho i ponuro. Może latem dzielnica żyje bardziej? Ja z chęcią bym się o tym przekonał. Asia niekoniecznie… I nie wiem, czy uda się nam osiągnąć kompromis. Jeśli traficie do Wilna na Wielkanoc, celujcie w Zarzecze. Odbywa się w tym czasie Dzień Białego Obrusu podczas którego mieszkańcy dzielnicy rozkładają białe obrusy nad rzeką Wilenką inaugurując świąteczny poczęstunek.

Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-43
wilno uzupis zarzecze wilno weekend
Uzupis Zarzecze Wlno
kot uzupis

Gdzie zjeść w Wilnie

Mieliśmy w pamięci regionalną kuchnie Podlasia: smaczną, swojską, ale tłustą i raczej nielekkostrawną. Wileńszczyzna raczy podobnymi smakami. Dlatego po zejściu z wieży i szybkim spacerze przez Park Bernardynów ponownie weszliśmy na ulicę Pilies. Trafiliśmy do typowej litewskiej knajpy o nazwie Forto Dvaras. W oknach kolorowo, w środku drewniane ławy, a na nich koronkowe obrusy. W wąskim przedsionku kolejka i barierka, taka jak przy selekcji w klubie. Po g. 15 jest tu na tyle tłoczno, że sami nie zajmiemy sobie miejsca. Prowadzeni ciasnymi korytarzami w piwnicy dostajemy swój własny stolik. Ja postawiłem na tradycyjne cepeliny z mięsem (4 euro). Niemal identyczne jak podlaskie kartacze. Asia wybrała tradycyjne pierożki. Wcześniej zasmakowaliśmy kremowej zupy z borowików serwowanej w żytnim chlebie (3 euro). Takie smaki są chyba zarezerwowane dla prawdziwych miłośników kuchni wileńskiej.  Trudno oderwać się od stołu po niezbyt sytym obiedzie. Asia po dziś dzień krzywi się na myśl o takiej kuchni. Ja polecam – dla odmiany.

Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-38
Forto Dvaras

Nadbałtycka sieciówka. Kontynuując wątek kulinarny zahaczymy o 2. dzień pobytu. Zwykle omijamy wszelkie sieciowe bary. Ale o dziwo Wilno jakby opierało się takiej ekspansji. Przynajmniej takie sprawia wrażenie. Trudno jest wpaść na sieciowy bar znany choćby z polskich miast. Był jednak jeden, na który się skusiliśmy. Stylistyka a la Pizza Hut, kąciki dla dzieci jak w przytulnej restauracji, wnętrze w przyjemnych kolorach, pobudzających apetyt. W menu Cili Pica dominują pizze, ale próbuje się sprytnie przemycić tradycyjne litewskie dania. I to duży plus. Bo to co zamówiliśmy (zapiekane w serze delikatne pierożki) okazało się smaczną i niedrogą przekąską.

Baton twarożkowy. Z Wilna nie przywieźliśmy żadnej spektakularnej pamiątki. Włócząc się po mieście w deszczu często trzymaliśmy ręce w kieszeniach. W trakcie drobnych zakupów w sklepie jeden smakołyk wpadł nam w oko i podbił podniebienie. Ta litewska słodycz (od 30 do 70 eurocentów) jest dostępna także w Polsce. To delikatny twarożek oblany czekoladą. Kilkanaście różnych smaków. Panie chyba potraktują je jako tanie oszustwo, jeśli liczą kalorie. Wierzcie nam – trudno było nam się oprzeć. Jak dzieci ładowaliśmy do koszyka batonik za batonikiem. Czy dowieźliśmy wszystkie do Polski? Kilka tak.

Ostra Brama – Święte miejsca. W Wilnie jest kilkadziesiąt kościołów. Obok siebie funkcjonują wyznawcy prawosławia i katolicy. Zabytki w stolicy Litwy zachwycają, my sami jednak nie jesteśmy przesadnymi miłośnikami architektury sakralnej. Ostra Brama zlokalizowana przy Kościele św. Teresy to najważniejsze sanktuarium Litwy. Chcieliśmy tylko rzucić okiem i poczuć klimat miejsca. Warto nie tylko zobaczyć, ale i spojrzeć z dwóch perspektyw.

Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-8 Weekend w Wilnie Zalatana Para Blog-9

Z czym Wam kojarzy się Litwa?
 Przy całej sympatii dla tego miasta trudno  nam było oddychać świąteczną atmosferą Wilna. Jarmark rozczarował, pogoda także. Asia nie czuje potrzeby by tam wracać, ja… nie podzielam jej pesymizmu. Podświadomie zawsze będziemy każde odwiedzane miejsce do czegoś porównywać. Czy jest sens stawiać to miasto na równi z Pragą? Wilno jest specyficzne. Doświadczyliśmy dużej gościnności. Dwa razy na przystanku, gdy spoglądaliśmy na pogmatwany rozkład jazdy, starej daty Polka-Wilnianka wskazywała nam drogę lub sugerowała odpowiedni kurs. Inna, w autobusie, pojechała z nami przystanek dalej, bo bardzo chciała nam wskazać Kościół św. Anny (ten obok pomnika Mickiewicza, w sąsiedztwie Zarzecza). To trochę dziwne, bo czuliśmy się jakbyśmy w Wilnie byli „u siebie”, ale jednak nie w swoim kraju. I te drewniane chałupy…

Reklamy

13 uwag do wpisu “Wilno na weekend, czyli chałupy welcome to…

  1. Zwykle staram się nie krytykować, ale muszę bo się uduszę, a może komuś jednak mój komentarz się przyda. Co przemawia za tym, by Wilno porównywać do Pragi? Jeden argument za tym zestawieniem – pls. Nastawienie to pierwszy krok do rozczarowań. To raz. Dwa, Wilno jest piękne, jeśli się miasto rozumie. Paryż, Barcelona, Lizbona rzucą na kolana bez przygotowania. Wilno nie, bo nie ta skala, nie ta zamożność, nie ten rozmach (poza kościołami, których fanami nie jesteście, jak piszecie). Trzy, pora roku na pierwsze spotkanie dobrana nienajszczęśliwiej. Hej, Wilno to północny-wschód, o tej porze roku błękitnego nieba się tam nie można spodziewać. Wilno zimą też jest fajne, ale trzeba już się nim wcześniej zachwycić, żeby te szarobure chmury nie przytłaczały, nie odbierały chęci do życia.

    PS. Byłam w Wilnie osiem razy, ostatni raz z 2004 roku, za miesiąc będę znowu pierwszy raz po 13 latach. Już nie mogę się doczekać.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Witaj!

      Dzięki za komentarz. Bez obaw. Cenimy konstruktywną krytykę. Także gaci nie ściągniemy i nie obrócimy się tyłem ;). Fajnie, że poświęciłaś czas na lekturę i spisanie tu swoich odczuć 🙂

      Poza tym jesteś miłośniczką dawnych Kresów i Wilna, więc nie nie ma sensu Ciebie na inny pkt. widzenia przekabacać 😛

      Wiesz, jeśli człowiek dużo podróżuje, sporo ogląda i podgląda, to siłą rzeczy – nawet nieświadomie – dokonuje jakiś porównań. Wyrabia sobie zdanie. Nie oszukujmy się. Architektonicznie i kulturowo Wilno my porównaliśmy z innymi stolicami w regionie Europy, no bo przecież nie do Rzymu.

      Nastawienie – jeśli przed wyjazdem się oczytujesz, studiujesz różne źródła, to przecież tworzysz sobie wyobrażenie o danym miejscu. Zgodzisz się?

      Być może to efekt brzydkiej pogody, tej paskudnej mżawki sprawił, że zbyt pochopnie oceniliśmy to miejsce. Ja tu bym wrócił (dodatkowo robiąc tour po Podlasiu), Asia niekoniecznie.

      PS. Też uważamy, że Lizbona zimą wymiata 😉

      Polubienie

      1. Też dużo podróżowałam (kiedyś), teraz też robię co w mojej mocy. I też mam „szufladki”. Praga-Kraków-Lwów-Wiedeń – tak. Wilno, jeśli miałabym porównywać z jakimś miastem, to chyba tylko z Grodnem. Serio. Jest jedyne na świecie (w mojej opinii), co zawdzięcza wyłącznie historii. Polsko-litewskiej, kresowej – więc bez niej jest jak wydmuszka. Za mało kolorowe, za mało ciepłe, by mogło się podobać.

        Ja się w Wilnie zakochałam od pierwszego wejrzenia (byłam w sierpniu), gdy wysiadłam z plecakiem z nocnego pociągu Warszawa-Wilno przez Białoruś, był rok 1999. I wracałam wielokrotnie, czasem na dłużej (zima 2000 roku, tydzień), czasem tylko na dwa dni. Nigdy nie udało mi się pojechać jesienią, żeby uchwycić Rossę różnokolorową, mam do nadrobienia.

        Wilno i Lizbona to moje dwa ulubione miasta, ale zima w Lizbonie jest znośniejsza niż w Wilnie, przyznaję 🙂

        Polubienie

        1. Wiesz, staramy się przyjąć dość otwartą postawę w stosunku do miejsc, które odwiedzamy. Chociaż blog to, kuriozalnie, niewdzięczne miejsce. Bo zdarza się, że opinie – mimo, że subiektywne – bywają spłycone przed weekendowe wrażenia. Ale przez to opisujemy to, czego nie ma w przewodnikach. Więc słowo „szufladka” nie ma tu (chyba) pejoratywnego znaczenia.

          Wilno i Lizbona to Twoi faworyci? Pięknie dwie skrajności i różne krańce Europy 🙂

          Na mnie (Łukasz) z kolei ogromne wrażenie zrobiła w 2002 Ukraina i Krym, jeśli już trzymamy się Wschodu.

          Polubienie

          1. Szufladka – w sensie półka na której sens jest porównywać. No bo jak słusznie zauważyłeś, Wilna z Rzymem nie zestawisz. Ale (moim zdaniem) z Pragą Wilno ma tylko jeden punkt wspólny – jest stolicą na bardzo krótki city-break, nawet dwudniowy. Historycznie, rozmachowo, społecznie (też w sensie, kto to miasto tworzył), ekonomicznie – różne światy. Dlatego piszę, że ze Lwowem, Krakowem czy Wiedniem, nawet Budapesztem Pragę jest sens porównywać, z Wilnem nie bardzo. To wszystko bogate i bardzo bogate (choćby w przeszłości) handlowo-mieszczańskie miasta,

            Z Ukrainy znam tylko Lwów, ale też sprzed ponad dekady – wtedy byłam tam trzy razy.

            Nie mogę się doczekać Wilna i bardzo jestem ciekawa, czy opowieści że Polaków traktują tam z dużą niechęcią są oparte na faktach. W sensie że bardziej niż kiedyś. Z drugiej strony – wycieczki z RP, w białoczerwonych szalikach i z białoczerwonymi flagami (osobliwie 3 maja, kiedy w polskim kościele odprawiano mszę w intencji Ojczyzny, i to bynajmniej nie Litwy) i 13 lat temu nie budziły ciepłych uczuć, jak również klienci w knajpkach oczekujący obsługi po polsku, bo to przecież polskie miasto jest, to Wilno.

            Polubione przez 1 osoba

            1. Bardzo jestem ciekaw Twoich wrażeń i opinii, więc jak nie zapomnisz, odezwij się tutaj 🙂

              Polacy na Litwie to temat rzeka. Ci u których nocowaliśmy unikali na ten temat długich dyskusji.

              Co do porównań – pełna zgoda 🙂

              Polubienie

              1. Odezwę się na pewno. Od wczoraj przeszukuję net w poszukiwaniu relacji blogowych z Wilna, ale jest ich jak na lekarstwo (w porównaniu np. z Lizboną). Po co mi blogowe relacje, skoro tak dobrze znam Wilno? No, trochę mnie tam nie było i ciekawa jestem zmian. Nowych miejsc jedzeniowych choćby 🙂

                Jak zaczęłam jeździć do Wilna, to odkrywałam miasto z takim przewodnikiem broszurowym Vilniusinyourpocket. Fajny był na początek.

                Polubienie

                1. Wilno nie jest pożądany tak, jak Lizbona. Nie jest egzotyczna (na swój sposób). Wiem, przykro Ci z tego powodu, ale sama widzisz, ile tych wpisów jest – jak na lekarstwo.

                  Polubienie

  2. Ja robiłam już trzy podejścia do Litwy (z Białegostoku jest stosunkowo blisko), w Wilnie nie byłam jednak ani razu. Nie umiem się do tego kraju przekonać, nie umiem też zrozumieć, dlaczego litewscy kierowcy u siebie jeżdżą przepisowo do bólu, perfidnie wyprzedzają samochody na polskich rejestracjach i celowo się później przed nimi wloką, natomiast tuż po przekroczeniu granicy z Polską wstępuje w nich dusza pirata drogowego. Jazda po polskich drogach z litewskimi ciężarówkami, a nawet osobówkami, to okropne doświadczenie. Ja mam wrażenie, że Litwini nie przepadają za Polakami (na Wileńszczyźnie może być inaczej, to specyfika regionu) i dają nam to odczuć. Postanowiłam, że następnym razem jadę od razu na Łotwę i do Estonii. Litwa to nie jest mój turystyczny raj. Ale macie rację – baton twarożkowy to chyba najlepszy suwenir z Litwy! Też za każdym razem przywoziłam ich kilkanaście… 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. To było nasze 1. podejście. Pogoda nie rozpieszczała. Asi podobało się średnio. Czasem jest tak, że do pewnych miejsc już raczej nie wrócimy. Ja bym chętnie wrócił 🙂 A co do litewskich kierowców, to prawda… nie mają w Polsce dobrej reputacji. Co tu dużo mówić, kierowcy polskuch busików, o czym pisaliśmy w relacji z Białegostoku, też potrafią podnieść ciśnienie 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s