Wiatr we włosach i piasek w butach, czyli nasz pierwszy raz z Norwegią [wideo+zdjęcia]

Jeśli chcecie rozpocząć swoją pierwszą przygodę z Norwegią, tak jak my, zacznijcie od wizyty w Stavanger i na Preikestolen. Co więcej, zdziwicie się, ale latem w Norwegii też grzeje słońce i można znaleźć fajne plaże w pobliżu lotniska Stavanger. W sierpniu spełniło się nasze mini marzenie. Okazją do wypadu były urodziny Asi. Mamy dla Was klip wideo i mini poradnik.

Preikestolen Lysefjord Zalatana Para Copyright 2015
Sola Beach Solastrander Stavanger 2015 Copyright ZalatanaPara

Pewne rzeczy trudno opisać słowami. I tak chyba jest ze Skandynawią. Bo kiedy wpatrujesz się w zdjęcia spektakularnych fiordów, autentycznej i surowej przyrody, to po prostu pragniesz tam być. Druga strona medalu jest taka, że surowy klimat nie każdemu przypadnie do gustu. Oto nasze Stavanger i Prekeistolen w pigułce.

Kiedy byliśmy: 21-23.08.2015
Trasa do Norwegii: Wrocław > Gdańsk (Ryanair), Gdańsk > Stavanger (Wizzair)
Powrót: Stavanger > Gdańsk (Wizzair), Gdańsk > Oleśnica (PKP)
Nocleg: 2 noce w miejscowości Sola, z rezerwacją przez Airbnb (350zł/ 2 noce )
Przeloty: 
152 zł (3 loty)+pociąg 46 zł/os.

Jeśli macie ochotę na więcej praktycznych informacji nt. wyjazdu (koszty, bilety, prom, prowiant, ciekawostki) zapraszamy do osobnego wpisu, który dostępny jest TUTAJ.

Preikestolen entry
Standardzik. Chyba każdy wstępujący na szlak go ma. Mamy i my :).
Trail to Preikestolen 2015 Trasa na Preikestolen
Jeden z nieliczny płaskich odcinków na trasie.
Ambona. Preikestolen. Pulpit Rock Copyright ZalatanaPara
Cel: Ambona. Pulpit Rock. Preikestolen. Półka skalna o wymiarach 25 na 25 metrów na wysokości 604 metrów.

Postanowiliśmy, że nasze wrażenia z pobytu w Norwegii podzielimy na DWIE części. Każdy z nas pojechał tam z innymi wyobrażeniami. Ale wiele naszych oczekiwań i pragnień było zbieżnych. Zastanawialiśmy się, co sprawia, że ludzi przyciąga, bądź co bądź, surowa Skandynawia. Po co pchać się do kraju, w którym przeciętny Polak (ale nie tylko on) musi się szczypać z wydatkami. Bo gdy widzisz reklamę na której widnieje zestaw hamburger+cola w cenie 45 zł, to myślisz sobie: Witamy w Norwegii. Są na szczęście sposoby, by myślenie o wydatkach nie przesłoniło chęci odkrywania uroku fiordów. Chcielibyście je poznać?

W pierwszej, wrażenia Joanny, w drugiej – moje.

Joanna Zalatana Para
Zachód słońca tuż nad starówką i portem w Stavanger. Sierpień 2015.

Norwegia, a zwłaszcza jej fiordowa odsłona, chodziła mi po głowie już od jakiegoś czasu. Portale promujące tanie loty kusiły super ofertami, a zdjęcia podkręcone „fotoszopem” (czasem aż do przesady) pobudzały wyobraźnię. Dobrą okazją na krótki weekendowy wypad były moje urodziny (18-te, jak co roku 😉 ). Druga połowa sierpnia dawała nadzieję na w miarę dobrą pogodę i maksymalne wykorzystanie kilku dni. Startujemy z Gdańska w piątkowe popołudnie. Na Pomorze docieramy krajowym lotem z Wrocławia. Szkoda tylko, że Ryanair oferuje takie połączenie tylko w wakacje. Daje to ogromną oszczędność czasu.

Joanna Zalatana Para Preikestolen

Wystarczył mi krótkich rzut oka na fantastyczny folder promocyjny (dostępny w stojakach przy punkcie informacyjnym na lotnisku w Stavanger), żeby przekonać się, jak długa jest lista norweskich smaczków do zobaczenia. Mieliśmy tylko 2 dni, by zadowolić się chociaż jednym punktem. W Stavanger lądujemy po południu. W mieście w którym temperatury są najwyższe w całym kraju, ale często też mogą pojawić się niespodziewane opady deszczu. Nawiasem mówiąc, od dobrych kilku lat, wybierając się gdziekolwiek, prognozę pogody śledzimy korzystając z serwisu… norweskiego. Sami sprawdźcie.

Gamle Stavanger

Stavanger. Miasto nazywane „bramą fiordów” stanowi świetną bazę wypadową nie tylko na popularny Preikestolen (ponad 250 tys. odwiedzających każdego roku), ale także na słynny Kjerag. Przy krótkim norweskim wypadzie nie chcieliśmy się spłukać, a że studenckie lata mamy już dawno za sobą, to tym razem opcję biwakowania w namiotach odkładamy. Wybieramy Airbnb.

Stavanger przy zachodzie słońca. Sierpień 2015Gamle Stavanger III

Nocleg. Zatrzymujemy się w miejscowości Sola u małżeństwa z Pakistanu, kilkanaście km od centrum Stavanger z bardzo dobrym dojazdem (przystanek tuż obok). Okolica rozrasta się dynamicznie. Zabudowa typowo skandynawska. Do komfortu w pokoju nie możemy się przyczepić. Tylko gospodarze dość oszczędni w okazywaniu emocji. Nie specjalnie rozmowni. Szkoda, bo gdy pewnego wieczoru skonani padliśmy na materac, dopadły nas zapachy kuchni indyjskiej (obok włoskiej to nasza ulubiona). Aż prosiło się, by zaprosić gości na drobny poczęstunek. Łukasz zajrzał do garnka, gdy gospodyni pichciła. Zamienił z nią kilka słów. Jednak nic nie wskórał. W tle Pan Domu zapuścił YouTube i kolejny bollywodzki hit. A my… wbiliśmy zęby w kabanosy.

Startujemy na Preikestolen. Wybieramy klasyczną opcję dotarcia do szlaku biegnącego na Ambonę, czyli prom+bus. Płyniemy ze Stavanger do Tau. Trasa jest malownicza, mimo tego, że na niebie słońce schowane za chmurami. Tu nawet odcienie szarości zachwycają. Płyniemy ok. 40 min. Dość porywisty wiatr targa mi włosy, więc chowam się w kabinie. Ale to co intryguje, to obserwacja norweskich rodzin z małymi dziećmi. W moim rodzinnym Kołobrzegu, przy takiej pogodzie, dziecko już miałoby coś na głowie. Tutaj kilkulatki brykają bez czapek. Zresztą, będąc dzień później na plaży w Soli nie zdziwiło mnie to.

Stavanger Prom Kolumbus
Prom Stavanger Tau 2015

Stavanger Tau prom

Tau – Preikestolen. Autobus zabiera nas na parking, skąd wyruszamy w górę przed g. 12. W ulotkach trasa opisywana jako demanding, a więc wymagająca. U każdego, z czasem, wywoła zadyszkę. Nie czarujmy się, każde wyjście w taką wycieczkę musi poprzedzić solidne przygotowanie. Dobre buty+kondycja+butelka wody to chyba absolutne minimum. No i… pozytywne nastawienie. Co pewien czas robimy przystanki. Widoki są przepiękne. Warto zarezerwować sobie więcej czasu, by móc bez pośpiechu delektować się klimatem. Odwiedzając to miejsce w sezonie trzeba liczyć się z tłumami. Latem nie jesteś tu sam.

Oczekiwania vs rzeczywistość. Po dwóch godzinach energicznego marszu (albo nam się tak tylko wydaje – bo wiele osób zostawia nas w tyle ) docieramy do celu. Coraz  bardziej podekscytowani spoglądamy przed siebie. Jest! W pierwszej chwili to miejsce trochę mnie rozczarowuje. Wiecie, jak w tym porzekadle: oczekiwania kontra rzeczywistość. Mnóstwo ludzi, silny wiatr, a imponująca panorama przykryta chmurami. Skalna pólka zawieszona jest wysoko ponad wodami Lysefiorden i widać z niej panoramę gór i fiordu.  Robi wrażenie ! Bardziej odważni turyści robią sobie selfie balansując prawie na krawędzi. Brrr. Można wspiąć się nieco wyżej i zobaczyć półkę z góry. Ja odpuściłam. Łukasz ruszył odważnie. Myślę sobie, że mogłam trafić gorzej. Co mają powiedzieć Ci, którzy trafili na mgłę…

Nad fiordem

Grill na Preikestolen. Czy to nie brzmi szaleńczo? Pobyt na Ambonie umilamy sobie grillem zakupionym wcześniej w markecie w Stavanger. Wrzucamy na ruszt biedronkowe kiełbaski przyrządzone wcześniej w Polsce. O mały włos cały pomysł dosłownie i w przenośni… nie wypaliłby. Zakupiona wcześniej zapalniczka z wizerunkiem trolla rozpadła się. Ale nie daliśmy się strollować. Po kilku próbach grill zapłonął. Po wszystkim ugasiliśmy grill wodą. Zabraliśmy go ze sobą.

Grill na Preikestolen

Warto w Norwegii mieć swój prowiant. Potwierdza to zasłyszany na lotnisku w drodze powrotnej tekst: „Przez ostatnie dni nie miałam w ustach nic norweskiego”. Posiłek na ciepło poprawia wydolność i po 1,5 h jesteśmy już na parkingu.

Druga cześć, czyli krótkie wrażenia Łukasza

Łukasz Preikestolen
Wiatr wieje. Antena stoi. Dobry odbiór fiordów.

Przyznam się Wam, że im bardziej chciałem coś napisać o tym wyjeździe, tym bardziej zacząłem się spinać. Jak nigdy. Bo moje przygotowania do odkrywania Preikestolen zacząłem o wiele, wiele wcześniej. No ale po kolei… Nigdy nie byłem górskim piechurem. Bliżej mi do bycia nizinnym turystą. Kiedyś wspinanie traktowałem jako zbędną męczarnię. Nie widziałem w tym celu. Dlatego pomysł Asi, by wybrać się do Norwegii zainicjował w moim umyśle pewien błysk. Ja wiem, że po dwóch dniach pobytu nie mam prawa się wymądrzać. Nawet przestudiowanie kilku książek czy reportaży nawet w 1/3 nie nakreśliło mi pełnego obrazu tego kraju. Ale uznałem to za dobry moment, by podjąć życiowe decyzję i pokonać pewne lęki.

W drodze na szczyt Łukasz YDXJ0128_DxO
On the top Preikestolen

Fiordy nie jedzą z ręki. Hasło z folderu „You have to be here to believe it” ma w sobie moc, którą trzeba odkryć. To Ty się karmisz urokiem polodowcowych wywijasów. Ale fiordy nie od razu rzuciły mnie na kolana. Musiałem się do nich przekonać.  Ten surowy klimat, kompletna cisza trochę mnie krępują. Granitowym płytom daleko do uroku portugalskich klifów. Te przestrzenie wyrywają , mimo wszystko, z codziennego potoku myśli.  Z ciągłego bycia on-line. Czy mógłbym tu żyć? Lubię skandynawski styl urządzania przestrzeni, ale wahania pogody chyba by mnie dobiły. Maniakalnie studiuje codziennie, przez 3 tyg. przed wyjazdem prognozę pogody. Raz słońce, raz deszcz. Kto lubi brodzić w deszczu, a fiordy oglądać w mgle? Trasa licząca 3,8 km nie okazała się tak oszałamiająca jak przypuszczałem. Nie była też taka „easy” jak można by sądzić. Skoro Norwegowie sami określają ją jako wymagającą, to nie bądźmy od nich mądrzejsi.

Kliknij w obrazek mapki poniżej, by zobaczyć więcej
Preikestole hiking routes

Preikestolen pragną wszyscy. Gdy się wspinałem odniosłem wrażenie, że granitowe płyty, schody i stopnie nie mogła, ot tak, ułożyć natura. Bo to prawda. Zrobili to za nas szerpowie, czyli nepalscy budowniczowie. Wiedzieli co robią. Nie raz, nie dwa, będziesz zadzierać nogę prawie pod brodę, by pokonać kolejny metr. To co imponuje na trasie, to fakt, że skalną półkę chcą zobaczyć niemal wszyscy:  mali, duzi, z psami (od chihuaua po… charty), bez względu na wiek i wagę. I nie widziałem, by ktoś zawracał. A gdy jesteś w takim miejscu, czujesz respekt przed naturą. Pod warunkiem, że traktujesz to miejsce serio, nie po to, by je „zaliczyć”. Ja zdecydowałem się usiąść na krawędzi, choć wiało mocno. Bałem się jak cholera. Na samą myśl, dostaje mrowienia w palcach stóp.

Image2
IMG_20150822_191301

Zaręczyny. To do nich tak długo się przygotowywałem. Dwugodzinna wspinaczka dłużyła mi się niemiłosiernie. Zrobiłem to właśnie na Preikestolen, ale z dala od tłumów. Dlatego, jeśli oczekiwaliście spektakularnych zdjęć, soczystych opisów – rozczaruje Was. Tutaj ich nie będzie. Zostawimy sobie te emocje dla siebie. Ale gorąco zachęcam Was do obejrzenia wideo. To mój debiut „z kija”. Co z tego wyszło?

25 stopni. Pełne słońce. Drobny piasek. W Norwegii? Przyznajcie się, że Skandynawię nie kojarzyliście do tej pory z plażami i złotymi piaskami. My także. Ale wieści o plaży Sola (Solastranden) szybko się niesie. Tym bardziej, że położona jest zaledwie 25 min spokojnego spacerku od lotniska w Stavanger. Trzeci dzień był dla nas łaskawszy. Pogoda wręcz rozpieszczała. Sympatyczny Norweg, który na stacji benzynowej miał tylko wskazać nam drogę, ostatecznie podwiózł nas pod same wydmy. Chyba udało nam się go przekonać do wizyty w Polsce. Polacy to nie tylko kierowcy autobusów czy budowlańcy. To także blogerzy: A dla jakiej telewizji robicie materiał? – rozbawił nas na pożegnanie.

Woda była potwornie zimna. Nawet nie zaryzykowaliśmy zanurzenia się po pas. Ale dla norweskich dzieciaków 10 stopni to norma. Północ hartuje.

Wideo z plaży być musi. Nie podarowalibyśmy sobie. Zresztą, taka pogoda jest tak nieoczywista w tym miejscu, że aż żal byłoby tego nie zarejestrować.

Złapaliśmy skandynawskiego bakcyla. Wrócimy do Norwegii. Pytanie tylko kiedy… Kraj nie zauroczył nas może tak, jak węgierski Budapeszt (relacja tutaj) czy portugalskie Algarve. Ale co tu porównywać. Z fiordami chyba jest tak, że albo się chce je zobaczyć, albo nie. Zgadzacie się z tym?

Joanna i Łukasz na Preikestolen (sierpień 2015)

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wiatr we włosach i piasek w butach, czyli nasz pierwszy raz z Norwegią [wideo+zdjęcia]

  1. Na początku lipca również wybraliśmy się do Norwegii i tak jak wam, nam tez chodziła ona długo po głowie. Zabraliśmy więc namiot i polecieliśmy bez dzieci 🙂 Również zaczęliśmy od Stavanger i Preikestolen. Widoki przednie, wrażenia podobne do waszych. Ponieważ mieliśmy cały tydzień przed sobą, ruszyliśmy na północ. Kraj nas zachwycił swoją przyrodą, surowością, brakiem komercji. Ostatni dzień spędziliśmy na plaży koło Oslo i tez było pięknie. Szkoda, że temperatura nie jest nieco wyższa, ale za to są bardzo długie dni, jasno nawet do 23.00, więc można długo oglądać krajobrazy chociażby jadąc samochodem. Obszerna relacja ze zdjęciami jest na moim blogu – zapraszam do przeczytania 🙂 Może zaczerpniecie inspirację na październikowy wyjazd? Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s