Barcelona jest sexy [wideo+zdjęcia]

Stolica Katalonii pachnie zupełnie inaczej niż Paryż. To klimat południa, który uwodzi. Spędziliśmy tu 3 dni. Oczarowały nas bajkowe dzieła Gaudiego i spontaniczna radość zwykłych ludzi. Nasza przechadzka ulicami miasta wiodła przez parki, ogrody, place, wzgórza, plażę, miejsca spokojne i tętniące życiem. Na co jeszcze zwróciliśmy uwagę? Dlaczego warto zobaczyć nasze wideo? Jak wiruje Barcelona? Szukajcie szczegółów w naszej relacji.

Ja byłem tu pierwszy raz. Asia stolicę Katalonii poznała kilka lat temu. Mimo wszystko nasz spacer ulicami tego miasta wyglądał tak, jakbyśmy odwiedzali je po raz pierwszy. Czytaliście nasz wpis z wizyty w Paryżu? (link tutaj). Jeśli tak, to wiecie już, jak wcześnie musieliśmy się zerwać z łóżka, by ostatecznie dotrzeć do Barcelony. I dlaczego zdecydowaliśmy się na parysko-katalońskie połączenie. Łączony pobyt kompletowaliśmy już w styczniu. Każdy z trzech dni tu spędzonych był inny, ale chętnie wracaliśmy w te same miejsca o różnych porach. 3 dni w stolicy Katalonii to absolutne minimum.

Image5

Kiedy byliśmy: 25-27 maja.
Przylot do Barcelony przed południem w poniedziałek, wylot w środę wieczorem do Katowic.
Lot na trasie Paryż>Barcelona to koszt 125 zł/1 os.
Transport z lotniska El Prat>pl. Espanya: 2,15 euro/1. os., autobusem nr. 46.
Koszt noclegu: 80 euro/2 os. (3 noclegi ze śniadaniem). Hostel BCN Eixample (kliknij w nazwę, by dowiedzieć się więcej).

boqueria

Barcelona – plan zwiedzania dzień po dniu

Wybór noclegu w takim mieście może być sporym wyzwaniem. Barcelońska baza noclegowa rozpieszcza, ale nie daje powodu, by za łóżko płacić mniej niż np. w Paryżu czy w Rzymie. Naszą pinezkę przypięliśmy niedaleko Plaça d’Espanya. Stąd zaczynaliśmy nasz barceloński spacer 1. i 3. dnia. Plac od lotniska El-Prat, na którym lądujemy, oddalony jest zaledwie 25 min. jazdy podmiejskim autobusem. Kolejne 7 minut spokojnego spacerku wzdłuż Gran Via de les Corts Catalane dzieli nas od hostelu BCN Eixample. Mieszczący się na pierwszym piętrze okazałej kamienicy hostel jest zadbany i czysty (przynajmniej na początku). Do dyspozycji niewielka kuchnia, wspólna dla wszystkich. Rano możliwość zrobienia skromnego śniadania. Właściciel wita nas z wiadrem i mopem w ręku. Jesteśmy przed czasem, dlatego zostawiamy bagaże i idziemy do sieciowego baru Tapa Tapa na małe co nieco. Niewielka przekąska (szklanka soku, kawa i dwie mini bagietki z anchois) to koszt 4 euro.

IMG_20150707_213131 IMG_20150710_173940[1]

Niedługo potem wjeżdżamy windą (1 euro) na taras widokowy centrum handlowego Arena (tuż obok), skąd chłoniemy pierwsze widoczki. Nawiasem mówiąc, kiedyś odbywały się tu corridy. Las Arenas było areną walk byków. Gdy wracamy, właściciel – drobny, z lekko chaotycznym spojrzeniem, i uśmiechem jakby wyuczonym, wręcza nam klucze i oprowadza po całym piętrze. Nasz pokój „basic” jest malutki, z dwuskrzydłowymi drzwiami. Okno wychodzi na… ciemne patio. Bez specjalnych wygód.

las arenas view

I w tym miejscu mamy dla Was małą zagadkę. Spójrzcie na zdjęcie kluczy poniżej. Jak sądzicie, który otwiera nasze drzwi do pokoju? Piszcie w komentarzach.

IMG_20150709_010928 IMG_20150527_205653

Dzień 1: od Wzgórza Montjuïc do Barri Gotic.

Naszą barcelońską przygodę zaczynamy od Placa d’Espanya. Tuż obok – dwie wieże. Gdzieś już je widzieliśmy… Identyczne znajdują się na pl. św. Marka w Wenecji, a te barcelońskie są wzorowane właśnie na nich. Są rodzajem bramy wejściowej otwierającej deptak w kierunku Palau Nacional górującego na wzgórzu Montjuïc. Kaskady malowniczej fontanny Font Màgica to magnes, który przyciąga turystów. Tłumy porywają wieczorne pokazy światła i barw. To show odbywa się tylko w wybrane dni. Pech chciał, że nie udało się nam załapać na to przedstawienie (w sezonie pokazy odbywają się od czwartku do niedzieli). Ostatniego dnia jednak wracamy, by podziwiać płynące kaskadą strumienie wody. Jeśli ktoś z Was oglądał „Vicky Cristina Barcelona” z pewnością skojarzy schody, po których schodzi para młoda (zdjęcie poniżej). Niektóre ujęcia kręcone były właśnie tutaj. Co ciekawe, spodziewaliśmy się większych tłumów w tak urokliwym miejscu.

IMG_20150526_100527 IMG_20150706_212807
 Font Magica 1

W Barcelonie z komunikacji miejskiej (busów, metra) korzystaj jak najrzadziej. Jednak nie dlatego, że jest z nią coś nie tak (na końcu wpisu piszemy, jaką opcję biletową wybraliśmy). Warto upajać się widokiem zwykłej, tej codziennej Barcelony. Wstąpiliśmy po drodze do małego, wciśniętego gdzieś w wąskiej uliczce sklepiku, gdzie po rekomendacji sprzedawcy kupiliśmy regionalny kataloński ser, karton Sangrii, bagietkę, lody, kilka drobnych gadżetów i promocyjny zestaw chorizo. To niewiarygodne, że niemal pełna siata smakołyków kosztowała zaledwie 10 euro. Nasz barceloński lunch zjedliśmy na ławce w porcie spoglądając na zacumowane łodzie i opuszczone maszty jachtów. Klimat falował. Naprawdę, nie potrzeba fajerwerków, by miło spędzić czas. Po drodze przemierzając wąskie uliczki, te zacienione i wychodzące na podwórka, spostrzegamy, jak dumni ze swojej odrębności są Katalończycy. W wielu balkonach, oknach, witrynach natrafimy na flagę tego regionu. Powiewają też przy ulicznych barach i sklepikach.

IMG_20150709_011811 IMG_20150710_183029

Spoglądamy na posąg Kolumba, który prawą dłonią wskazuję Amerykę. Ta niepozorna konstrukcja pełni też rolę wieży widokowej. Wjazd windą na górę nie należy do najtańszych (4,5 euro), ale z perspektywy 50 metrów rozpościera się rewelacyjna panorama na nadbrzeże miasta, zrewitalizowany port i jeden z głównych deptaków Barcelony – La Ramblas.

IMG_20150709_012233 IMG_20150710_184018
PORT BARCELONA 2015

Chwilę potem wbijamy się w tę tętniącą życiem arterię miasta. Przechadzka wzdłuż tej ulicy jest tym, czym wizyta na Champs-Élysées w Paryżu. Barcelońską aleję spacerową obsadzono drzewami po obu stronach, co dodaje temu miejscu uroku i klimatu. Arteria jest ciągiem sklepików, restauracji, sieciowych barów. Trochę tu tłoczno. Stałym elementem są uliczni performersi i portreciści, którzy robią wszystko, by zwrócić na siebie uwagę i wyciągnąć parę euro. Wróciliśmy w to miejsce ostatniego dnia, by odwiedzić halę targową Boqueira (sporo ciekawych ujęć w naszym filmie), tuż przy stacji metra Liceu. Bo pierwszego dnia odbiliśmy w jedną z bocznym uliczek, by podążyć w kierunku Katedry i serca gotyckiej Barcelony: Barri Gotic. Nie spodziewaliśmy się tego, co tam zobaczyliśmy (o tym piszemy nieco niżej).

la rambla2
la rambla

Ciekawostka: długość Rambla to niemal 1,3 km, a pierwotnie była… rwącym potokiem. Początkowo wyznaczała wschodnią granicę miasta. W obecnym kształcie jest obecna od XIX w.

Jest wiele miejsc w Barcelonie, w których można odsapnąć. I niekoniecznie chodzi nam o knajpki. Zanim te miejsca odnaleźliśmy, z Rambla skręcamy w wąską Carrer de la Boqueria, która prowadzi nas do Placa Sant Jaume. Spoglądamy nie tylko przed siebie, ale i w górę. Fasady kamienic potrafią zapaść w pamięć. Asia robi kilka fajnych ujęć. Trafiamy ostatecznie na dziedziniec Casa de l’Ardiaca we wnętrzu której znajduje się urokliwy krużganek. Niewiele osób w takie enklawy zagląda, choć to nastrojowe miejsce znajduje się niemal w sąsiedztwie barcelońskiej Katedry. Jeśli chcesz zobaczyć więcej, zejdź z utartych szlaków.

fasada

Wjeżdżamy windą na dach Katedry (La Seu), skąd roztacza się widok na barcelońskie dachy Dzielnicy Gotyckiej i miasto. Całe szczeście, mamy dla siebie sporo miejsca. Po zejściu siadamy na schodach, tuż pod imponującą fasadą. Na oczach turystów, w rytm muzyki, starsza para zaczyna przed nami tańczyć, czym zaskarbiła sobie sympatie tłumu. Młodzi, jakby nie mieli odwagi podjąć wyzwania. Niezwykły obrazek. Nawiasem mówiąc, kogo przypomina Wam ten dziarski dziadek? (zobaczcie nasze wideo)dach la seudziadek tanczy dziadek tanczy2

Tak jak Paryż ma swój Łuk Triumfalny, tak Barcelona może się pochwalić podobną konstrukcją, choć o nie tak imponujących rozmiarach. Od niego rozpoczyna się rozległy deptak, który pełni rolę rekreacyjną i spacerową. Naszą przechadzkę kontynuujemy tutaj, zmierzając w kierunku Parku Ciutadella. Jest przed g. 20. To najlepsza pora dnia, by się tu pojawić. Towarzyszy nam pokaz baniek mydlanych. Klimat wciąż nas uwodzi. Popołudniowe słońce w niezwykły sposób podkreślało charakter barcelońskich uliczek, których urok nie da się z niczym porównać, choć Asia stwierdziła, że przypomina jej to klimat Wenecji i włoskiego Bari.

Copyright Zalatanapara.pl
IMG_20150710_192551 IMG_20150710_192639
ulice

Gdzie zjeść tapas?

Jeśli jesteś w Barcelonie, to musisz coś zjeść. Z uwagi na lokalizację hostelu, szukamy czegoś w pobliżu. Dajemy się uwieść barowi z tapas – Lizarran. Oferta budzi uznanie, a wybór nie jest łatwy. Generalnie tapas, jako przekąska, powinna być oszczędna w swojej formie. A z założenia, jako dodatek do wina, nie może na nim dominować. Tyle teoria. W lokalu mamy przed sobą kilkanaście różnych „modeli”. Cena za jedną za jedna sztukę od 1,40 do 1,80 euro. Im bardziej „na bogato”, tym drożej. Jak widzicie na zdjęciu, zróżnicowaliśmy zestaw. Drugim daniem jest zestaw frytek, z jajkiem i paskami panierowanego kurczaka. Skusiliśmy się na niego, bo w pakiecie były 2 piwa. Jak się później okazało po… 125 ml.

lizzaran tapas barcelona

Dzień 2: śladem fantazji Gaudiego, dzielnica Eixample, Barceloneta i Park Guell nocą.

Mówisz Barcelona – myślisz Gaudi (nie, nie Messi, choć do wątku piłkarskiego wracam na końcu wpisu). Prostym sposobem, by poznać bajkowe i fantazyjne oblicze tego miasta, to udać się do dzielnicy Eixample i wysiąść na stacji metra Passeig de Gracia. Na ulicy o tej samej nazwie rozpoczynamy 2. dzień naszej barcelońskiej przygody. Na pierwszy plan wysuwa się Casa Battlo. Wstęp, do nazywanej „domem wychudzonego piszczela” atrakcji, kosztuje ponad 20 euro. Dekoracyjne elementy, dachówki przypominające łuski skóry węża, figlarne elementy i wyróżniki – taki styl sprawia wrażenie bezsensownego i chaotycznego. Ale, jak mawia powiedzenie, „w tym szaleństwie tkwi metoda”. Podziw budzi niezwykła wyobraźnia Gaudiego i pasja w tym co robił, i w co wierzył. To było jego styl.

IMG_20150710_194230 IMG_20150710_194339

Modernistyczne budowle sąsiadują w tej okolicy z ekskluzywnymi butikami i sklepami domów mody, takich jak np. Hugo Boss. Fantazyjna fasada prezentuje się nadzwyczaj nowocześnie jeśli przyrównamy ją z budynkiem Casa Mila, znajdującym się po przeciwnej stronie ulicy. Nam pozostało jedynie podziwiać atrakcje z zewnątrz. I zrobić fotkę „z rąsi”. Budżet parysko-katalońskiego weekendu był ograniczony.

Hugo Boss Barcelona Copyright Zalatanapara.pl Barcelona 2015

Tuż obok nas odbywała się lekcja plastyki w plenerze i w świetle dzieł Gaudiego. Może wśród tych dzieciaków znajduje nowy architektoniczny talent? Bardzo spodobał nam się taki pomysł na kreatywne zabawy w sercu miasta (nieco więcej detali w naszym wideo).

IMG_20150710_194416 IMG_20150710_194452

Od tego momentu podążamy już w tylko w kierunku Sagrada Familia. Mamy przed sobą ok. 2 km spaceru, ale, jak to w Barcelonie, to zawsze najprzyjemniej spędzone 25 minut. Przecinamy jedną z głównych ulic – Avenida Diagonal, która na całej długości liczy sobie… 11 km! Decydujemy się zjeść coś w okolicy, ale nie bezpośrednim sąsiedztwie bazyliki. Ilość orginalnych knajpek nie oszałamia. Wiele z nich oferuje kuchnie inne niż hiszpańską. Testujemy, jak nam się wydaje, opcję „katalońską, czyli Granja Cafeteria Catalunya. Menu typowo turystyczne. Nie oczekiwaliśmy świec czy jedwabnych obrusów. W takim miejscu chcesz zaspokoić swój głód. I idziesz dalej. Za paelle, zestaw mięsnych klopsików oraz dwa piwa 0,33 l zapłaciliśmy ok. 20 euro. Trudno zarekomendować to miejsce. Raczej do niego nie wrócimy.

IMG_4744_DxO 20150526_130618_DxO

O Sagrada Familia rozpisało się pół świata, wylano rzeki farby drukarskiej, więc nasza relacja z tego miejsca nie wniesie chyba nic nowego. Z drugiej strony to miejsce ciągle się zmienia, co samo w sobie jest już niezwykłe. Budowa rozpoczęta w 1882 roku wciąż jest kontynuowana, a jej ukończenie zaplanowano, no właśnie, być może za następne kilkanaście lat. To miejsce, po prostu, trzeba zobaczyć, choćby z zewnątrz, by wyrobić swoje własne zdanie na jej temat. Nas zastanawia jednak, ile turystów pochyla się nad tym, by wgryźć się w historię tej budowli? A ta jest naprawdę niezwykła, podobnie jak życiorys Antonio Gaudiego. Przyglądając się zaś fasadzie widać wyraźnie różnorodność odcieni materiałów użytych do budowli. W końcu kościół powstaje od ponad 130 lat.

IMG_20150707_001536 IMG_4762

IMG_20150707_001613Paradoks, a może znak naszych czasów: jak podaje przewodnik Michelin Sagrada Familia „w zamyśle autora miała symbolizować ofiarę błagalną za materializm współczesnego świata(…)”. Katalończycy chyba już dawno oddalili się od filozofii Gaudiego, bo za wejście do Bazyliki kasują 19,50 euro, z wejściem na wieżę (w ciągu 5 lat dwukrotny wzrost ceny). Wejściówki do Casa Battlo czy Casa Mila, to kolejne 19-20 euro. Jak widać, kryzys mocno ich przycisnął. Aby zobaczyć od środka Barcelonę Gaudiego trzeba zarezerwować ok. 70 euro na osobę. Jeśli myślisz o czymś więcej, niż tylko fotce z selfie-sticka w tych miejsach, to chyba warto.

sagrada

Chcąc zmienić architektoniczną perspektywę o 360 stopni przyjrzeliśmy się z bliska biurowcowi Torre Agbar, do którego docieramy po 25 min spaceru od Sagrada Familia. Jak sami widzicie, skojarzenia na widok budowli są jednoznacznie: cygaro, a może… fallus? Co do drugiej wersji, nie jest to moja nadintetpretacja. Sam architekt w jednym z wywiadów przyznał, że projektując inspirował się „fallicznym kształtem” góry Montserrat. I jak tu nie powiedzieć: Barcelona jest sexy!

IMG_20150710_200838 IMG_20150710_200913

A że nie tylko historią i architekturą człowiek żyje, przypinając kolejną pinezkę na naszej spacerowej mapie, wsiadamy w metro i dojeżdżamy do stacji Barceloneta. Właśnie z plaży nieopodal pochodzi większość pocztówkoch zdjęć, które promują miasto. Robimy jednak małe kółko i nie eksplorujemy wąskich uliczek dzielnicy (to zostawiamy sobie na kolejną wizytę). Idziemy wzdłuż przystani. Zaopatrzeni w paczkę chipsów, dwa piwa Estrella siadamy na murku przy plaży Sant Sebastia i odpoczywamy. Obserwujemy beztroskich plażowiczów oraz… poszukiwacza skarbów (więcej zobaczycie w naszym wideo).

barceloneta

Kolejny cel: Wzgórze Trzech Krzyży i Park Guella nocą. Kroczymy wzdłuż plaży, by dotrzeć do Portu Olimpijskiego, stamtąd do metra Ciutadella Via Olimpica. Wsiadamy w linie L4, przesiadamy się na Passeig de Gracia w linie L3, by dotrzeć do stacji Vallcarca. Od tego miejsca ok. 20 min zajęło nam przejście na wzgórze skąd roztacza się wyjątkowa panorama miasta. O tej porze jest tu zaledwie kilka osób! Podobna frekwencja jest w Parku Guella. Od g. 21:00 bramy są tu otwarte. Wstęp za free. Warto z tego skorzystać, by obcować z kolejnym dziełem Gaudiego, tym razem w wieczornej odsłonie.

IMG_20150710_202345 IMG_20150710_202422
Copyright Zalatanapara.pl Park Guella Copyright Zalatanapara.pl
IMG_20150710_202557 IMG_20150710_203435[1]

Dzień 3: Od Centrum Olimpijskiego, przez targ Boqueira do Parc Guella, za dnia.

IMG_20150710_204028[1]3 dni w Barcelonie dają zaledwie posmak tego, co miasto może Ci zaoferować. Nasze tempo jest zawsze intensywne. Ostatniego dnia mamy 8 godzin, by wrócić do miejsc nam znanych, ale o innej porze. Chcemy zobaczyć to, na nie starczyło czasu wcześniej. Po śniadaniu kupujemy bilet on-line (zrobisz to tutaj) do Parku Guella (7 euro/os.). Turyści wpuszczani są grupami. Frekwencja jest tak duża, że przy zakupie należy określić godzinę wejścia. W pamięci mamy jednak Igrzyska Olimpijskie, które odbywały się w Barcelonie w 1992 r. (pamiętam zwycięstwo polskiej kadry piłkarzy). Impreza odmieniła oblicze miasta, a naszym celem było 30 minutowy spacer przez Centrum Olimpijskie. Tym, co przykuwa uwagę, to futurystyczna Wieża Telewizyjna. Nam skojarzyła się z „wypasioną” wykałaczką.

Robiąc okrążenie wokół wzgórza Montjuïc wracamy do Plaça d’Espanya skąd metrem dojeżdzamy do targowiska Boqueira. Wchodzimy do środka. W oczy biła paleta barw, zestawy przeróżnych aromatów i zapachów, tłumy ludzi i bliżej nieokreślona ekscytacja. W końcu oboje lubimy dobrze zjeść. A wybór owoców morza i egzotycznych cytrusów może oszałamiać. Tym razem przyglądam się ośmiornicy, którą po raz pierwszy zjadłem 3 tyg. później na Cyprze, w Larnace. Kupiliśmy kubek pokrojonych w kostkę owoców (1 euro) i zrobiliśmy obchód targowiska. Jeśli masz ochotę zjeść coś „na świeżo”, tutaj możesz to zrobić. Bary kuszą ofertą. Nawiasem mówiąc, jeśli jesteś w takiej hali, to dokonujesz porównań z podobnymi miejscami. Hala targowa w Budapeszcie, którą oglądaliśmy w kwietniu, nie ma takiego jednak takiego rytmu i dynamiki (możecie zobaczyć nasze wideo tutaj).

IMG_20150710_204605[1] IMG_20150710_204637[1]

Fajnie, że Gaudi miał w swoich czasach kogoś, kto finansował jego artystyczne wizję. Jego mecenasem został lokalny przedstawiciel burżuacji – Eusebio Guell. Bajkowy klimat, który udziela się w tym miejscu może się podobać. Detale, mozaiki, są dowodem na wyjątkowy styl architekta i jego bogatą wyobraźnię. Po zeskanowaniu kodu QR w smartfonie (zamiast papierowego biletu) wchodzimy na teren Parku i siadamy na słynnej już kolorowej, falującej ławce ozdobionej ceramicznymi płytkami. Z tarasu pojawia się kolejna okazja by spojrzeć na panorame Barcelony i… las selfie-sticków. Wiele ujęć z Parku zobaczycie w naszym filmie.

IMG_20150527_162617 IMG_20150527_174222
selfie stick mania barcelona Copyright Zalatanapara.pl
Copyright Zalatanapara.pl IMG_20150527_195742

Dlaczego wrócimy do Barcelony?

Spiesząc się do hostelu po bagaże, w punkcie informacji turystycznej na Plaça d’Espanya rzuciło mi się w oczy hasło, który widniało na ściance: Jeśli nigdy nie byłeś/-łaś na Camp Nou (stadion FC Barcelona), to znaczy, że nie odwiedziłeś Barcelony. Trochę to przerysowane, przyznacie, bo nie każdy musi być fanem piłki nożnej. Z racji moich pewnych zawodowych doświadczeń, chętnie tu wrócę, by odwiedzić Muzeum Picasso czy pochylić nieco mocniej nad twórczością Salvadora Dalego. Wspólnie wbijemy zęby w prawdziwą katalońską kuchnię, napijemy się dobrego wina, odwiedzimy ciasne uliczki rybackiej dzielnicy Barceloneta. No i Tibidado. Na to nie starczyło nam czasu. Aha, jest jeszcze wzgórze Monsterrat (to o fallicznych skojarzeniach).

Tak wyglądał nasz 3-dniowy spacer ulicami stolicy Katalonii. Z metra także korzystaliśmy. Jaki rodzaj biletu wybrać? Nasze potrzeby w zupełności zaspokoił bilet 10-przejazdowy za 9,95 euro. Karty może używać kilka osób. Warto pamiętać, by przy zakupie w automacie skorzystać z przelicznika walutowego w euro (pojawia się taka opcja przy płatności).

barceloneta 2015

Bardzo nas ciekawią Wasze doświadczenia. Podzielicie się nimi z nami? Jeśli ktoś z Was planuje wizytę w tym pięknie mieście – pytajcie, może do czegoś zainspirujemy. Dla wszystkich mamy też coś, co zawsze towarzyszy naszym wyjazdom – film wideo!

JAK WIRUJE BARCELONA? GDZIE BYLIŚMY? KOGO SPOTKALIŚMY?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s