Kopenhaga w 12 godzin, czyli skandynawska jednodniówka [wideo+zdjęcia]

Duńską wyspę Bornholm poznaliśmy kilka lat temu – latem. Praktycznie płaska, niewielka, kolorowa i niezbyt tłoczna. W ciągu 1. dnia można zjeździć wyspę rowerem. Mało tam komercji i turystycznego gwaru. Tak ją zapamiętaliśmy. Dość optymistycznie spoglądaliśmy więc na nasz nowy kierunek. W Kopenhadze w połowie maja wiało, było pochmurno i chłodno, ale na szczęście z nosa nie zwisały nam sople lodu. Miasto jednak nas nie porwało. Może to wina pogody? Było jednak kilka drobnych wyjątków.

Asia: 78 zł w 2 strony! Nie zastanawiałam się długo nad zakupem. Mając do dyspozycji voucher Ryanaira na kwotę 80 zł (prezent świąteczny ) udało się kupić bilety taniej, niż zapłaciłabym za podróż z Wrocławia do mojego rodzinnego Kołobrzegu. Namówimy Ewkę z Ryśkiem!
Łukasz: Przecież tam doba w hostelu kosztuje tyle, co w 4-gwiazdkowym hotelu we Wrocławiu!
Asia: Łuki, poczujemy się jak studenci. Nocujemy na kopenhaskim lotnisku!

Lotnisko Modlin płyta
IMG_20150601_221430

Dołącza do nas para krakowskich znajomych. Zwodzeni przez Asię wizją bajecznej Kopenhagi wpadli w nasze sidła. Razem z nimi chcemy poczuć namiastkę skandynawskiej swobody i zadowolenia, która wypływa z wszelakich rankingów. Kopenhaga wydawała się do tej pory niedostępna. Zapał, by tam się wybrać, studziły mity o drożyźnie i – paradoksalnie – fakt, że choć to miasto jest tak blisko, to koszt transferu skutecznie zniechęcał. Dziś za sprawą tanich lotów ten dystans mocno się skrócił. Obraliśmy więc azymut na skandynawskiego malucha. Lot z Warszawy trwa nieco ponad godzinę.

Kiedy byliśmy: 15-16 maja 2015.
Wylot w piątek wieczorem z lotniska w Modlinie. [Edit: trasa już nieaktualna]
Powrót w sobotę pod koniec dnia. Trasę Wrocław-Warszawa-Wrocław pokonujemy też na pokładzie Rynaiara (krajówki odpowiednio za 19 zł i 9 zł ).
Łączny koszt: 106 zł za 1 osobę.
Na miejscu wydaliśmy ok. 180 zł na 2 osoby.

Nocleg na lotnisku w Kopenhadze

CPH (skrót lotniska) wielokrotnie było liderem europejskich rankingów. To duży port transferowy. I rozległy jak podlaskie PGR-y. Rocznie przewija się przez niego blisko 15 mln pasażerów. Nic więc dziwnego, że musi być komfortowy. Pozytywne opinie krążące w sieci na jego temat oraz skandynawska troska o pasażerów okazały się wystarczającymi rekomendacjami, by złożyć się w tam w pół i przenocować. Wybór padł na Gate D3. Na miejscu komfortowe, miękkie siedziska. Na szczęście, nie tylko my wybieramy nocleg z widokiem na płytę lotniska. Towarzystwo wokół – międzynarodowe. Nie doczekaliśmy się zatroskanych naszym losem Duńczyków spieszących do nas nocą z ciepłym kocem (takie opinie przewijały się na forach). Jak widać, musieliśmy radzić sobie sami.

IMG_20150519_225718
Fot. Rysiek Suder. Jeśli podróżujesz „low-costowo” musisz być przygotowanym na niewygody. PS. Dzięki stary. Wyglądam jakbym leżał na stole operacyjnym…

Najlepszy plan… to nie mieć planu. Ale chociaż jeden cel. Rano budzi nas zapowiedź lotu na Majorkę i gromadzący się wokół Duńczycy. To najgorszy moment w trakcie takiej „podróży”. Cholera, trochę czujemy się nieswojo. Zgodnie jednak wybuchamy śmiechem. Poranna toaleta i w drogę. Najlepszym rozwiązaniem okazuje się kupno biletu 24-godzinnego za 80 DKK, czyli ok. 43 zł.

Ciekawostka: Jaki jest najlepszy sposób, by zorientować się „ile to kosztuje” w złotówkach? Podziel kwotę na pół.

Bilet jednorazowy kosztuje 36 DKK. Żeby jednak postawić się na nogi przed wyjściem na miasto musimy coś zjeść. Low-cost breakfast. Wpadamy do McDonalda na dworcu centralnym w Kopenhadze. Szybka kawa i przekąska choć trochę zaspokaja poranny głód. Koszt: 35 DKK, czyli ok.17 zł. Zaopatrzeni w darmową mapkę obieramy cel: przytulić się do ważącej 175 kg słynnej kopenhaskiej syrenki. Przyznacie – mało ambitny plan. Ale ten wyjazd traktujemy bez spinki. Choć raz chcemy iść przed siebie bez zbędnego filozofowania i studiowania przewodników. Tak po prostu i… prosto przed siebie. Bo chwilę potem wpadamy w liczący ponad kilometr, jeden z najdłuższych handlowych deptaków w Europie – Strøget, co oznacza „prosty”.

Kopenhaga na jeden dzień – trasa

Tak wyglądała nasza trasa od dworca, do syrenki.

Jak widzicie, Kopenhaga jest mała. A sama trasa od dworca do portu to zaledwie 4,5 km. Gubiąc się czasem specjalnie w bocznych ulicach zrobiliśmy może dodatkowe 500 metrów. Mijając Park Tivoli raczej nie liczyliśmy na to, że będziemy go zwiedzać. Ale to, co zwróciło nasza uwagę podczas spaceru, to sporo rowerów dość swobodnie stojących bez zapięcia na ulicy. Czyżby o 9 rano Duńczycy wylegli na ulicę? A może złodzieje porzucają rowery gdzie popadnie? Ot, przejechać się i zostawić.

Plac Ratuszowy

Po dotarciu do Placu Ratuszowego zaskoczył nas syf na ulicy, setki wypalonych petów i spora grupa bezdomnych gnieżdżących się w okolicy Ratusza. Sami przyznacie, że taki widok może zaskoczyć. Halo, przecież jesteśmy w Danii – według badań w najlepszym państwie do zamieszkania. Co na to sami kopenhażanie? (tak, tak to się wymawia). My  jednak nie będziemy dalej smęcić. Uśmiechamy się!

Deptak Strøget

Przemierzając deptak Strøget nic specjalnego nie przykuwa naszej uwagi. Mieszczą się tutaj niewielkie sklepy, punkty gastronomiczne czy jubilerskie, ale wbrew pozorom nie jest to szpanerska odsłona miasta. To nie paryskie Pola Elizejskie, na których co 50 metrów lokują się ekskluzywne butiki. Tutaj skandynawowie trzymają fason. Nie biją po oczach billboardy. Minimalizm i oszczędność. Fasady kamienic mało wysublimowane. W sumie, przyjemne dla oka.

Gammeltorv

Dopiero po dotarciu do Gammeltorv, czyli jednego z najstarszych w Kopenhadze małych ryneczków, spoglądam w prawo. Skręcamy i trafiamy na plac Nytorv. Tuż przed nami wyrasta neoklasycystyczny budynek Københavns Byret, czyli siedziba kopenhaskiego sądu. Na szczycie wyryta inskrypcja: „Med lov skal man land bygge”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Naród powinien być zbudowany zgodnie z prawem” (dzięki Ewa za pomoc). Zakątek podsuwa na myśl skojarzenia z placem małego włoskiego miasteczka (więcej ujęć z tego miejsca na filmie, na dole wpisu).

Szukamy kolejnego punktu odniesienia, czegoś, co wprawi nas w zachwyt. Ale tego to prostu nie ma. Nie oczekujemy, że – jak w Lizbonie – zgubimy się uliczkach Alfamy. Gdzieś z tyłu głowy tkwi nadzieja, że trafimy na sklep z klockami Lego. Pamiętam, jak w latach 80-tych za ciężko zarobione dolary, mój tato kupił mi mały wóz strażacki, który świecił się i jeździł. A złożyłem go właśnie z klocków Lego. Tego dnia w całą czwórkę postanowiliśmy pobawić się klockami. W oko wpadła nam kolekcjonerski zestaw Star Wars za jedyne 3599 DKK, czyli dzieląc niemal równo na pół, to ok. 1800 zł. 

IMG_20150516_105712
LEGO Star Wars

Sklep LEGO w Kopenhadze

Powiedzmy, że lekko spełnieni wychodzimy z Lego Store København i wolnym krokiem zmierzamy w kierynku Nyhavn, czyli pocztówkowej wizytówki miasta. To taka mała portowa uliczka. Nie ma chyba, prócz syrenki, innego, tak namiętnie obfotografowanego miejsca w duńskiej stolicy. Nieco wcześniej postanawiamy skręcić w boczną uliczkę (pamiętacie, nie mamy planu, idziemy przed siebie). Docieramy w okolice Kościoła św. Mikołaja, jednej z najstarszych budowli sakralnych w tym mieście. Ostatnie wino mszalne pojawiło się tu chyba w końcu XVIII wieku. Bo dziś (już od ponad stu lat) świątynia pełni inną rolę. Znajdziecie w niej restaurację i bibliotekę. Okolice są jednak urokliwe. W cieniu świątyni osobliwy obiekt artystyczny (więcej na filmie).

Koscil Rysiek
kosciol

Nyhavn

Docieramy do Nyhavn. Sorry, ale słaby ma to klimat, bo mnie to miejsce nie ruszyło. Asię i ekipę z Krakowa to punkt widokowy przypadł do gustu. Ja zdecydowanie wolę wbić wzrok w kolorowe kamienice na wrocławskim Rynku. Zanim jednak wyciągnęliśmy aparaty, schodzimy do niepozornie wyglądających toalet w pobliżu portu. Naszym oczom ukazuje się przestrzeń w dość oryginalnym stylu. Poczułem się jak w stajni. Tylko siana zabrakło.

IMG_20150602_225814[1]

Ciekawostka: W 1910 r. zainstalowano w Kopenhadze prawie 50 tysięcy… spłukiwanych toalet. Stopień nowoczesności stolicy Danii wzrósł.

IMG_20150603_235151[1]

Kopenhaska syrenka

Przereklamowany symbol miasta. Od uliczki portowej Nyhavn zmierzamy zdecydowanym krokiem w kierunku portu. Tym bardziej, że co pewien czas kropi deszcz. No tak, to Skandynawia. Choć dzień wcześniej było piękne słońce. Mijamy zacumowane w porcie niewielkie łajby i statki. Ruch jak na majowy i – bądź, co bądź – turystyczny weekend, niewielki. Gdy jesteśmy tuż przy fontannie Amalienhaven przegapiamy po naszej lewej stronie Pałac Królewski i znajdujący się w jego pobliżu rozległy plac.  To przecież jedna z kluczowych atrakcji miasta. Tutaj instynkt nas zawiódł.

Amalienhaven

Ciekawe wyglądają położone nieopodal apartamenty i biura. Taki styl architektoniczny i sposób aranżacji zieleni bardzo nam pasuje.

Kopenhaga port
Kopenhaga port apartaments

I oto jest. Kopenhaska syrenka. Docieramy tu po ok. 4 godzinach od wyjazdu z lotniska, spokojnego spaceru i kilku postojach. Pomnik ważący niemal 175 kg i posiadający zaledwie 125 cm wysokości stał się symbolem stolicy Danii. Ciekawostką jest fakt, że takie obiekty jak magnes przyciągają nie tylko turystów, ale uwagę wielu grup społecznych. Chcąc ogrzać się w blasku popularności demonstrują swoje poglądy lub wyrażają swój przeciw. Syrenka staje się wówczas obiektem wandalizmów. Dzięki temu określone grupy liczą na rozgłos. Tak było w połowie lat 80-tych, kiedy to na głowę syrenki nałożony krowi łeb czy w 2004 r. Wtedy szczelnie owinięta w burkę syrenka miała wyrażać sprzeciw wobec prób włączenia Turcji w negocjacje o przystąpieniu do struktur UE. A jakie były nasze odczucia? Ja nie wiem, skąd wzięła się popularność tego miejsca. Miejsce powinno dostarczać „jakiś” emocji i wrażeń. Tutaj raczej o nie trudno. Chociaż… Aby dostać się do mosiężnej panienki, by zrobić sobie zdjęcie trzeba swoje odczekać.  Cierpliwość wskazana. Zdecydowanie lepiej jest skorzystać z punktów widokowych na Christianshavn.

syrenka kopenhaga

Dużo bardziej urokliwa okazuje się fontanna Gefion Fountain, tuż przy kościele św. Albana. To kilkaset metrów przed Małą Syrenką.

Gefion Fountain

IMG_20150516_172118

Wolne miasto Christiania

You are now entering the EU– głosi napis przy wejściu. Pogoda nas nie rozpieszczała. Jak na złość zaczęło coraz mocniej padać. Robimy niewielkie kółko, mijamy bez większego skupienia dawną twierdzę wojskową Kastellet (przyjrzyjcie się mapce na początku wpisu). Teren z powietrza bardzo wiernie odwzorowuje kształt pięcioramiennej gwiazdy. Przemykamy ulicami miasta, spoglądamy w witryny sklepowe, galerię artystów, wypchane sowy w antykwariatach, przechodzimy w pobliżu osiedli mieszkaniowych, by wejść na teren Rosenborg Gardens. Miłośnicy bajek mogą w nim uklęknąć przed pomnikiem Hansa Christiana Andersena. Swoją drogą, sam pisarz nie był dumny z faktu, że swoją popularność zdobył właśnie dzięki bajkom.

h.ch.andesen

Ostatnim jednak celem naszej skandynawskiej jednodniówki jest „bajeczne” Wolne Miasto Christiania. O tym eksperymencie społecznym, który narodził się w latach 70-tych powiedziano już sporo. Wylano też setki litrów farby drukarskiej. Zżerała nas ciekawość, ile zostało z tej anarchii, co zobaczymy na miejscu. Czy to prawda, że wciąż sprzedaje się tam narkotyki? Docieramy w pobliże metrem. Już od wyjścia ze stacji udziela się nam klimat. Wzmożony ruch w okolicy, dużo „oryginałów” spacerujących wokół. W pobliskim kościele odbywał się ślub. Uwagę przykuwa efektowne graffiti przed wejściem na teren Wolnego Miasta. Większy wycinek zobaczycie na filmie. Polecamy!

Christiania

Z tego miejsca nie będzie zbyt wiele fotek. Tutaj obowiązują ich zasady. Musisz się do nich dostosować. Nie rób więc niepotrzebnego zamieszania, nie biegaj, nie rób zdjęć – tak w skrócie można opisać to, co widnieje na tablicy zaraz po wejściu. I, co ciekawe, przyjęło się, że nie obowiązują tu reguły i zasady Wspólnoty Europejskiej. Informuje o tym napis na symbolicznej bramie.

IMG_20150604_021139[1]
IMG_20150604_021158[1]

Żeby ten miejski folwark mógł funkcjonować i się utrzymać, musi jednak zarabiać. Odnajdziemy tam dość schludną restaurację, a nieco głębiej mieszkańcy sprzedają ręcznie robione produkty oraz akcesoria do „zielonej zabawy”. My po kilkunastominutowym spacerze przyjęliśmy nieco inną perspektywę na Wolne Miasto Christiania. Powrót do Warszawy zaplanowany był na g. 21.

IMG_20150516_171524

Wideopocztówka

Na koniec wisienka na torcie – wideo z Kopenhagi. Czyli publikacja tego, co czasem trudno opisać własnymi słowami. Bo w końcu jeden obraz jest wart więcej niż 1000 słów. A nawiasem mówiąc, choć wypad do tego miasta uznaje za przeciętny, to duńska wideopocztówka jest jedną z moich ulubionych. Czyżby ze względu na muzykę?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Kopenhaga w 12 godzin, czyli skandynawska jednodniówka [wideo+zdjęcia]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s