Spacerem po Budapeszcie: 3 dniowy citybreak [wideo+zdjęcia]

Ich język brzmi jak odtwarzana w tył taśma. Ale nie to nas ściągnęło do Budapesztu. Bo chociaż skojarzeń z Węgrami jest sporo, to nie kończą się one na gulaszu, Hajduszoboszlo i Dunaju. Byliśmy tu pierwszy raz. Pojawił się także motyw z lat 70-tych. Mieliśmy swój plan. Koniec kwietnia okazał się wręcz idealnym okresem, by go zrealizować. Hol voltunk, és mit láttunk?*

Jak to zwykle bywa w naszym wypadku, rytm wyjazdów wyznaczają okazje cenowe. I tak było tym razem. Decyzja o wyjeździe wiosną do Budapesztu zapadła w… sierpniu.

Kiedy byliśmy: 24-27 kwietnia 2015 r., Wylot w piątek wieczorem z Warszawy, powrót nocą w poniedziałek. Bilety na trasie Wrocław>Warszawa>Wrocław kompletujemy w styczniu w Polskim Busie.
Koszt przejazdu (całość): 138 zł za osobę.

Budapeszt i zwiedzanie –  nasz spacerowy przewodnik

Ułożyliśmy sobie prosty plan. Atrakcje i ciekawe miejsca to był nasz priorytet. To w końcu pierwsza nasza wizyta w tym mieście. Drugą zaplanowaliśmy na jesień. Chcieliśmy poznać stolicę Węgier z różnych stron, ale bez nadwyrężania kondycji. Jak w dużym skrócie wyglądała nasza spacerowa lista? Zobacz poniższą listę. Aha, jest i wideopocztówka z Budapesztu. Odnajdziesz na końcu wpisu. Sprawdź dokąd zaprowadziły nas nogi.

Dzień 1

Wieczorny spacer wzdłuż Dunaju w kierunku Wzgórza Gellerta. Cel: Panorama miasta nocą

Dzień 2

  • Spacer od hostelu w kierunku naddunajskiego korso (deptak).
  • Figura Małego Księcia
  • Most Łańcuchowy i spojrzenie na Parlament w Budapeszcie
  • Wejście/lub wzjazd kolejką Sikló na Wzgórze Zamkowe
  • Budapeszteńska Starówka i Katedra św. Macieja
  • Baszta Rybacka
  • Spacer wzdłuż Dunaju w kierunku Mostu Małgorzaty
  • Popołudniowo-wieczorny obiad na ul. Ráday utca (Restauracja Letcho)

Dzień 3

  • Przejazd najstarszą linią metra – M1 w pobliże kąpieliska Szechenyi
  • Spacer w pobliżu kościoła Jáki kápolna i zamku Vajdahunyad
  • Podążanie w kierunku Placu Bohaterów (instalacja Budapest)
  • Przetrawienie selfie-absurdu (zobacz wideo)
  • Powrót w kierunku Dunaju okazałą Aleją Andrassyego mijając Operę, Muzeum Terroru
  • Wejście na Bazylikę św. Stefana
  • Popołudniowy spacer przy zachodzącym słońcu w pobliżu Parlamentu
  • Wizyta na targach WAMP w pobliżu placu Erzsébet tér (miejsce spotkań młodzych), relaks, postój.
  • Wzgórze Zamkowe nocą: Baszta Rybacka, Katedra św. Macieja

Dzień 4 (kilka godzin)

  • Wizyta w Hali Targowej (Nagy Vásárcsarnok)
  • Powrót na lotnisko

    Baszta

Budapeszt – gdzie nocować?

Lot do stolicy Węgier trwa zaledwie godzinę. Kolejną musieliśmy zarezerwować na dotarcie do hostelu. Kupujemy bloczek 10 biletów jednorazowych (3000 HUF czyli ok. 42 zł). To bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które komunikację miejską traktują w Budapeszcie, tak jak my, jako dodatek do planu zwiedzania. Sporo kilometrów „zrobiliśmy” piechotą, w wyjątkowych przypadkach rwaliśmy bilety. Skąd taki wybór? Jako bazę noclegowo-wypadową wybieramy hostel A+A Budapest. Ma obecnie bardzo dobre opinie na booking.com, świetną lokalizację i przystępną cenę.

Hostel położony jest 10 minut spacerkiem od Dunaju. W okolicy dużo punktów gastronomicznych, drobnych usług. Zakupy można zrobić w położonym 300 metrów obok sklepie SPAR.  Podsumowując: noclegi w Budapeszcie to szeroki wachlarz rozwiązań na każdą kieszeń. W naszym hostelu było czysto, schludnie, komfortowo. Szkoda,  że tak mało jest tam pokoi i trudno o miejsce. Do dyspozycji pokój z łazienką i duża, dobrze wyposażona kuchnia. Tam każdego ranka robiliśmy sobie świeżo mieloną kawę z ekspresu.

IMG_20150425_234523

Pierwszy dzień: Buda nocą z widokiem na Peszt

Buda położona jest po prawej stronie Dunaju, Peszt zaś – po lewej. Pierwsza położona na wzgórzach, druga określana jest jako równinna. Wieczorem, po przyjeździe, postawiamy zobaczyć nocną odsłonę tej metropolii. Tym bardziej, że spacer wdłuż Dunaju, naprawdę robi wrażenie. Pogoda wręcz idealna. Nadbrzeże tętniło wieczorno-nocnym życiem. Chcieliśmy jednak wspiąć się na górę. Kierunek: Wzgórze Gellerta. Mijamy reprezentacyjny Hotel Gellerta, by na chwilę zatrzymać się na tarasie, niedaleko mostu Wolności, a tuż przy wejściu do skalnej kapilicy Sziklatemplom. Spoglądamy na Most Wolności.  Tak prezentuje się nocą.

Most Wolnosci Zalatanapara

Z samego mostu widok na Wzgórzę Gellerta (po lewej) i znajdujący się w oddali Erzsébet híd, czyli Most Elżbiety. Wybaczcie słabą jakość zdjęcia. Dunaj wieczorową porą tętni życiem.

Widok z mostu Wolnosci na wzgorze Gellerta Budapesz

Gubiąc się trochę w nieoświetlonych parkowych uliczkach docieramy na miejsce. Stamtąd rozpościera się panorama miasta na górny bieg rzeki i zakole Dunaju. Samo wzgórze, nocą, jest mocno oblegane. Tym co zwraca uwagę i jest widocznie niemal z każdego miejsca w Budapeszcie, to Statua Wolności. W czasach socjalizmu zwana „pomnikiem wyzwolenia”. Choć budowla budziła kontrowersje, to dziś dziewczyna z liściem palmowym nad głową stała się ważnym symbolem miasta.

Zamyślona Asia, a w tle Most Elżbiety i Peszt po zmierzchu. Widać także podświetlony diabelski młyn na placu Erzsébet tér (piszemy o nim poniżej).

Wracamy przez Most Wolności. Iluminacja dodaje mu charakteru. Na jego przęsłach młodzi z butelką wina lub piwa, pełni luzu siedzą, rozmawiają, śmieją się. Słowem, kwintesencja… wolności.

IMG_20150429_224014
IMG_3199

Czy poznajecie ten tramwaj? Dość szybko wpada mi w oko żółty, który pędzi w moim kierunku. Chwilę, przecież taki sam jeździ w Lizbonie… Tam kultową trasą jeździ nr 28, tutaj, w stolicy Węgier, historię można poczuć jadąc trzęsącą się „dwójką”.

Drugi dzień: Budapeszt w ciągu dnia i powrót do przeszłości…

Zaledwie kilkaset metrów od naszego hostelu rozpoczynamy nasz spacer po mieście. Trasa miała łącznie ponad 5 km, a jej przebycie zajęło nam prawie 9 godzin, z wieloma przystankami. Tego dnia przekonaliśmy się, że do Budapesztu jeszcze wrócimy. Co zwróciło naszą uwagę? Wiosna to pora idealna na taki citybreak. Dużo jest w mieście rowerów, a fani pedałowania wyjątkowo upodobali sobie… kolarki.

buda2
buda3

Spacerujemy naddunajskim korso. Tak nazywa się promenada wiodąca wzdłuż rzeki. Na niej spotykamy Małego Księcia z wytartymi kolanami, przecinamy Most Łańcuchowy i wspinamy się na Wzgórze Zamkowe. Niestety, liczyliśmy, że dostaniemy się tam słynną kolejką Sikló (druga najstarsza kolejka linowo-torowa na świecie). Była „out of service”. Mimo wszystko, idąc piechotą,  zajrzeliśmy tam, gdzie z pewnością byśmy nie dotarli. Czasem  więc spacery dookoła są wartością „dodaną” takich wypadów.

buda4
parlament

Budapeszteńskie Wzgórze Zamkowe to takie „must see” w tym mieście. Każdy powinien wpisać je listę rzeczy do zobaczenia. Specjalnie jednak nie analizujemy historycznych meandrów, nie studiujemy szczegółów.

Zamkowe wzgórze
Budapeszt

Podążamy brukowanymi uliczkami podziwiając rozległą panoramę miasta. Docieramy do serca budeńskiej Starówki, nad którą góruje Katedra św. Macieja, czyli niegdyś koronacyjna siedziba madziarów. Jej strzelista wieża, sądząc po ilości fotografów, okazuje się wdzięcznym obiektem do uwiecznienia. Ciekawostką jest fakt, że kiedyś był w niej… meczet.

baszta
baszta 2

Dla nas największą atrakcją Budy była Baszta Rybacka. Wydawać się może, że wniesiono ją setki lat temu. Tymczasem stoi tu niewiele ponad 100 lat. 7. wieżyczek symbolizuje madziarskie plemiona. Sama nazwa nawiązuje do cechu rybaków. Nam bardzo przypominała lizbońską Wieżę Belem. Choć ta węgierska jest o wiele bardziej majestatyczna i rozległa. Zrobiła na nas większe wrażenie.

IMG_20150425_163920

Wstęp do najwyższej części jest płatny, ale można skorzystać z tarasu widokowego w kawiarni. Tym, co przyciąga turystów, to nocna panorama miasta. Miejscówka jest tak atrakcyjna, że inspiruje fanów fotografii i filmowania z Japonii. Skutecznie okupują najlepsze miejscówki.

Ciekawostka: cierpliwi mogą wrócić tu wieczorem, wówczas w magiczny sposób dostaną się na największą część tarasu widokowego, zupełnie za darmo. Bo bramki są otwarte.

IMG_20150507_230308
Oto jak powstają nasze filmy dla Was. Prosimy jednak nie regulować ostrości. Włosy wypadają mi z miłości do taniego podróżowania. To zakole… Dunaju ;).

IMG_20150507_230144
IMG_20150507_230215

Co zrobić jak człowiek głodny? Po godzinie lądujemy w bistro niedaleko Starego Miasta, w nieco zacisznym miejscu, na hamburgerze i lokalnym piwie. Wybór mało „węgierski” (poza piwem), ale głodu nie oszukasz. I, niestety, ceny tutaj są typowo turystyczne. Hamburger: ok. 1400 HUF. Na szczęście trafiamy jeszcze później, dwukrotnie, na tańszego i pysznego Langosza. (więcej o nim w dalszej części).

bistro

Po nabraniu sił schodzimy w dół, do Mostu Małgorzaty. Roztacza się stąd widok na obydwa brzegi Dunaju i widowiskowa perspektywa na Parlament. Na marginesie: Budapeszt ma szczęście. O tej porze roku słońce, biegnące od wschodu do zachodu, idealnie oświetla najważniejsze zabytki miasta: do południa atrakcje Budy, po południu natomiast – Pesztu.

Tym razem, dla mnie, ta cześć wycieczki ma nieco osobisty charakter. Niby nic wielkiego, a jednak czuje szybsze bicie serca. Chcę wrócić w miejsce, które odwiedziła moja Mama w 1975 roku. Mam ze sobą zdjęcie, które mój Tato zrobił w tym miejscu dokładnie 40 lat temu. Zależało mi właśnie na takim ujęciu. Nieco więcej możecie zobaczyć w naszym klipie (na dole wpisu).

IMG_20150425_192655

Zerkamy na to, co dzieje się na ulicach miasta i w nurcie Dunaju. Tego dnia odbywały się regaty uczelni Budapesztu. Idea taka sama jaka przyświeca od wielu lat rywalizacji uczelni Oxford i Cambridge. Tuż obok ulicami miasta przejeżdżała Masa Krytyczna.

Wracamy metrem. Po takim ćwierć maratonie, w górę i w dół, nie ma innej opcji. Wieczorem postanawiamy zjeść coś typowo węgierskiego. Czytaliśmy o miejscach z kartą w rodzaju „Raz płacisz i jesz do woli”, jak choćby Oktogon Bisztro. Tam mamy jednak za daleko. Ale zaledwie kilkaset metrów od hostelu rozpoczyna się ulica Raday, gdzie mieści się mnóstwo knajpek. To bardzo popularne wśród turystów miejsce. Dlatego krążymy i szukamy czegoś dla siebie. Wybieramy Letcho. Przyznacie, że niezwykle oryginalna nazwa. Dajemy się złapać na ciekawe menu, fajne logo i podpis „hungarian restaurant”.

Letcho restaurant budapest

Co wybraliśmy: kociołek typowego gulaszu (bardzo syty) dla każdego z nas i dwie porcje letcho. Choć dania nie powalały  na kolana, na pewno były bardzo syte. By dopełnić całości zamówiliśmy piwo. Za całość zapłaciliśmy 7950 HUF w przeliczeniu ok. 108 zł.

Dzień trzeci, czyli w poszukiwaniu langosza i selfie-absurd

Kolejny dzień postanawiamy zacząć od przejażdżki metrem. Po przesiadce wsiadamy do żółtej linii metra M1. To jedna z najstarszych linii metra świecie (uruchomiona w 1896 r.). Swoją drogą, trudno nazwać ją metrem, bo położona jest zaledwie 2-3 metry pod powierzchnią. Celujemy w kąpielisko Szechenyi i plac Wolności. Przyrzekamy sobie, że wrócimy tu jesienią, specjalnie po to, by podgrzać nerki w budapeszteńskich wodach termalnych (76-80 stopni). Udało się ostatecznie upolować jeden z węgierskich przysmaków. Langosz, bo o nim mowa, to rodzaj placka z ciasta drożdżowego i smażonego na głębokim oleju. Na wierzchu ląduje sos, ser, przyprawy i inne pyszności. Doprawić sobie możemy wybranym sosem. Decydujemy się na ten pikatny – z papryczki. Langosz, z wyglądu, bardzo przypomina nam włoską foccacię. Przypadł nam do gustu smak, i fakt, że choć niewielki, jest bardzo syty.
WIDEO: chcesz zobaczyć fragment z klipu, jak powstaje langosz? Kliknij tutaj.

Langosz 2
Langosz

Tuż obok przechodzimy przez okazałą bramę i mijamy stary kościół Jáki kápolna, w którym – jak podaje przewodnik – odbywają się „romantyczne śluby budapeszteńskiej śmietanki”, i zamek  Vajdahunyad. Oba obiekty położone w samym centrum Lasku Miejskiego. Robimy kółko wokół nich, mijamy puste niecki fosy otaczającej kościółek i trafiamy na Plac Bohaterów.

Nie byliśmy pewni, czy uda nam się trafić na „Sign of Budapeszt”, który tworzy nazwę miasta. Taka instalacja to popularny wabik na turystów i doskonały motyw promocyjny miasta. Możecie spotkać go w wielu stolicach, jak choćby w Amsterdamie. Pisaliśmy o tym tutaj. Dlaczego nie ma czegoś takiego we Wrocławiu?

Budapest sign heroes square

Selfie absurd. Być może udało Wam się zauważyć w naszych filmach (jeśli nie, to tutaj jest cała playlista), że bardzo lubimy przyglądać się ludziom, turystom, lokalsom, których spotykamy na swojej drodze. Pokazujemy to właśnie w naszych klipach z wyjazdów. Ludzie tworzą klimat danego miejsca, a mi podpatrywanie życia codziennego mieszkańców sprawia sporo frajdy. Lokalsi, czy turyści, budzą zainteresowanie swoją autentycznością. Ale i zaskakują, nieraz. A w takich miejscach, jak to powyżej, każdy chce wypaść jak najlepiej. Szczególnie, gdy robi fotkę. I jeden taki absurd udało nam się zarejestrować. Staramy się zrozumieć fenomen selfie, ale to co bohaterka naszego filmiku zrobiła, trudno oprzeć o zdrowy rozsądek… A zresztą zobaczcie sami. 17. sekundowy fragment wisi na naszym fanpage. Zobaczycie go TUTAJ. A może uważacie, że to norma, a my jesteśmy… przewrażliwieni?

Sigh of Budapest SelfieDog

Warto: jeśli dotrzecie na Plac Bohaterów, to w drogę powrotną, tak jak my, zróbcie sobie spacer okazałą aleją Andrassyego. Liczy niemal 2,5 km długości. To własnie tuż pod nią biegnie linia M1, o której pisaliśmy powyżej. Prowadzi niemal nad sam Dunaj. Po drodze miniecie budynek Opery, Muzeum Terroru (jest na filmie) i kilka klimatycznych mikroskopijnych kawiarenek. Ulicę upodobały sobie luksusowe butiki. Tak jest dziś. 200 lat temu także miała być dowodem na bogactwo miasta.

Ciekawostka: w 2002 r. aleja została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Więc jak widzicie, warto się nią przespacerować.

AndrassyAndrassy Autobusz

Mamy jeszcze jednak siły na to, by wdrapać się jeszcze tego samego dnia na kopułę Bazyliki św. Stefana. Tym razem jednak idziemy na łatwiznę i zjeżdżamy windą. Zabierze nas do pewnego momentu. Koszt: 500 HUF (ok. 7 zł). Widoki rekompensują wysiłek.

Pozostała część dnia upływa nam na leniwym spacerze ulicami miasta. Powoli opadaliśmy z sił. Pomyślałem: Jak fajnie, że historyczna zabudowa Budapesztu nie jest zbombardowana Żabkami, Małpkami, Biedronkami czy innym handlowym ZOO. Żeby jednak odnaleźć jakiś punkt, w którym zaopatrzymy się w zimne piwko czy wodę – trzeba się naszukać. Znajdujemy czas, by odpocząć na schodach Parlamentu i przejrzeć zdjęcia. Audyt zdjęć według kobiecej normy ISO, w wykonaniu Asi. Drogie Czytelniczki, wy też tak robicie?

Parlamen Budapeszt. Odpoczynek na schodach.
IMG_20150429_193104

Nie było zwiedzania Parlamentu. Tu warto wspomnieć, że jeszcze do 2013 r. wstęp do budynku dla obywateli UE był bezpłatny. Teraz trzeba zasilić węgierski budżet. Ale zdecydowanie warto. Ilustracje rozbudziły naszą ciekawość. Eksploracje komnat zostawiamy sobie na następną wizytę.

Końcowym przystankiem naszego przedostatniego dnia jest Erzsébet tér.

WAMP

To całkiem spory plac w sercu Budapesztu. Właśnie tutaj, raz w miesiącu – w niedzielę – odbywają się targi WAMP, czyli miejsce z rodzaju tych, które uwielbiam. To coś w rodzaju bazaru dizajnu. Może nie przebieram w damskich torebkach czy ciuchach, ale o idee tu chodzi. Lokalne wyroby, ręcznie robione. Właśnie tutaj można nabyć prace młodych węgierskich projektantów, twórców niecodziennych przedmiotów, gadżetów, ciuszków dla dzieci, kolczyków itp. itd. Jest w czym przebierać. Więcej zobaczycie w naszym wideo.

WAMP 2
WAMP 3

Każde duże miasto ma swój punkt czy plac do którego lgną młodzi. Po to, by pobyć wśród swoich, polansować się, napić się czegoś, odpocząć, pośmiać się czy poskakać. Takim miejscem jest właśnie Erzsébet tér. Woda przyciąga. Fontanny także. Dźwięk strumienia wody uspokaja. Oto chyba tutaj tu chodzi. Wyczuwalny jest hipsterski klimat. I język, brzmiący jak odtwarzana w tył taśma. O węgierskim mowa.

WAMP 4

Widzicie diabelski młyn? Aby z niego skorzystać trzeba wyłożyć 2500 HUF (ok. 35 zł). To chyba dużo. Kabiny woziły jedynie powietrze. O czymś to świadczy.

WAMP 5

Budapeszteńska wieczorna aura miasta nie mogła nam umknąć. Pierwszego dnia poznaliśmy Wzgórze Gellerta, tym razem wracamy do Baszty Rybackiej. Ogromnym plusem jest to, że po g. 20 jest tu niewiele osób (przynajmniej w kwietniu). W niemal idealnym spokoju spędzamy kilkadziesiąt minut. Sami osądźcie, czy warto tu zajrzeć o tej porze dnia.

Budapeszt weekend Zalatana Para
IMG_3602

W drodze powrotnej do hostelu natrafiamy na wieczorne ucztowanie. Żałujemy, że nie wyłapaliśmy informacji o tym wydarzeniu. To ostatni dzień Budapesti Tavaszi Vásár, czyli budapeszteńskie Targi Wiosny. W dużym skrócie: to jedna wielka kulinarna uczta. Węgry w pełnej krasie. Szkoda, bo pazernie szukając Lagosza nie udało nam się tu trafić,a impreza trwa od marca. Mistrz patelni z cierpliwością prezentuje swój warsztat.

Ostatni dzień węgierskiego citybreaku

W poniedziałek, kilka godzin przed wylotem, postanawiamy spędzić czas na luźnym spacerze uliczkami Pesztu. Bez konkretnego planu i specjalnego nadęcia. Odwiedzamy miejsce, które poleca niemal każdy przewodnik – Halę Targową mieszczącą się  niedaleko Mostu Elżbiety. Takie miejsca w Budapeszcie mają długą tradycję. Ta którą odwiedziliśmy okazała się dobry punktem do zakupu drobnych pamiątek. Jest tego mnóstwo. Nam w oko wpadł gadżet praktyczny. Korek do wina. Miłośnicy marynat i papryczek poczują się jak w raju.

Ale to, co okazało się niezwykle pozytywnym zakończeniem dnia, odbyło się zaledwie 100 metrów po wyjściu z Hali. Znowu napiszemy o jedzeniu. Wpadamy na punkt, w którym można dostać Langosza w bardzo przyzwoitej cenie. Klientela to lokalsi i młodzi ludzie. To chyba wystarczająca rekomendancja, by spróbować. Decydujemy się i nie żałujemy.

[Aktualizacja październik 2015: Langosza wyparło… sushi.  Po jesiennej wizycie odkryliśmy, że w tym miejscu nie zjemy już naszego ulubionego węgierskiego przysmaku. Teraz jest to lokal z sushi]

Budapeszt jesienią – dlaczego tu wrócimy?

Nie wymoczyliśmy się w łaźniach, nie było rejsu po Dunaju. Parlament także zostawiamy sobie na później. Budapeszt ląduje w czołówce naszych ulubionych europejskich miast. To miasto idealne na weekend, a nawet kilka dni. Na tydzień także. Język węgierski wydaje się być trudny i dla nas egzotyczny, zwłaszcza w metrze śledziliśmy wzrokiem mijane stacje, gdyż te usłyszane nic nam nie mówiły.

Zobacz także: Jesienny Budapeszt, czyli 5 atrakcyjnych punktów i widokowych oraz wizyta w termach.
Może zainteresuje Cię także: Spacerem po Esteponie, czyli tropem kwiatów i street artu [wideo+zdjęcia].

Węgrzy to chyba przyjazny naród. W jednym z pubów, na naszej trasie, gdy zatrzymaliśmy się na kufel zimnego piwa i lampkę tokaja, jeden ze starszych Węgrów – siedzący z dwójką znajomych – gdy zauważył, że chcemy zająć stolik tuż obok niego, rzucił w naszym kierunku łamaną angielszczyzną: Sorry, but this place is reserved. Spojrzeliśmy po sobie. Dwie sekundy później rozluźnił sytuację: But I did it especially for You. Z radością zajęliśmy więc miejsce (a było tłoczno), a on gestem podkreślającym uśmiech na naszej twarzy zakończył: That’s what I meant. Smile on your face. Lepszego zakończenia pobytu nie można sobie wymyśleć. Mamy też dla Was coś extra.

Wideopocztówka w Budapesztu

Zalatana para spacerem przez Budapeszt. Wideo z wyjazdu. Możecie skakać, przesuwać i dołączyć do nas w każdym momencie. Przyjrzyjcie się planszy na końcu filmu. Miłego oglądania!


*
Gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy?

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Spacerem po Budapeszcie: 3 dniowy citybreak [wideo+zdjęcia]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s