Berlin na weekend

To miasto nie ma uroku Pragi. Nie jest nawet czarujące jak Rzym. Trudno też podejrzewać, by stolica Niemiec – reklamująca się hasłem „poor but sexy” – była choć trochę romantyczna, jak Wenecja. Mimo wszystko Berlin przyciągnął nas po raz drugi. Co tym razem chcieliśmy zobaczyć? Co okazało się niewypałem? Gdzie zjedliśmy dobrego kebaba? Dlaczego to miasto ściąga tylu młodych ludzi? I wreszcie – co sprawiło, że ostatecznie Berlin… przegrał z Amsterdamem? Chcemy Wam pokazać, jak spędziliśmy 2 dni w tym mieście. Jest i klip wideo!

W stolicy Niemiec byliśmy już 5 lat temu. Wtedy była to krótka wizyta mieście połączona z wypoczynkiem w Tropical Islands, 60 km od miasta. Okazją do tego, by po raz drugi odwiedzić Berlin, była nowa pula biletów od Polskiego Busa. Pojawiły się w styczniu. Asia, jak zwykle, trzymała rękę na pulsie.

Berlin trabi zalatanapara

Kiedy byliśmy: 11-12 kwietnia, Wyjazd w sobotę, powrót w niedzielę. Koszt przejazdu: 62 zł (2 os. w 2. strony)

Berlin na weekend – co zobaczyć, by poznać smak i historię.

Wszystkie ważniejsze „klasyki” tego miasta mieliśmy okazje już poznać. Tym razem rozglądaliśmy się za czymś innym. Inspiracji szukaliśmy w rekomendacjach znajomych, szybkich pobieżnych lekturach, reportażach. I w głowie. Bo miasto ma opinię dynamicznego, nowoczesnego, tolerancyjnego ośrodka multi-kulti. Przyjeżdza się tu po rozrywkę i dobre zakupy. Bogata przeszłość stolicy Niemiec też stanowi magnes dla przyjezdnych. Berlin od Wrocławia dzieli zaledwie 350 km. To niecałe 4 godziny jazdy autobusem. Wczesnym rankiem, o g. 6.30, rozpoczyna się nasz berliński weekend.

IMG_20150416_174157[1] IMG_20150416_180708[1]

Przekonaliśmy się jak funkcjonuje miejska komunikacja (stawiana za wzór), co oferuje turystom Pocztdamer Platz, co warto zjeść, ile zostało z opuszczonego parku rozrywki Spreepark. Warto było poznać bliżej historię muru berlińskiego. Zachęcamy do lektury. Rzecz jasna, mamy dla Was wideo. Co robią w nim biegacze? Rzućcie okiem na koniec wpisu. Aha, podkład muzyczny sponsoruje Die Toten Hosen.

Gdzie zamieszkać?

Zameldowaliśmy się w dzielnicy Friendrichshain, na ulicy Gürtelstraße, niedaleko stacji S+U Berlin Frankfurter Alle. To wschodni Berlin. Dzielnica ta niczym szczególnie się nie wyróżnia. Nie ma tu zbyt dużo lokali, turystów jak na lekarstwo. Ale z naszej perspektywy był to dobry wybór. Stamtąd mieliśmy blisko do wybranych przez nas atrakcji. Wcześniej jednak nasz weekend w Berlinie rozpoczął się od Aleksander Platz, do którego dojechaliśmy linią RB14 z lotniska Berlin-Schönefeld (jest jednym z przystanków Polskiego Busa). Ulicą Unter den Linden, niespiesznym krokiem, przesuwaliśmy się w kierunku Bramy Brandenburskiej. Po drodze mijaliśmy rozkopany Berlin i wszędobylskich biegaczy. Berlin jest fit! I, co ciekawe, nadzwyczaj cichy i spokojny o tej porze. Jak po niedzielnym odpuście. Pieszych niewielu. Aut jeszcze mniej.

Ciekawostka: Berlin chce być eko. I jest w tym skuteczny. Efekt: na 1000 mieszkańców przypada mniej niż 400 aut. We Wrocławiu jest ich 1,5 razy więcej.

IMG_20150411_105551 IMG_20150411_092531IMG_20150411_105439 IMG_20150414_003452

Gdy dochodzimy do Pariser Platz, bezpośrednio przy Bramie Brandenburskiej, siadamy na ławeczce. Odpoczywamy. Przyglądamy się. Obserwujemy turystów. Uwielbiamy to. Stoliki kawiarni są jeszcze puste. Grotesktowa Marylin Monroe zachęca do odwiedzin Muzeum Figur Woskowych. Po godz. 9 turystów jest coraz więcej. Robi się gęsto.

IMG_20150411_191401 IMG_20150411_165419IMG_20150414_003357 IMG_20150417_141223[1]

Tuż obok naszą uwagę zwraca plenerowa ekspozycja zdjęć o inwazji Niemców na Polskę podczas II Wojny Światowej. Robi wrażenie. Daje do myślenia. Wiele osób przyglądało się jej w milczeniu.

IMG_20150411_094024

Spacerowo od Bramy do Potsdamer Platz

Jednym z miejsc, które warto odwiedzić jest budynek Reichstagu. To jeden z obiektów „must see” dla nowo odwiedzających Berlin. My ten obiekt mamy już odfajkowany. Aby dostać się do środka, kiedyś, trzeba było odstać w kolejce – w myśl zasady „godzina stania, pięć minut zwiedzania”. Dziś, żeby z kopuły na dachu niemieckiego parlamentu zobaczyć panoramę Berlina, trzeba się zapisać on-line. Warto o tym pamiętać.

Reichstag

Zataczając kółko w drodze na Pocztdamer Platz, wstępujemy do Tiergarten Park. W oko wpadają nam liczni biegacze, w wieku od 10 do 80 lat (więcej zobaczycie w filmie). Kilka szybkich fotek, rzut oka na… oczko wodne. Idziemy dalej. Wychodzimy tuż przy Pomniku Pomordowanych Żydów Europy. Składa się on aż z 2711 betonowych brył. To niezwykły labirynt. Dziś to miejsce bardzo charakterystyczne, często odwiedzane przez turystów. Niestety, wielu z nich (szczególnie młodych) traktuje go bardziej jako bloczki do poskakania, niż pomnik pamięci. Dlatego w zakamarkach labiryntu czyhają ochroniarze.

Zobacz poruszający projekt YOLOCAUST, który dotyczy tego miejsca. Na bezrefleksyjne selfie robione w tym miejscu zostały nałożone wstrząsające zdjęcia.

Pomnik Ofiar Żydow Berlin

Nasza piesza trasa, pierwszego dnia, zaczęła się na Aleksander Platz, tam się także zakończyła. Wyglądała mniej więcej tak, jak na mapce poniżej.

Potsdamer Platz powstał na desce kreślarskiej i w całości w komputerze. Tak podają źródła. To taki nowoczesny Berlin, do którego strasznie lgną turyści. Nowe centrum stolicy Niemiec pełne knajpek, lansiarskich butików i restauracji. Jest też fragment muru oblepiony gumami do żucia (więcej o tym w naszym filmie). Osobliwa to forma wyrażania sympatii. Jest jeszcze jeden punkt, który naładował nas energią. Lokal z lodami Häagen-Dazs. Asia ma do nich słabość. Ja zresztą też.

Postdamer Platz2Potsdamer PlatzPostdamer Platz3

Checkpoint Charlie

Chcieliśmy zobaczyć osławiony we wszelkich przewodnikach punkt. Nic dziwnego. Przed obaleniem berlińskiego muru Checkpoint Charlie był najbardziej znanym przejściem granicznym pomiędzy Wschodnim a Zachodnim Berlinem. Dziś niewielka wysepka jest atrakcją, wokół której panuje spory ruch. Za zdjęcie na tle budki, worków z piaskiem i towarzystwo dwóch przyszywanych wartowników zapłacisz 2 euro.

checpoint charlie

5075

O wiele bardziej bardziej ciekawiej prezentuje się ekspozycja prezentująca najważniejsze fakty z historii muru. Jest tuż obok, i jest bezpłatna. Tutaj warto wstąpić, by przekonać się ile ludzkich dramatów toczyło się po obu stronach, wysokiego na 3,6 metra, muru. Nikt nie był przygotowany na to, że z dnia na dzień straci kontakt z rodziną, mieszkającą w innej części miasta. Wielu berlińczyków próbowało forsować betonową przeszkodę. Z sukcesem udało się to grupie 5075 osób. Niestety, 456 osób zakończyło swoje życie w zasiekach lub zginęło od postrzałów. Najwięcej ofiar mur pochłonął przez pierwsze 4 lata, od 1961 do 1965 r.

muzeum murumuzeum muru2

Rowerem po Berlinie za darmo? Można!

Jeden pomysł kompletnie nam nie wypalił. Jako że Berlin określa się mianem rowerowej metropolii, chcieliśmy się o tym przekonać. Amsterdam, nasz faworyt, wysoko zawiesił poprzeczkę. Pisaliśmy o tym w tym miejscu. 2 tygodnie przed wyjazdem korzystamy z BikeSurf Berlin. To rodzaj bikepoolingu, czyli możliwości wypożyczenia roweru. Swoje własne dwa kółka udostępniają zwykli berlińczycy. Za darmo! Rozwiązanie fenomenalne, ale nie bez wad. Po pierwsze, rowery rozsiane są po całym mieście. Jeśli więc rezerwujesz minimum dwa bicykle, musisz się liczyć z tym, że ich odbiór będzie czasochłonny. W naszym przypadku punkty odbioru oddalone były od siebie o 8 km. Po drugie, system rezerwacji bywa zawodny (choć może tylko nam się to przydarzyło). Trzykrotnie odwołano nam rezerwację wybranego modelu, bo coś z nimi było nie tak. Dlatego więc pomysł ostatecznie nie wypalił? Po 1. dniu byliśmy tak padnięci, że drugiego nie chcieliśmy się dobijać pedałowaniem. Cóż, skorzystamy innym razem. Berlin to nie Kuala Lumpur. Jak sami widzicie, dojechać tutaj można za niewielkie pieniądze.

Jak to działa? W skrócie wyjaśnia to film od twórców.

Nieudana wizyta w opuszczonym parku rozrywki

Uruchomiony w 1969 r. Spreepark stał się jednym najpopularniejszych parków rozrywki w Europie. Był chlubą NRD, zaś swoją drugą młodość przeżył po Zjednoczeniu Niemiec. W szczytowym okresie popularności przyciągał nawet 1,5 mln odwiedzających rocznie. Dziś to już nawet nie cień ruiny. Jednak po lekturze przewodnika o opuszczonych miejscach Berlina postanowiliśmy sprawdzić, czy to miejsce straszy. Przyjrzeć się z bliska reliktowi minionej epoki. Co sprawia, że, pomimo upadku, wciąż przyciąga miłośników opuszczonych miejsc. Niestety, nam się nie udało tego sprawdzić, tak dosłownie. Okazało się, że teren szczelnie ogrodzono na początku roku. Czyżby na fali nostalgii zaplanowano odrodzenie tego miejsca? Wątpliwe.

IMG_20150416_184027[1] IMG_20150416_183859[1]

Jedyną atrakcją, która zwróciła naszą uwagę, był wielki, diabelski młyn. Dziś ta nazwa pasuje tu idealnie. Jeśli mocniej zawieje, młyn obraca się. Dźwięk wydobywający się z zardzewiałych łożysk przyprawia o dreszcze. Nawiasem mówiąc, historia upadku tego miejsca to scenariusz na dobry film. Jest w niej 180 kg kokainy, ucieczka do Peru i stracone nadzieje. Nieco więcej przeczytacie o tym tutaj (Spiegel).

Spreepark

Gdzie w Berlinie zjeść kebaba?

Dla nas podróże to nie tylko zachwyt nad krajobrazami, ale także – a może przede wszystkim – jedzenie. Filozofią naszych wyjazdów jest jeść to, co jedzą lokalsi, i bywać tam, gdzie oni. Za kiełbasami specjalnie nie przepadamy. A że kulinarną mapę Berlina tworzą nie tylko bratwursty, to decydujemy się na turecką specjalność – Dürüm Döner. Drugiego dnia pobytu będąc w okolicy East Side Gallery, wchodzimy do Istanbul Bistro. W porównaniu do tego, co oferuje polska gastronomia – jesteśmy zachwyceni smakiem zawijanego w placek kebaba, wypełnionego aromatyczną baraniną i świeżymi warzywami. Sympatyczny Turek łamiącą polszczyzną wita nas: „Jak się masz?”. „Alles gut” – odpowiadamy. I wbijamy zęby w placek. Koszt: 3,80 euro za sztukę. Frytki, 2 euro.

IMG_20150414_002703 IMG_20150414_002911

Z pełnym żołądkiem zahaczyliśmy o miejską galerię na wolnym powietrzu, czyli East Side Gallery. Wzdłuż rzeki Szprewy, odcinek muru o długości 1300 metrów oddano artystom, aby mogli się wyżyć i „wykrzyczeć”. To chyba tam odbywa się berlińska hipsteriada.

east side 3 east side 2 east side 1

Gdzie na dobre (tanie) zakupy w Berlinie?

W zasadzie moglibyśmy zakończyć na tym naszą relację. Ale poza dwoma niewypałami (rowery i Spreepark) było coś, co wpisuje się w pozytywny odbiór tego miasta – dobre zakupy. Tutaj warto wpaść na dobre wyprzedaże, szukać marek w Polsce niedostępnych. Młodych oprócz rozrywek ściąga tutaj możliwość buszowania w sklepach. Handlowych ulic jest w Berlinie sporo. Nas wprawdzie nie interesował „tani Armani”, ani buty z krokodylej skóry, ale Primark. Choćby dlatego, że mieliśmy po drodze, wracając do hotelu.

Dlaczego Berlin przegrał z Amsterdamem?

Trochę to subiektywne i karkołomne porównanie, bo Berlin jest jedyny w swoim rodzaju. To miasto zasługuje na uwagę, choćby ze względu na historię. Nie można go porównać z Paryżem, Londynem czy Mediolanem. Ale z Amsterdamem przegrywa. OK, to prawda, ostatecznie na rowery nie wsiedliśmy, ale to stolicę Holandii możemy uznać ze rowerową metropolię (czy zmieni się to w maju, gdy odwiedzimy Kopenhagę?). W Amsterdamie, na ulicach, można poczuć się bezpiecznie. Tam rowerzyści mają do dyspozycji własne pasy i sygnalizacje. W Berlinie zaś na jezdni wymalowane są jedynie pasy. Czy to mocny argument, by faworyzować Holendrów? Naszym zdaniem tak. Co o tym sądzicie? Jakie są Wasze doświadczenia z tych miast?

Ale jeśli  kogoś zanudziliśmy tekstem, to polecamy nasz krótki klip. Wybór podkładu muzycznego mógł być tylko jeden.

PS. Na końcu klipu jest Marylin Monroe. Nie pokazuje cycków, ale coś znacznie lepszego.

Może zainteresuje Cię także: Amsterdam na weekend [wideo]
Poznaj urok Czech: Praga na weekend. Na cztery roku. Byliśmy tam już 5-ty raz.

Advertisements

8 uwag do wpisu “Berlin na weekend

  1. Czesc, znalazlem Wasz Blog, poszukiwaszy informacji na temat Tajlandii, gdyz w listopadzie wlasnie wybieramy sie z ukochana na dwutygodniowy pobyt na Phuket :). Dzieki za wiele cennych i ciekawych informacji (zwlaszcza jezeli chodzi o jedzenie). Podobnie jak Wy, gdy podrozujemy to najwieksza atrkacja dla nas jest konsumpcja lokalnych produktow :D. I wlasnie dlatego pisze pod postem z Berlina – mieszkamy w Düsseldorfie na stale, kiedys jednak znalazlem tanie bilety samolotowe na jeden dzien do Berlina (RyanAir / Kolonia-Berlin – 7 rano wylot, 22 powrot – 20 € za osobe w dwie strony) i pomimo juz wczesniejszych wizyt w stolicy Niemiec, nigdy nie sprobalismy znanego w calych Niemczech kebaba – czekalismy w kolecje na zwyklej ulicy, bez zadnej restauracji czy chociazby budki w ktorej mozna sobie usiasc – nazywa sie Mustafas Gemüsekebap – na ulicy Mehringdamm 32 – wiele reportazy w Niemczech bylo juz poswiecone wlasnie tej malej budce 🙂 Kebaby sa inne niz wszystkie, bo robione np. z ziemniakami (!) czy cukinia lub baklazanem – wszystko usmazone na (z tego co pamietam) glebokim oleju – naprawde byl bardzo dobry, i stosunkowo tani – 3 € 🙂 nastepnym razem, goraco polecam, mimo czasu oczekiwania 🙂 tymczasem czekamy juz na kolejna podroz w maju do Bukaresztu 🙂 jezeli chcecie z checia mozemy powymieniac sie doswiadczeniami, my rowniez bardzo chetnie podrozujemy, i zawsze probujemy zrobic to jak najtaniej, nie tracac przy tym na atrakcjach 🙂

    Lubię to

    1. Cześć Karol! Tu Łukasz. Dzięki za wizytę i poświęcenie czasu na lekturę i komentarz 🙂 3mamy kciuki zatem za Waszą eskapadę do Tajlandii. Dużo czasu macie, więc spokojnie można przemyśleć różne scenariusze. Macie już jakiś wstępny plan?

      Co do Berlina… Przyznam Ci się, że ten wpis nie do końca mi się udał. Trochę chaotyczny, bez pomysłu. Szukaliśmy tego idealnego kebaba, ale po Twoich rekomendacjach na pewno trafimy w te konkretne. Dzięki!

      W Düsseldorfiie nie byliśmy, a z tego co czytałem ostatnio, to według rankingu Merces, jedno z lepszych miejsc do życia.. na świecie 🙂

      Pozdrawiam!

      Lubię to

      1. Dzieki za szybka odpowiedz! 😉
        Podroz zabukowalismy jakies dwa-trzy tygodnie temu i poki co – nie mamy zadnego konkretnego planu. To nasza pierwsza wizyta w Azji, wiec probuje zbierac jak najwiecej informacji – generalnie jestesmy dwa tygodnie w malym hoteliku w Phuket, niedaleko Paton Beach – na pewno planujemy wynajcie skutera i zwiedzanie na wlasna reke – i tu tez dzieki za pierwsza drogocenna rade – zastanwialem sie od pare dni co zrobic z nawigacja – navigon oferuje tylko europe – wiec na nastepnej wyciecze wprobuje maps.me – dziala tez offline tak? Ten hotelik mamy ze sniadaniem zaplacony z gory na dwa tygodnie – natomiast planujemy wyruszyc w dluzsza podroz skuterkiem (ruch lewostronny jest mi znany po wyjadzach na Malte – zobaczymy jak z kultura jazdy :P) i ewentualnie gdzies przenocowac, noclegi nie sa az tak drogie – caly wyjazd tez nie – za w sumie 16 dni (lot z Düsseldorfu do Moskwy, trzy godziny przerwy nastepnie na sam Phuket liniami Aeroflot) plus nocleg ze sniadaniem wyszedl nas 750 € za osobe wiec mysle ze cena dobra w czasie 10-26 Listopada 🙂 jaka byla pogoda? Ludzie strasza przed deszczami, ale chyba nie jest az tak zle? 🙂
        a wpis o Berlinie – pasuje idealnie do miasta, samo w sobie jest chaotyczne i jakos w ogole nie zachecalo nas do ponownej wizyty – co innego Amsterdam 🙂 btw – jezeli planujecie zwiedzic Bruksele – Brügge – Ligge – czy Luksemburg badz francuskie Nancy badz Metz (czy Düsseldorf:)) – lub bajeczny zamek Elz – z checia zapraszamy, wszytsko to max 2-3 godziny drogi stad 🙂 a Düsseldorf.. na pewno jest warty wizyty, ale jest bardzo nowoczesny dla nas za bardzo „miastowy” dlatego mieszkamy na przedmiesciach 🙂

        Karol

        Lubię to

        1. Hej Karol, to cieszy nas, że nasze wpisy z Tajlandii są małą cegiełką budującą Wasz plany podróży. Kolejne wpisy w przygotowaniu. Będzie tajska dżungla – Khao Sok i film z tego miejsca. Sledźcie nas na FB.

          Skuter to mega opcja. Ale my z map nie korzystaliśmy w trasie. Za krótko nim jeździliśmy. My Phuket odpuściliśmy, ale słyszeliśmy też co nieco dobrego o Surin Beach 🙂

          Lubię to

      1. Dużo jeżdżę po Berlinie rowerem i czuję się tu zawsze bardzo bezpiecznie. Nawet, jeśli są wymalowane tylko pasy dla rowerów na jezdni, kierowcy bardzo uważają na rowerzystów i są bardzo ostrożni.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s