Amsterdam: gdzie warto podjechać rowerem? cz. 3 [wideo+zdjęcia]

Łukasz: Gotowa na pedałowanie? Te rowery do lekkich nie należą!
Asia: Za kogo Ty mnie masz?! Zajmij się tą kłódką, bo inaczej będziemy się bujać na jednym rowerze…
Łukasz: Jakby co, damy radę. Zobacz jaki ma parapet z przodu.

Ostatecznie udaje się nam okiełznać zabezpieczenie: dwie solidne klamry w kształcie litery „U” i ciężki łańcuch. Taki miała chyba niejedna średniowieczna dziewica przy pasie cnoty. Wiadomo: solidnie musi być, bo kradną. Nawet 90 tys. jednośladów rocznie „zmienia” swojego właściciela. Dwa siermiężne holenderskie rumaki są w końcu nasze. Ruszamy. Swoją drogą, mój egzemplarz, gdyby miał przybrać inną formę, okazałby się ruską wołgą: czarna, masywna rama, kilka chromowych dodatków. Szału nie ma.


Amsterdam sciezka rowerowa sygnalizacja

Amsterdam rowerem – gdzie warto podjechać?

Chuje morchen i do przodu! Trudno być w tym mieście i nie spróbować tej opcji przemieszczania się. Na miłośników pedałowania czeka kilkaset kilometrów ścieżek, ale nie takich jak w polskich miastach – wyżebranych z pasa jezdni. Obieramy sobie cel: Rijskmuseum wraz z przyległym do niego napisem I Amsterdam.  Po drodze chcemy zajechać do Voldenpark. Nie spodziewamy się, że pedałowanie ulicami miasta tak nas wciągnie! Ścieżki, zwane fietspaden, dają poczucie bezpieczeństwa. Jeździ się szybko i komfortowo. Jak po bieżni. Widać i czuć, że rowery wyznaczają tutaj styl życia. Relacje na linii kierowca-rowerzysta są partnerskie. Ale z racji polskich doświadczeń podchodzimy do tego rezerwą… Po kilku kilometrach czujemy się jednak jak indyjskie święte krowy. Przyzwyczajeni do polskiego chamstwa na ulicy, w Amsterdamie szybko o tym zapominamy. Ale uwaga! Mamy dobrą radę dla tych, którzy jeszcze tam nie jeździli: zbyt duża pewność siebie za kierownicą może osłabić naszą czujność! Ścieżki rowerowe zawłaszczyły sobie skutery. Warto mieć wyostrzone wszystkie zmysły, bo o przypadkowy splot nie trudno.

A widoki po drodze naprawdę rozpieszczają. Wpadają w oko detale: przypięty do lampy rower vintage, czy listonosz z wózeczkami wypełnionymi paczkami i listami. Krzyknij w jego kierunku: Chuje Morchen! Spokojnie, w ryja nie dostaniesz. Pomacha, odpowie uśmiechem… W końcu po holendersku znaczy to „Dzień Dobry”.

 

stolik885

Voldenpark

47 hektarów pełnego relaksu. Nas zieleń uspokaja, wycisza, a czasem jej towarzystwo resetuje. Dlatego wjeżdżamy do parku, by odsapnąć. Voldenpark w Amsterdamie na swój sposób wyróżnia się spośród pozostałych oaz zieleni. Jest największy. Najbardziej znany w Holandii. Spójrzcie na mapkę poniżej.

To najbardziej oblegany park, bo nawet 10 milionów osób rocznie kładzie swoje zadki na trawie lub spaceruje wijącymi się jak spaghetti ścieżkami. Otwarty w 1865 r. jest dziś miejscem pełnym różnorodnej fauny i flory, ludzi, atrakcji, pomników i… zapachów. Tak, TYCH zapachów. Oczywiście, wygodnisie mogą zjeździć ten park na rowerze.

Voldenpark picnic Amsterdam 2014
Voldenpark bike ride

Zresztą, poniżej możecie zobaczyć nasz krótki przejazd. I zwróćcie uwagę na jedną rzecz: sposób, w jaki wożone są małe dzieci na rowerze (niecierpliwi mogą przeskoczyć do 3:15 min). Czy warto tam wstąpić?

Także tam znajdziecie symbol współczesnego Amsterdamu: napis I amsterdam. Przycupnęliśmy na trawce tuż obok spoglądając jednocześnie na sielankową i radosną atmosferę wokół. Zjedliśmy kanapki (nie, nie z jakiem).

rower i amsterdam Amsterdam voldenpark picnic

Napis „I Amsterdam”

Wskocz na „e”, wsiądź na „d”, wejdź na „a”. A potem zrób selfie albo inną „słit focię”. Jednym słowem wyraź się jakkolwiek! Bo przy tym napisie chyba inaczej się nie da. To symbol Amsterdamu. Każdy chce mieć tu zdjęcie, nawet jeśli robi z siebie małpę. Nam nie udało się być „sam na sam” z tym miejscem. Więc najlepiej podejść tu rano albo podczas rzęsistego deszczu. Wtedy nikt nie wetnie nam się w kadr. Dla porządku całej relacji ślemy dowód, że dojechaliśmy i osiągnęliśmy cel.


I amsterdam crowd rijskmuseum 2014

Holenderskie frytki? Przereklamowane!

Pędzimy dalej. Umówieni jesteśmy z Martą i Roderickiem na placu Dam. Przyjechali dla nas specjalnie z Hagi. W pośpiechu mijamy kolejne skrzyżowania. Zabudowa Amsterdamu jest niezwykle zwarta, przez co sprawia wrażenie mocno powtarzalnej. Gubimy się trochę i przejeżdżamy za daleko. Ostatecznie jesteśmy na miejscu i parkujemy holenderskie rumaki. Z Martą znam się od lat. Rodericka widzę po raz pierwszy. Po cichu liczę, że powiem mi, jacy naprawdę są Ci tolerancyjni Holendrzy? Chcemy też z Asią skręcić w ulice, które zwykli turyści omijają. I zjeść te słynne frytki. Nawiasem mówiąc, dziwie się, że para pociętych i podsmażonych kawałków ziemniaków stała się kultowym rarytasem Holandii, a nie Polski – w końcu to u nas na talerzu króluje ziemniak. Za cudo holenderskiej kuchni, w jednej z najbardziej znanych frytkarni w mieście – jak przekonywał Roderick – zapłaciliśmy ok. 2, 80 euro. Jak smakowały w sosie majonezowym? Przeciętnie.

Frytki Amsterdam 3 euro top placeFrytki Amsterdam 2014

Z resztką majonezu na ustach idziemy dalej. Marta i Roderick prowadzą nas swoją ulubioną trasą. Piesza pielgrzymka rozpoczęła się w The Begijnhof. To zaciszna enklawa, którą określa się mianem miniaturowego Amsterdamu. Tłumów tam nie ma, więc warto zajrzeć. Więcej o tym miejscu przeczytacie tutaj. Zahaczamy o flower market (nie wiedzieć czemu, przeleciałem przez niego nie robiąc ani jednego zdjęcia) i pomnik inscenizujący dzieło Rembrandta – „The Night Watch”, przy Rembrandtplein. W zasadzie, miłośnikami 17. wiecznej sztuki nie jesteśmy, ale to miejsce, któremu warto się przyjrzeć.

Grafitti w Amsterdamie

Kolejny puntk to ulica Spuistraat. Miłośnicy miejskich murali, grafitti i wymalowanych elewacji kamienic, znajdą coś dla siebie. To ciekawa propozycja, bo tam ciągle coś się zmienia. Bywa, że jeden mural zamalowywany jest następnym. Niewykluczone, że w momencie, gdy czytacie ten wpis, ich już tam nie ma.

Graffiti 885nelson mandela graffiti amsterdam june 2014

To jacy są naprawdę Ci Holendrzy? Ciekawią mnie Wasze opinie! Ja zostawię sobie ten wątek na nieco inny wpis. Bo chcielibyśmy pojawić się tam jeszcze raz.

Amsterdam w 2 dni – czy to wystarczy?

To zależy z jakimi oczekiwaniami i wyobrażeniami wybierasz się do tego miasta. Tu nie masz prawa się nudzić. Zjesz kuchnię całego świata, a jak masz hipsterską brodę, to wypielęgnuje Ci ją i przystrzyrzę wyspecjalizowany fryzjer brody (niestety, ostatecznie nie udało nam się zobaczyć jednego z takich miejsc). Amsterdam doskonale więc wpasuje się potrzeby i oczekiwania mieszkańców. Możemy podsumować, że cała ta mieszanka zieleni, kwiatów, spokoju, łodzi wodnych, multikulturowości, różnorodności wszelkiej maści bardzo nam odpowiada. To miasto budzi skrajne emocje, ale ma charakter. Jest „jakieś”.  Zupełnie cicho i pod nosem stwierdziliśmy, że moglibyśmy tam pomieszkać. A przynajmniej zobaczyć to miasto jeszcze raz. Bo mamy niedosyt. Czy temat potraktowaliśmy po macoszemu? Nie wiem. W każdym razie… po swojemu :).

3 i pół minutowe wideo nie wyczerpuję tematu. A jeśli ktoś z lenistwa scrollował w dół, bo nie przeczytał tekstu, to niech przynajmniej zobaczy Amsterdam przefiltrowany przez nasze oko :).

Jak Wy zapamiętaliście to miasto?

Zobacz także: Amsterdam – miasto, którym rządzą pedały. Część 1 [wideo+zdjęcia]
Poznaj więcej: Amsterdam – miasto kanałów i pustego metra

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s