Amsterdam: miasto, którym rządzą… pedały! cz. 1 [wideo+zdjęcia]

Jak zwiedzać Amsterdam? Możesz zrobić to na dwa sposoby: albo według przewodnika, albo na swój sposób. My wybraliśmy tą drugą opcję…

Łukasz: Dobrze wiesz, że ten wyjazd mi nie leży. Nie teraz, nie w tym momencie. Skupmy się na czymś innym. Zapomniałaś o przeprowadzce?
Asia: Wiesz, jak to jest… Kobieta buszuje w sieci, szuka okazji. Kliknęłam i kupiłam. Porwały mnie promocje na loty low cost.  Ale zobaczysz, będzie fajnie…
Łukasz: Nie lubię takiego terroru w Twoim wydaniu! Ale OK, musisz postawić na swoim. Spróbujemy jednak opcji social travelling. Co Ty na to?
Asia: Social, co?!

Tak zaczyna się wiele naszych wspólnych wypadów. Ona sobie coś wymyśli i podsuwa mi pomysł, ja kręcę nosem i marudzę. Ale bez obaw, aż takim malkontentem nie jestem. Jednak splot różnych zawodowych i osobistych okoliczności sprawił, że nie miałem kompletnie ochoty wybierać się gdziekolwiek. I mając nawet świadomość, że loty i nocleg zostały opłacone (no jak to, zmarnuje się!). W tym wypadku kilka rozmów wystarczyło, by pomysł w mojej głowie nabrał wiatru w żagle, a wyobraźnia zaczęła pracować.

Myślałem obrazami i tym, co może mnie w tym mieście zaciekawić. Ale nie w głowie mi były płótna Rembrandta czy słoneczniki Van Gogha (nawiasem mówiąc, nie dziwie się, że taki artysta jak on popełnia samobójstwo. Sprzedać jeden obraz przez całe życie…). Jednak przyznamy na wstępie: Amsterdam nas zauroczył!

Kiedy byliśmy: 6-8 czerwiec 2014. Wylot w piątek, a powrót w niedzielny wieczór. Idealnie.

Amsterdam loves You graffiti uliczne

Amsterdam rowerem – tym miastem rządzą pedały!

Miasto, w którym na jednego mieszkańca przypada 1,7 roweru! No tak – pomyślałem. A więc tym miastem rządzą pedały! Stolica symboli i obyczajowej wolności, źródło wielu skojarzeń. Tutaj zapach palowej kawy, przepraszam, „trawy”, atakuje nozdrza niemal w każdej uliczce. Kulturalny i artystyczny tygiel. Mekka wielbicieli nocnych rozrywek. Metropolia-pajęcza sieć, którą spina 1500 mostów! Można by tak długo. To miasto, które kojarzy się z… no właśnie – tutaj zaczyna się cała zabawa. Bo każdy z nas ma inne wyobrażenia na temat miejsca, do którego się udaje. Czegoś oczekuje, coś zaplanuje. Zdarza się, że wychodzi zupełnie inaczej.

Jak było w naszym przypadku? Czy 2 dni pobytu zaspokoiły wybredny gust Asi?

Canals of Amsterdam kanały amsterdam rzeka Amstel 2014

Gdzie nocować w Amsterdamie? Wybierz Airbnb!

Nasz wybór nie był zupełnie przypadkowy. Ja chciałem spróbować czegoś nowego, Asia znalazła więc superokazje (o tym nieco niżej). Archetypowy podróżnik wynajmie pokój w hotelu. Poczuje się w nim względnie anonimowo. Może też skorzystać w dobrodziejstwa hosteli i tłoczyć się w kilkuosobowym pokoju. Jest couchsurfing i hospitality. Jest i booking.com (to już przerabialiśmy). Czy rozłożyliśmy karimaty w dzielnicy Czerwonych Latarnii? Nie, choć pewnie nie bylibyśmy pionierami. Zaproponowałem tzw. social travelling. Co się kryje za tym swojsko brzmiącym hasłem? Pomyślcie przez chwilę, jaki może być najciekawszy sposób poznania nowego miejsca? To gościna u tzw. lokalsów, żywych ludzi, mieszkańców danego miasta. Korzystamy z serwisu Airbnb (nawiasem mówiąc serwis przeszedł ostatnio rebranding, a nowe logo niektórym kojarzy się z… sami sprawdźcie). Dużo o idei „społecznościowego podróżowania” poczytacie tutaj.

Dlaczego właśnie Airbnb? Obok ciekawej perspektywy spędzenia czasu w danym mieście, skuteczną przynętą okazała się atrakcyjna zniżka. Wyniosła aż 57 euro! Taki rarytas czekał na nowo zarejestrowanego użytkownika. To okazja, bo – umówmy się – Amsterdam nie należy do tanich miast.

airbnb_vertical_lockup_web-150x150
Zgarnij 93 zł zniżki na swoją pierwszą przygodę z Airbnb.
Co musisz zrobić? Kliknij w logo obok > Zarejestruj się w serwisie > Wybierz miejsce docelowe > Ciesz się ze wspaniałego pobytu!

Amsterdam widok z kanału czerwiec 2014

W Polsce ptasie mleczko, a w Holandii karmelowe wafle

Meldujemy się u Judith, na ulicy Danie Theronstraat. Okolica niezwykle cicha i spokojna (jak się później dowiemy, to miejsce raz w oku ma swoje małe święto podczas którego mieszkańcy zacieśniają międzysąsiedzką wieź wspólnie bawiąc się i organizując mini koncerty). W mieszkaniu możemy korzystać ze wszelkich dobrodziejstw, słowem poczuć się jak u siebie w domu. Do dyspozycji oddano nam także dwie „holenderki”. Skorzystamy z nich drugiego dnia pobytu. Nagle, dosyć niespodziewanie, przed moimi oczami pojawia się jednak kot. Wskakuje na stół. Ten dodatkowy bonus trochę mnie zaskoczył, bo – delikatnie mówiąc – Joanna nie lubi sierściuchów. Ja za kotami przepadam! (to często temat naszych sprzeczek). I co ciekawe, rezerwując pobyt w tym miejscu doskonale wiedziała, że będzie tu kot. Ale cóż, cena-czyni-cuda.

Oto Welles, nasz współlokator i słodka niespodzianka od Judith – „na powitanie”. To holenderskie ciastka, przepyszne wafle sklejone rozpływającym się w ustach syropem karmelowym: serwowane przyjezdnym, częsty widok na holenderskim stole. Karamel Stroopwafels. Dla smakoszy to absolutne must taste. Musicie ich spróbować. W zależności od sklepu za ten frykas zapłacicie od 2 do 3,50 euro.

Airban Amsterdam cat

Karamel Stroopwafels

Jak zwiedzać Amsterdam?

Zacznij eksplorować miasto tam, gdzie mieszkasz. Jeszcze tego samego dnia wyruszamy w miasto. Bez konkretnego planu i przygotowywanych tras. W ręce tylko jedna niewielka mapka. Poszliśmy na żywioł. Chcieliśmy skręcać tam, gdzie nas nogi poniosą, a widoki zainspirują. O jednym tylko pamiętajcie! Warto założyć wygodne buty (najlepiej sportowe). Ale nie testujcie nowych trampek, tak jak Ja. Wieczorem bardzo tego żałowałem.

Podczas gdy wszystkie przewodniki podpowiadają zgodnie: „zwiedzanie miasta najlepiej zacząć od Placu Dam”, to właśnie on był naszym ostatnim miejscem, do którego zawitaliśmy 1. dnia pobytu. Ponoć tam wszystko się zaczyna i wiele „się dzieje”. Być może. Ale zacznij eksplorować miasto tam, gdzie mieszkasz. Na naszej ulicy zwróciła moją uwagę stacja ładowania aut elektrycznych. Wpięte w gniazdko Volvo to – obok maniakalnego uwielbienia dla rowerów – dowód na to, że mieszkańcy Amsterdamu cenią sobie ekologiczne rozwiązania (niestety, stać ich na to). Dla nich to nie fanaberia ani moda – to codzienność. Takie punkty ładowania spotkacie na wielu uliczkach miasta. W samym Amsterdamie popularne są taksówki potraktowane prądem (elektryczne Nissany Leaf) lub hybrydowe Toyoty.

Elektryczne Volvo Amsterdam stacja ładowania

Sztuka ulicy

A o tym, że Amsterdam może zaskakiwać na każdym kroku, Wy sami możecie przekonać się nie raz. My, po przejściu zaledwie 200 metrów od miejsca w którym mieszkamy, trafiamy do – wydawałoby się – zwykłego tunelu, przejścia do po torami kolejowymi. Ktoś jednak wpadł na pomysł, by – w gruncie rzeczy – z przeciętnego, anonimowego miejsca w amsterdamskiej dzielnicy Transvaalbuurt uczynić małą, lokalną atrakcję.

Oto nietuzinkowa artystyczna instalacja. Dostępna 24h. Przechodząc przez tunel, szczególnie w nocy (wtedy wygląda to najatrakcyjniej) może spotkać dzikusów! Idziemy, spoglądamy na świecące ledowe diody. Nagle towarzyszą nam… cienie afrykańskich zwierząt. Osoby o paranoicznym usposobieniu mogą poczuć się nieswojo i wpaść w panikę… Poniżej to, co udało nam się zarejestrować przy wieczornym powrocie. Podjąłem się małej prowokacji, ale chyba nie wyszło.

Cześć 2 pobytu w Amsterdamie: Miasto kanałów i pustego metra [wideo+zdjęcia]
Cześć 3 pobytu w Amsterdamie: Gdzie warto podjechać rowerem? [wideo+zdjęcia]

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s